Być może to, co postanowiła zrobić mogło wydawać się absurdalne, ale nie bardzo potrafiła znaleźć inną możliwość, bardziej właściwą. Nie mogła pozwolić mu tu zostać, widziała po jego oczach, że jeśli by to zrobiła, to ktoś by stąd nie wyszedł, nie pozwoliłby mu na to. Nawet jeśli któryś z tych typów na to zasługiwał, to szkoda by było, aby miał problemy przez to, że postanowił zrobić z nimi porządek na oczach wszystkich ludzi obecnych w Wiwernie.
Może to było głupie, nieostrożne, miała świadomość, że to był jeden z tych momentów, gdy zupełnie nieświadomie mógłby jej zrobić krzywdę, bo nie był sobą, to znaczy poniekąd był, jednak nigdy nie reagował w ten sposób przy niej. Nie znała go takiego, to był pierwszy raz, kiedy widziała tę stronę Benjy'ego. Jak widać nie uciekła w podskokach, nie zostawiła go tutaj, chociaż przecież nie musiała się nim przejmować, już nie. Całkiem naturalnie jednak jej to przyszło, jakby nadal miała do tego prawo, jakby mogła na niego wpływać.
Rzuciła, prosty, jasny, konkretny komunikat. Nie dało się do odebrać inaczej, nie pytała, oznajmiła mu, że stąd wychodzą. Mógł ją zignorować, oczywiście, że brała taką opcję pod uwagę, nie zdziwiłoby jej to nawet jakoś specjalnie, tyle, ze tego nie zrobił. Widziała, że miał zamglony wzrok, adrenalina w nim buzowała, pewnie szybko się nie uspokoi, mimo wszystko postanowiła złapać go za rękę i wyprowadzić z tego nieszczęsnego pubu. Nie odepchnął jej, nie wyrwał swojej ręki, pozwolił jej to zrobić. Dostrzegła początkowe wahanie, zauważyła, że nie był szczególnie z tego zadowolony, ale i tak zaczął za nią iść, jakby faktycznie mogła decydować o tym, że to już koniec na dzisiaj, że wystarczy.
Przepychała się przez tłum, zupełnie ignorując spojrzenia ciekawskich ludzi, nie przejmowała się otoczeniem. Miała ich wszystkich gdzieś, nie ruszały ją komentarze rzucane w ich kierunku. Wiedziała, że mogły się tutaj znajdować osoby, których zainteresowanie wzbudzi ta sytuacja, nie wyglądało to przecież normalnie, zwrócili na siebie uwagę, ale w tej chwili to nie było ważne. Zresztą ona jak ona, gorzej jeśli zaczęliby drążyć na temat jego osoby, to ją bardziej martwiło. Niby nie powinno, bo przecież zadecydował o tym, że nie chce jej w swoim życiu, ale nie mogła o tym nie myśleć, nadal się o niego martwiła, to było chyba wpisane w jej los.
Jakoś dotarli do celu, chwyciła zimną klamkę i otworzyła drzwi, znaleźli się na zewnątrz. Wieczór był chłodny, jesień na dobre zdążyła się już rozgościć, miało być tylko gorzej, na szczęście nie padało, w przeciwieństwie do kilku ostatnich dni. Odetchnęła głęboko, kiedy znaleźli się na zewnątrz, Prue była zdenerwowana, chociaż próbowała pokazywać, że wie co robi. Tyle, że tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia, ciągnęła za sobą faceta, który miał ją gdzieś, który zostawił ją pisząc o tym, że wyjeżdża, a właśnie znalazła go na Nokturnie, obijającego komuś mordę. To było dużo, miała prawo się zezłościć, a dalej stała przed tym cholernym Wiewernem trzymając go za rękę, jakby nie mogła zrobić nic lepszego.
Nie chciała wypuścić jego dłoni, mimo tego, że rozsądek podpowiadał jej, że to było najlepszym, co mogłaby zrobić, to dobrze było znowu czuć jej ciężar na swojej. Była zła, była zirytowana, ale ten dotyk nieco mieszał jej w głowie, brakowało jej go w ciągu tych kilku dni. Głupie serce, które reagowało na niego w ten sposób, głupie ciało, głupie odruchy, była jednak tylko człowiekiem, nie mogła nic z tym zrobić.
- Może grzeczniej, co? Nie jestem Twoim wrogiem. - Wiedziała, że był rozjuszony, jednak nie zamierzała mu pozwalać na takie odzywki, nie była jedną z tych gnid, z którymi przed chwilą się mierzył. Zasługiwała chyba na coś lepszego, i nie miała najmniejszego problemu z tym, aby zwrócić mu na to uwagę. Mógł być wkurwiony, mógł sobie nie radzić, mógł mieć ochotę kogoś zabić, nie obchodziło jej to w tej chwili. Nie puściła jego dłoni, jeszcze nie teraz. Zresztą, gdyby chciał to zrobić, gdyby chciał, wypuścić jej palce ze swoich wystarczył jeden ruch, mógł to zrobić bez większego problemu.
- To nie jest dobra chwila? Naprawdę? Kiedy będzie lepsza? Co? - Ton jej głosu był całkiem spokojny, jak na to, że wewnątrz się w niej wszystko gotowało. Mówiła zresztą szeptem, nie chciała, aby ktokolwiek zwrócił na nich uwagę, już i tak zbyt wiele osób mogło im się przyjrzeć.
- Skończyłeś zlecenie? Szybko poszło. - Zaczęła całkiem neutralnie, chociaż ciężko jej było poskromić chęć wysyczenia tego przez zęby. - Dobrze wiedzieć, że już wróciłeś, cieszę się, że Cię widzę, szkoda tylko, że zapomniałeś o tym wspomnieć. - Najwyraźniej nie odczuwał potrzeby poinformowania jej o swoim powrocie, cóż, kolejna rzecz, która potwierdzała to, co jej się wydawało. Miał ją gdzieś, nie przejmował się tym, że zostawił ją w ten sposób, z roztrzaskanym sercem, ale przecież powinna się tego spodziewać, powinna wiedzieć, że to się tak skończy.
To był moment, w którym najlepiej by zrobiła, gdyby zniknęła po prostu w którejś ciemnych uliczek, ale chciała wyjaśnień, potrzebowała wyjaśnień i miała gdzieś to, że uważał, że nie był to najlepszy moment. Innego mieć nie będą.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control