• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus

[05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus
Czarodziej
I won’t let you down
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziejka nie wysoka, może zginąć w tłumie, ale jej nie lekceważ. Gdy jednak zobaczysz jej pełen uroku, życzliwy uśmiech na pewno go nie zapomnisz! Aby poznać Lucy musisz ją spotkać!

Lucy Longbottom
#5
20.11.2025, 16:25  ✶  
Płomień pierwszej zapałki zamigotał, drgnął… i zgasł.
Ciepła kuchnia rozsypała się jak szklana bańka. Powietrze znowu było lodowate, ciężkie, wilgotne – jakby ta nędzna alejka pożerała całe ciepło wspomnienia.

Lucy stała przez moment nieruchomo, patrząc pustym wzrokiem w przestrzeń, jakby jej ciało zostało tu, ale dusza ciągle była przy stole w Dolinie Godryka. Oczy jej nie błyszczały łzami – ale tylko dlatego, że wspomnienie już dawno wypłukało w niej wszystkie.

Dopiero po chwili odwróciła twarz ku Morpheusowi.
Jej głos był cichy. Drżący.
– Wujku… widziałeś to?

Nie musiał odpowiadać. Widziała po nim.

Chłód nagle zaczął narastać, szarpać ubraniami, gryźć w skórę, jakby znalazła się w samym środku grudniowej zamieci. Dziewczynka – duch, cień, albo coś gorszego – spojrzała na nich tym samym nieobecnym wzrokiem, który mieli ci, którzy nie wiedzą, że umarli.

I odpaliła drugą zapałkę.

Ból uderzył w skronie Lucy jak cios. Zapałka buchnęła bladym światłem, a świat wokół nich gwałtownie rozpłynął się w mlecznej mgle.

Była noc. Jej sypialnia w posiadłości Longbottomów.
Lucy nie potrafiła zasnąć, choć Ministerstwo kategorycznie zabroniło jej jechać na Beltane.
„Jesteś potrzebna w rezerwie, panno Longbottom.”
„Jeśli coś się stanie, wezwą panią.”


Nic nie wołało.
A mimo to coś ją dławiło w piersi jak kamień.

Przewracała się na łóżku. Raz za razem.
Śniły jej się urwane obrazy – twarz ojca, wilgoć lasu, krzyk, którego nie potrafiła zidentyfikować, siostra biegnąca w stronę czegoś, czego Lucy nie widziała.

W pewnym momencie poderwała się gwałtownie. Serce biło jej jak oszalałe. Było jeszcze ciemno, przed świtem.

– Coś jest nie tak! – wyszeptała do pustego pokoju.

Wstała. Ubrała się w panice, byle szybciej. Złapała różdżkę. Nawet nie pomyślała. Po prostu wiedziała, że musi tam być. Że musi coś zrobić.

Chwyciła powietrze do teleportacji.

Nic.

Jakby magia nawet nie drgnęła.

– Nie… nie, nie, nie – szepnęła, próbując jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze.

Nic. Ministerstwo musiało zablokować teleportację z okolic posiadłości, albo coś jeszcze gorszego działo się w samej lokacji Beltane.

Ruszyła biegiem. Przez hol. Przez ogród. Przez furtkę. Nie myśląc, że wygląda jak ktoś, kto uciekł z własnych koszmarów.

Kiedy dotarła na miejsce…

Zatrzymała się gwałtownie.

Ziemia była spalona.

Drzewa – powalone, czarne, jakby piorun przeszedł przez każdy pień. W powietrzu unosił się gryzący zapach spalenizny, krwi i czegoś jeszcze – czegoś ciemnego, złego.

Namioty ratowników, lewitujące nosze, krzyki, płacz, trzask zaklęć leczniczych. Trupy, których nikt jeszcze nie zdążył okryć.

Lucy pobladła.

– Danielle… gdzie jesteś, Danielle… – szepnęła sama do siebie i rzuciła się w tłum.

Szukając, wypytując, zaglądając pod każdy namiot.
Aż w końcu – jakby wyrwana z koszmaru – zobaczyła siostrę. Umorusaną ziemią, spoconą, ale żywą. Leczącą kogoś na brudnym materacu.

Przez ułamek sekundy wszystko w Lucy się rozluźniło.
Tylko przez ten moment.

Bo zaraz potem pojawiła się kolejna myśl. Bezlitosna.

"Gdzie jest ojciec?"

Oczy Danielle rozszerzyły się na jej widok – zaskoczenie, ulga, strach – ale nim zdążyła coś powiedzieć, Lucy już biegła dalej.

W lesie towarzyszył jej Philip, gwiazda Quidditcha, który dołączył do poszukiwań z widoczną tremą i koszulą podartą przez gałęzie. Razem wchodzili coraz głębiej, w obszar spalonego boru, gdzie ziemia parowała od resztek czarnomagii.

W pewnym momencie Philip zamarł i wydał z siebie rozdzierający krzyk.

Coś ruszyło się między drzewami. Wysokie, ciemne, smukłe – sylwetka, której oboje się przestraszyli.

Lucy podniosła różdżkę.

Płomień. Drżenie światła.

A potem… nic.
Nic, co mogłoby być człowiekiem. Może zjawa. Może echo zaklęcia. Może tylko ich lęk.

Philip odmówił iść dalej. Drżał.
Lucy nie mogła zostawić go samego. Wyprowadziła go z lasu.

Wtedy pojawił się patrol aurorów.

Spojrzeli na nią tym spojrzeniem, które zna każdy auror.
Tym, które mówi prawdę, zanim padną słowa.

– Panno Longbottom… proszę usiąść.
– Nie. Powiedzcie mi gdzie on jest.
– Lucy… bardzo nam przykro. Auror Dervin Longbottom…


Świat zgasł.

Jak zapałka.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lucy Longbottom (2113), Morpheus Longbottom (1060)




Wiadomości w tym wątku
[05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Lucy Longbottom - 13.04.2024, 20:26
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Morpheus Longbottom - 18.04.2024, 10:06
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Lucy Longbottom - 12.10.2025, 11:05
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Morpheus Longbottom - 19.11.2025, 23:19
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Lucy Longbottom - 20.11.2025, 16:25
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Morpheus Longbottom - 30.11.2025, 19:05
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Lucy Longbottom - 04.12.2025, 11:00
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Morpheus Longbottom - 08.12.2025, 01:31
RE: [05.07.1972] W bocznej alejce | Lucy & Morpheus - przez Lucy Longbottom - 19.12.2025, 07:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa