Nie była pewna, co zastanie w głębi. Nie mogła wiedzieć, czy tamten typ nie postanowił jej wrzucić coś w niewygodnego, bo postanowiła odrzucić jego ofertę, ale i tak tam poszła, bo musiała to sprawdzić. Niby nie musiała, ale chciała. Widok, który zastała... był dla niej zaskakujący, ale nie w ten pozytywny sposób, nie wiedzieć czemu miała wrażenie, że widzi ducha, bo nie powinno go tu być, nie po tym, co jej napisał, ale jednak znajdował się w tym samym obskurnym pubie na Nokturnie co ona. Siedział tu, był tuż obok, całkiem niedaleko, kiedy ona przeżywała jego odejście, i nie miał czasu się z nią spotkać, aby to wyjaśnić, by powiedzieć jej w twarz cokolwiek, rzucić jakimś ostatnim słowem - mogłaby przynajmniej to przetrawić.
Wybrała nie do końca odpowiedni moment na to, aby się odezwać, bo był w trakcie czegoś. Nie umiała się jednak powstrzymać, wydawało jej się, że zasługiwała na jakieś wyjaśnienie, może jednak nie.
Odwrócił się, spojrzał na nią, w jego wzroku był mrok, którego jeszcze nigdy tam nie widziała, nie w takiej formie. To spojrzenie potrafiło wzbudzać strach, tylko, że ona się nie bała, ona była zła, zirytowana, wkurwiona o to, że powiedział jej, że wyjeżdża, a właśnie tłukł się z kimś w tym wstrętnym pubie. Miał czas, żeby się z kimś pokłócić, żeby komuś wpierdolić, a nie znalazła chwili, żeby ją znaleźć i porozmawiać. To ją bolało.
Nie zdążyła mu odpowiedzieć na jego co, sytuacja była dość dynamiczna, tamten, którego trzymał w uścisku wił się niczym piskorz i zdążył złapać za kufel. Wpatrywała się w to co się działo. - Uważa.... - Nie zdążyła dokończyć, było zbyt późno na reakcję, szkło błysnęło w powietrzu, nie było szansy na to, aby Benjy uniknął tego ciosu. Udało mu się zasłonić ręką, dobrze, ręka zawsze była lepszą opcją, niż twarz. Tylko, że była pewna, że coś głośno trzasnęło, kiedy kufel zatrzymał się na jego ręce.
Poza tym jednym krokiem, nie zrobiła kolejnego, nadal tam stała, nie do końca wiedząc, co powinna zrobić. Włożyła dłoń do kieszeni płaszcza, zacisnęła ją na różdżce, coś jednak mówiło jej, że nie powinna się wtrącać, to nie był jej problem, już nie, z drugiej strony, jak niby miała być obojętna na to, że działa mu się krzywda. To, że była w tej chwili na niego wkurwiona nie oznaczało, że był jej obojętny, nigdy nie miał być, czy tego chciała, czy nie.
Była skłonna wyciągnąć tę różdżkę, rzucić jakimś drobnym zaklęciem, tak, żeby ten typ się od niego odczepił, tyle, że nie było to potrzebne, Fenwick jak zawsze całkiem nieźle radził sobie sam, widziała jak się odwijał, jak odruchowo uderzył go w szczękę, syknęła cicho, bo to musiało zaboleć - jednego i drugiego.
Zamieszanie robiło się coraz większe, kilka osób wstało z krzeseł, żeby sobie na to popatrzeć, to nie było najlepszą opcją, Benjy nie powinien rzucać się w oczy, nie powinien zwracać na siebie uwagi, nigdy nie wiadomo kto mógł być w tym miejscu. Westchnęła, odetchnęła ciężko, najłatwiejszą opcją byłoby udawanie, że jej tutaj nie było, na to chyba jednak trochę za późno.
Krok w przód, zrobiła ten cholerny krok w przód, jakby faktycznie mogła jeszcze uważać, że chociaż trochę się dla niego liczyła, nie powinna, ale jednak to zrobiła, nie powinna się do niego zbliżać, był niczym rozjuszone dzikie zwierzę, ale czy kiedykolwiek ją to ruszało - nie, no nie. Odruch, zamierzała pomóc mu tylko stąd wyjść, ewentualnie zerknąć na rękę - czego pewnie nie będzie chciał, jak zawsze, a później wróci do domu.
- Wychodzimy. - Powiedziała całkiem głośno i wyraźnie. Nie miała pojęcia, czy jej słowa dotrą do niego, wydawał się być w amoku, do tego dość mocno przywalił tamtemu głową, mógł przeżywać właśnie jakiś wstrząs, miała to gdzieś. Musieli stąd wyjść, ona musiała, dla niego też lepiej, jakby dłużej tutaj nie zostawał, więc tak założyła, że w tej chwili stąd wyjdą.
Znalazła się bliżej, zawahała się przez moment, bo odruchowo chciała złapać go za rękę, pociągnąć w stronę drzwi, i była na niego zła, okropnie wkurwił ją jego widok tutaj, jakby nigdy nic, jednak się nie powstrzymała, złapała go za rękę - tę, która nie była jego tarczą przed szklanym kuflem i pociągnęła go za sobą w stronę drzwi, a raczej próbowała pociągnąć, co mogło wyglądać całkiem zabawnie dla tych wszystkich osób, które obserwowały całe zajście.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control