04.12.2025, 08:18 ✶
Choroba chorobą, maligna maligną, ale pioruny ciskane przez oczy Henry’ego trafiały prosto w - tak przecież dobre i pragnące nieść pomoc - serce Hannibala. Prychnął na absurdalną propozycję zapłacenia w przyszłym miesiącu i spróbował złowić wzrok uzdrowiciela, by posłać mu znaczące spojrzenie. Wiedział, że Henry nie zarabia zbyt wiele, bo w Proroku Codziennym najwyraźniej wciąż jeszcze wierzyli w niewolniczą pracę za marne grosze (przynajmniej nie kazali mu cykać fotek ze złamaną ręką, ale kto wie, może po prostu tak się nie dało). A teraz jeszcze musiał gotować dla dwóch osób i Hannibal aż bał się zaproponować, że będzie chociaż robił zakupy. W jego głowie rodził się już niecny plan podrzucania w tajemnicy kupionego przez siebie jedzenia do lodówki.
Całkiem nie rozumiał oburzenia Lockharta. Czy kwestie pieniędzy były dla niego aż tak ważne? Przecież to nie tak, że Hannibala nie było stać na opłacenie podwójnej wizyty, zamiast pojedynczej! I absolutnie nie oczekiwał żadnej rekompensaty - już samo to, że Henry pozwolił mu u siebie mieszkać było ogromną przysługą. Selwyn już otwierał usta, żeby zaprotestować, ale najpierw musiał odkaszlnąć, a potem Basilius ubiegł go i oznajmił, że wizyta odbywa się w ramach pomocy dobroczynnej. Wzruszył ramionami. I tak znał jego stawki, mógł zapłacić, a dwa miejsca na darmową poradę zostawić komuś, kto naprawdę jej potrzebował.
Słysząc kaszel biednego Henry’ego poruszył się niespokojnie w jego kierunku, ale powstrzymał się, nie chcąc go jeszcze bardziej rozdrażnić. Doskonale, niech doktor sam to usłyszy, wtedy nie da sobie wcisnąć kitu. Hannibal dotąd raczej miał kolegę za rozsądnego, ale teraz zaczynał się bać, że ten spróbuje naściemniać, że właściwie to czuje się dobrze - czy to z powodu choroby, czy jakiegoś pokręconego poczucia honoru. Bardzo chętnie zostałby przy badaniu, ale uzdrowiciel wyraził się wystarczająco jasno, wypraszając go, pewnie w imię jakiegoś prawa pacjenta do prywatności, czy czegoś podobnego. Wzruszył więc ramionami, chwycił swoją herbatę i wstał.
- Ach, nie zapomnij, że rękę miałeś złamaną w sobotę - rzucił do Henry'ego udając beztroskę i ufając, że Basilius będzie wiedział, co zrobić z tą informacją. Selwyn był niemal pewien, że czeka go za to awantura, ale od czasu przyjęcia Szkiele-Wzro Lockhart nie poddał się żadnej kontroli lekarskiej i to mogła być jedyna okazja. Po tych słowach uciekł do kuchni, zostawiając uzdrowiciela i pacjenta sam na sam i dopiero, gdy drzwi zamknęły się za nim, sam poddał się narastającemu w gardle kaszlowi.
Całkiem nie rozumiał oburzenia Lockharta. Czy kwestie pieniędzy były dla niego aż tak ważne? Przecież to nie tak, że Hannibala nie było stać na opłacenie podwójnej wizyty, zamiast pojedynczej! I absolutnie nie oczekiwał żadnej rekompensaty - już samo to, że Henry pozwolił mu u siebie mieszkać było ogromną przysługą. Selwyn już otwierał usta, żeby zaprotestować, ale najpierw musiał odkaszlnąć, a potem Basilius ubiegł go i oznajmił, że wizyta odbywa się w ramach pomocy dobroczynnej. Wzruszył ramionami. I tak znał jego stawki, mógł zapłacić, a dwa miejsca na darmową poradę zostawić komuś, kto naprawdę jej potrzebował.
Słysząc kaszel biednego Henry’ego poruszył się niespokojnie w jego kierunku, ale powstrzymał się, nie chcąc go jeszcze bardziej rozdrażnić. Doskonale, niech doktor sam to usłyszy, wtedy nie da sobie wcisnąć kitu. Hannibal dotąd raczej miał kolegę za rozsądnego, ale teraz zaczynał się bać, że ten spróbuje naściemniać, że właściwie to czuje się dobrze - czy to z powodu choroby, czy jakiegoś pokręconego poczucia honoru. Bardzo chętnie zostałby przy badaniu, ale uzdrowiciel wyraził się wystarczająco jasno, wypraszając go, pewnie w imię jakiegoś prawa pacjenta do prywatności, czy czegoś podobnego. Wzruszył więc ramionami, chwycił swoją herbatę i wstał.
- Ach, nie zapomnij, że rękę miałeś złamaną w sobotę - rzucił do Henry'ego udając beztroskę i ufając, że Basilius będzie wiedział, co zrobić z tą informacją. Selwyn był niemal pewien, że czeka go za to awantura, ale od czasu przyjęcia Szkiele-Wzro Lockhart nie poddał się żadnej kontroli lekarskiej i to mogła być jedyna okazja. Po tych słowach uciekł do kuchni, zostawiając uzdrowiciela i pacjenta sam na sam i dopiero, gdy drzwi zamknęły się za nim, sam poddał się narastającemu w gardle kaszlowi.