24.11.2025, 23:22 ✶
Nie miała zamiaru oczekiwać, że medyk czy rzemieślnik będzie walczył i zabijał. Nie miała zamiaru też oczekiwać, że zrobią to Heather, Dora albo Erik. Nie chciała używać czarnej magii: ale jednocześnie wiedziała, że znalazła się w momencie, w którym pragnęła, aby śmierciożercy zapłacili za swoje zbrodnie. W którym wiedziała, że Voldemorta nie powstrzymają ściany Azkabanu. I że jeśli chciała wsadzić śmierciożercę to więzienia to nie dlatego, że traktowała to jako bardziej litościwe. Nie było takim.
Czy tym razem, gdyby natknęła się na wykrwawiającego się śmierciożercę, znów nie pozwoliłaby mu umrzeć? Były dni, gdy wydawało się jej, że nie, i takie, gdy mogłaby przysiąc, że tak: patrzyłaby jak uchodzi z niego życie i nie czuła niczego.
Nie było łatwych dróg. Już nie. Na każdej przyjdzie im za coś zapłacić.
– Nie chcę, żebyś sięgała po czarną magię. I nie chcę, żebyś musiała kogoś krzywdzić – powiedziała w końcu, posyłając Heather uśmiech. Przynajmniej to mogła powiedzieć z całą pewnością. – Zresztą, to nie tak, że możemy przygotować tu jakieś wytyczne, których wszyscy mają się trzymać. W tej chwili istotniejsze jest zorganizowanie naszych działań. Zbadanie sytuacji w Ministerstwie, ogarniecie popiołów po Spalonej… i przygotowanie się, bo to przecież nie jest koniec. Erik, jeśli masz zamiar uczyć się fal, może dasz jedno z tych lusterek Norze? Moje ma dość słaby zasięg, ale było nieocenione podczas Spalonej. Ewentualnie jeżeli to z falami nie wyjdzie… to mogłaby wziąć je Heather albo ja.
A w ten sposób pocztą pantoflową, mogłaby przekazać informację Brennie albo Erikowi od nich nawzajem. Niezależnie od tego, jakiej jakości było lusterko… na pewno mogli jakoś je wykorzystać.
– W razie czego Thomas też na pewno pomoże, chociaż teraz ma masę zleceń. Wyjął… to coś… co siedziało tu w ścianach – dorzuciła, przenosząc spojrzenie z powrotem na spękaną ścianę.
I wzdrygnęła się mimowolnie, bo przez ułamek sekundy…
…zdawało się jej, że coś tam jest.
Omamy.
Cholerne omamy.
Odetchnęła, raz, drugi, trzeci. Nie mogła wziąć się w garść na tyle, by faktycznie rozsądnie porozmawiać z Heather i Erikiem – a naprawdę chciałaby móc powiedzieć coś na tyle rozsądnego, by ich jakoś podnieść na duchu.
– Wpakowałeś się, braciszku – stwierdziła więc zamiast tego i poklepała Longbottoma po ręku. – Chodźmy stąd. Myślę, że wszystkim nam dobrze zrobi filiżanka herbaty.
Czy tym razem, gdyby natknęła się na wykrwawiającego się śmierciożercę, znów nie pozwoliłaby mu umrzeć? Były dni, gdy wydawało się jej, że nie, i takie, gdy mogłaby przysiąc, że tak: patrzyłaby jak uchodzi z niego życie i nie czuła niczego.
Nie było łatwych dróg. Już nie. Na każdej przyjdzie im za coś zapłacić.
– Nie chcę, żebyś sięgała po czarną magię. I nie chcę, żebyś musiała kogoś krzywdzić – powiedziała w końcu, posyłając Heather uśmiech. Przynajmniej to mogła powiedzieć z całą pewnością. – Zresztą, to nie tak, że możemy przygotować tu jakieś wytyczne, których wszyscy mają się trzymać. W tej chwili istotniejsze jest zorganizowanie naszych działań. Zbadanie sytuacji w Ministerstwie, ogarniecie popiołów po Spalonej… i przygotowanie się, bo to przecież nie jest koniec. Erik, jeśli masz zamiar uczyć się fal, może dasz jedno z tych lusterek Norze? Moje ma dość słaby zasięg, ale było nieocenione podczas Spalonej. Ewentualnie jeżeli to z falami nie wyjdzie… to mogłaby wziąć je Heather albo ja.
A w ten sposób pocztą pantoflową, mogłaby przekazać informację Brennie albo Erikowi od nich nawzajem. Niezależnie od tego, jakiej jakości było lusterko… na pewno mogli jakoś je wykorzystać.
– W razie czego Thomas też na pewno pomoże, chociaż teraz ma masę zleceń. Wyjął… to coś… co siedziało tu w ścianach – dorzuciła, przenosząc spojrzenie z powrotem na spękaną ścianę.
I wzdrygnęła się mimowolnie, bo przez ułamek sekundy…
…zdawało się jej, że coś tam jest.
Omamy.
Cholerne omamy.
Odetchnęła, raz, drugi, trzeci. Nie mogła wziąć się w garść na tyle, by faktycznie rozsądnie porozmawiać z Heather i Erikiem – a naprawdę chciałaby móc powiedzieć coś na tyle rozsądnego, by ich jakoś podnieść na duchu.
– Wpakowałeś się, braciszku – stwierdziła więc zamiast tego i poklepała Longbottoma po ręku. – Chodźmy stąd. Myślę, że wszystkim nam dobrze zrobi filiżanka herbaty.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.