26.11.2025, 15:33 ✶
Zacisnął zęby, ale tym razem nie odwrócił wzroku, jakby to miało mu pomóc przekonać Hannibala, że nie, wcale nikogo nie ma.
-W-wcale nie... - odchrząknął. -N-nie plączę się w żadnych zeznaniach.
Zaklął w myślach, bo nawet dla siebie samego nie zabrzmiał przekonująco. Po kolejnej wypowiedzi Hannibala brew mu drgnęła. Twoja mama, pomyślał, ale ugryzł się w język, zanim te dwa słowa opuściły jego usta. Była to "riposta" na poziomie mugolskiego dziesięciolatka, a Jessie miał swoje standardy i żarłoby go w język, gdyby odpowiedział w taki słaby sposób.
Na szczęście przeszli na temat mieszkania Hannibala i Jessiemu wydawało się, że na razie mógł odetchnąć. Hannibal był bystry i gdyby zaczął drążyć, mógłby szybko się domyślić, a tego Jasper wolał uniknąć.
-Oczywiście, że musi być sposób, żeby się tego świństwa bezwstydnego pozbyć. Nie wyobrażam sobie, jakby Londyn miał wyglądać, gdyby to coś miało siedzieć w mieszkaniach na stałe. Jeśli będę mógł ci jakoś przy tym pomóc, daj znać.
Ostatnio, kiedy Hannibal poprosił go o pomoc z tym mieszkalnym świństwem, nie udało mu się zrobić nic pomocnego, ale może mógłby przydać się w inny sposób?
Jessie obserwował leniwie, jak Hannibal bierze talię i zaczyna ją tasować, w głowie mając tę malutką nadzieję, że temat jego zauroczenia zejdzie na ostatni plan i tam pozostanie. Z drugiej strony, może nie powinien był dawać Hannibalowi takiej przewagi, bo skoro miał karty w dłoniach, miał przewagę.
Może kontynuowanie tego wcale nie było takim dobrym pomysłem, chociaż faktycznie, było to zabawne.
Pytanie o mieszkanie było... nawet bezpieczne. Chociaż może nie? Zadowolenie z nowego mieszkania - co prawda Wróżbitami nie byli i te przepowiednie raczej nie powinny się w żaden sposób spełnić, ale co jeśli nawet nie musiały się spełniać, żeby się spełniły? Jeżeli karta zasieje w głowie Hannibala jakąś niepewność i będzie szukał jej realizacji tak długo, aż faktycznie się coś wydarzy?
-To jest... Siódemka Mieczy, tak? - spytał i sięgnął po zamkniętą książkę.
Wtedy padło drugie pytanie i Jessie autentycznie zamarł.
-Czekaj- zawołał, ale Hannibal już wyciągnął kartę, a przez jego gwałtowne ruchy Benji zerwał się z podłogi i zaczął szczekać.
O cholera.
-Hash, już, spokojnie - Jessie pochylił się do psa, żeby go uspokoić.-Wszystko gra. Weź, bo kogoś obudzisz.
W końcu, po paru głaskach po pysku Benji umilkł i oparł głowę o udo Jessiego.
-Wiesz co...- Jessie zwrócił się do Hannibala. -Chyba... Chyba niektórych rzeczy nie warto wiedzieć... Sam wiesz... a jeśli... Jeśli się coś... Ekhem... Jeszcze się coś stanie i... Nie, nie warto ryzykować. Igranie z przyszłością to nie zabawa - pewni brzmiał, jak postrzelony, ale jeśli miałoby to powstrzymać Hannibala przed zadawaniem kolejnych pytań...
Ostatecznie ciekawość jednak zwyciężyła i Jessie sam sięgnął po książkę. A niech się Hannibal śmieje, jeśli chce.
Wylosował kartę Śmierci, co już od samego początku nie wróżyło nic dobrego. Jessie nie czytał opisu karty na głos, a im dalej szedł z opisem, tym większy grymas pojawiał się na jego twarzy.
-Jak mówiłem, same głupoty - wydał werdykt, odkładając zamkniętą książkę.
