03.12.2025, 00:01 ✶
Nokturn jaki był taki był, a jaka była Głębina - po za faktem, że najlepsza - to jeszcze trochę w niej kurwiło. Nie mniej jednak właściciel robił wszystko aby pozbyć się tego przykrego zapachu, którego pomysł wyzbycia się miał nastąpić na przełomie kwartałów - oczywiście, o ile Stanley nie postanowi zdobyć sobie jachtu w imię zasady bo czemu nie.
Dzisiaj jednak siedział w najlepsze, rozwiązywał jakieś krzyżówki i czekał na swojego serdecznego przyjaciela, towarzysza w byłej niedoli Ministerialnej i partnera w zbrodni - Aidanka z domu Parkinsonów. Nawet nie musiał nikogo okładać po mordzie, bo był spokój. Czyżby po ostatnich okładzinach, których świadkiem była Szarlotka, sytuacja miała się trochę uspokoić? Istniała taka szansa.
W końcu jednak zjawił się jego funfel, a Borgin podniósł wzrok na niego.
- Masz rację. Nie zgadnę - zgodził się z nim. Stanley nie był żadnym jasnowidzem, więc skąd miał to zgadnąć? W domyślaniu się też był średni, więc Parkinson nie mógł na to liczyć.
- Dostałeś w mordę i leci ci krew z nosa? - mimo wszystko spróbował swojego szczęścia w zgadywaniu, przenosząc spojrzenie w jego kierunku. Jego wzrok utknął na jego twarzy, a brew uniosła się w pytającym geście - tak jak to miewał w zwyczaju.
Kolejne słowa sprawiły u niego niemałe zaskoczenie.
- Byłeś na randce? I jeszcze stara Cię umówiła? - powtórzył, bo nie wiedział czy dobrze usłyszał - No to kurwa opowiadaj. Jak było, kiedy ślub? Zaręczyliście się już? Wiesz... w tych czasach to nic pewnego, a jak się kochacie to chuj z całą resztą - podpuszczał go jeszcze troszkę, chociaż zdawał śpię sprawę, że Aidan tak się nadawał do dłuższych związków jak Szarlotka do bycia spokojną osobą - Powiedz chociaż, że blondynka - poprosił.
Zanim jednak doczekał się swojej odpowiedzi to na stole wylądował jakiś pakunek. Borgin spojrzał na niego jak na fajnego inaczej.
- Coś piszczało w śmietniku i postanowiłeś to zabrać? - zapytał, mrugajac kilkukrotnie. Odłożył też pióro do kałamarzu - Aidanie Finnie Parkinsonie, co Ty mi kurwa przynosisz dzisiaj? - zapytał, próbując jak najmocniej brzmieć niczym Victoria Lestrange w swoim prime, kiedy to nawoływała go z końca korytarza w Hogwarcie i mówiła "aby nie biegał". Ale jak on miał nie biegać skoro kazała mu się nie spóźniać na pszyrkę i właśnie był spóźniony? No istna masakra.
Dzisiaj jednak siedział w najlepsze, rozwiązywał jakieś krzyżówki i czekał na swojego serdecznego przyjaciela, towarzysza w byłej niedoli Ministerialnej i partnera w zbrodni - Aidanka z domu Parkinsonów. Nawet nie musiał nikogo okładać po mordzie, bo był spokój. Czyżby po ostatnich okładzinach, których świadkiem była Szarlotka, sytuacja miała się trochę uspokoić? Istniała taka szansa.
W końcu jednak zjawił się jego funfel, a Borgin podniósł wzrok na niego.
- Masz rację. Nie zgadnę - zgodził się z nim. Stanley nie był żadnym jasnowidzem, więc skąd miał to zgadnąć? W domyślaniu się też był średni, więc Parkinson nie mógł na to liczyć.
- Dostałeś w mordę i leci ci krew z nosa? - mimo wszystko spróbował swojego szczęścia w zgadywaniu, przenosząc spojrzenie w jego kierunku. Jego wzrok utknął na jego twarzy, a brew uniosła się w pytającym geście - tak jak to miewał w zwyczaju.
Kolejne słowa sprawiły u niego niemałe zaskoczenie.
- Byłeś na randce? I jeszcze stara Cię umówiła? - powtórzył, bo nie wiedział czy dobrze usłyszał - No to kurwa opowiadaj. Jak było, kiedy ślub? Zaręczyliście się już? Wiesz... w tych czasach to nic pewnego, a jak się kochacie to chuj z całą resztą - podpuszczał go jeszcze troszkę, chociaż zdawał śpię sprawę, że Aidan tak się nadawał do dłuższych związków jak Szarlotka do bycia spokojną osobą - Powiedz chociaż, że blondynka - poprosił.
Zanim jednak doczekał się swojej odpowiedzi to na stole wylądował jakiś pakunek. Borgin spojrzał na niego jak na fajnego inaczej.
- Coś piszczało w śmietniku i postanowiłeś to zabrać? - zapytał, mrugajac kilkukrotnie. Odłożył też pióro do kałamarzu - Aidanie Finnie Parkinsonie, co Ty mi kurwa przynosisz dzisiaj? - zapytał, próbując jak najmocniej brzmieć niczym Victoria Lestrange w swoim prime, kiedy to nawoływała go z końca korytarza w Hogwarcie i mówiła "aby nie biegał". Ale jak on miał nie biegać skoro kazała mu się nie spóźniać na pszyrkę i właśnie był spóźniony? No istna masakra.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972