Nie chciał wierzyć tym wróżbom - ani innym, dopóki nie były od wuja Morpheusa- ale nadal... Auć.
-W-wcale nie... - odchrząknął. -N-nie plączę się w żadnych zeznaniach.
Zaklął w myślach, bo nawet dla siebie samego nie zabrzmiał przekonująco. Po kolejnej wypowiedzi Hannibala brew mu drgnęła. Twoja mama, pomyślał, ale ugryzł się w język, zanim te dwa słowa opuściły jego usta. Była to "riposta" na poziomie mugolskiego dziesięciolatka, a Jessie miał swoje standardy i żarłoby go w język, gdyby odpowiedział w taki słaby sposób.
Na szczęście przeszli na temat mieszkania Hannibala i Jessiemu wydawało się, że na razie mógł odetchnąć. Hannibal był bystry i gdyby zaczął drążyć, mógłby szybko się domyślić, a tego Jasper wolał uniknąć.
-Oczywiście, że musi być sposób, żeby się tego świństwa bezwstydnego pozbyć. Nie wyobrażam sobie, jakby Londyn miał wyglądać, gdyby to coś miało siedzieć w mieszkaniach na stałe. Jeśli będę mógł ci jakoś przy tym pomóc, daj znać.
Ostatnio, kiedy Hannibal poprosił go o pomoc z tym mieszkalnym świństwem, nie udało mu się zrobić nic pomocnego, ale może mógłby przydać się w inny sposób?
Jessie obserwował leniwie, jak Hannibal bierze talię i zaczyna ją tasować, w głowie mając tę malutką nadzieję, że temat jego zauroczenia zejdzie na ostatni plan i tam pozostanie. Z drugiej strony, może nie powinien był dawać Hannibalowi takiej przewagi, bo skoro miał karty w dłoniach, miał przewagę.
Może kontynuowanie tego wcale nie było takim dobrym pomysłem, chociaż faktycznie, było to zabawne.
Pytanie o mieszkanie było... nawet bezpieczne. Chociaż może nie? Zadowolenie z nowego mieszkania - co prawda Wróżbitami nie byli i te przepowiednie raczej nie powinny się w żaden sposób spełnić, ale co jeśli nawet nie musiały się spełniać, żeby się spełniły? Jeżeli karta zasieje w głowie Hannibala jakąś niepewność i będzie szukał jej realizacji tak długo, aż faktycznie się coś wydarzy?
-To jest... Siódemka Mieczy, tak? - spytał i sięgnął po zamkniętą książkę.
Wtedy padło drugie pytanie i Jessie autentycznie zamarł.
-Czekaj- zawołał, ale Hannibal już wyciągnął kartę, a przez jego gwałtowne ruchy Benji zerwał się z podłogi i zaczął szczekać.
O cholera.
-Hash, już, spokojnie - Jessie pochylił się do psa, żeby go uspokoić.-Wszystko gra. Weź, bo kogoś obudzisz.
W końcu, po paru głaskach po pysku Benji umilkł i oparł głowę o udo Jessiego.
-Wiesz co...- Jessie zwrócił się do Hannibala. -Chyba... Chyba niektórych rzeczy nie warto wiedzieć... Sam wiesz... a jeśli... Jeśli się coś... Ekhem... Jeszcze się coś stanie i... Nie, nie warto ryzykować. Igranie z przyszłością to nie zabawa - pewni brzmiał, jak postrzelony, ale jeśli miałoby to powstrzymać Hannibala przed zadawaniem kolejnych pytań...
Ostatecznie ciekawość jednak zwyciężyła i Jessie sam sięgnął po książkę. A niech się Hannibal śmieje, jeśli chce.
Wylosował kartę Śmierci, co już od samego początku nie wróżyło nic dobrego. Jessie nie czytał opisu karty na głos, a im dalej szedł z opisem, tym większy grymas pojawiał się na jego twarzy.
-Jak mówiłem, same głupoty - wydał werdykt, odkładając zamkniętą książkę.
Nie chciał wierzyć tym wróżbom - ani innym, dopóki nie były od wuja Morpheusa- ale nadal... Auć.