Wyjątkowo Geraldine wcale nie przeszkadzał brak baru, czy pubu - i tak nie mogła się napić niczego, co miałaby ochotę, chociaż w sumie po tym jakże uroczym spacerze to nie pogardziłaby nawet ciepłą herbatą. Nie zastanawiała się już nad tym ile wody miała w butach, jak bardzo mokre były jej włosy, ani nad tym, że jej ubrania były doszczętnie przemoczone. Nie byli przecież z cukru, tak, jasne, chociaż nawet ona uważała za głupie łażenie podczas ulewy bez większego celu. Póki co bowiem go nie poznała, wiedziała, że Benjy wypatruje czegoś w ciemnościach, tyle, że w okolicy w żadnym budynku nie paliło się światło, no przynajmniej poza tymi prywatnymi, w paru kamienicach można było bowiem dostrzec jego blask.
Nie myślała o tym wcześniej, nasunęło jej się dopiero teraz to, że Benjy mógł być idealnym partnerem do współpracy, jak zawsze od razu podzieliła się tym, co siedziało w jej głowie. Nie mogła założyć jak zareaguje, bo przecież mógł ją wyśmiać, uznać to za głupie, jednak widziała, że faktycznie się nad tym zastanawiał, co uważała już za spory sukces. Jednak czasem miewała całkiem bystre pomysły, to był jeden z tych momentów.
- Na to też znajdzie się sposób, moglibyśmy zagrać w kamień, papier, czy coś, los by o tym decydował. Mniejsze prawdopodobieństwo tego, że się pozarzynamy zanim w ogóle zajmiemy się problemem. - Żartowała. Tak próbowała wnieść do tej rozmowy chociaż odrobinę lekkości, bo od jakiegoś czasu była wyjątkowo ciężka, a ona nie do końca przywykła do takich konwersacji. Ludzie nie mieli w zwyczaju się przed nią otwierać, to nie było dla niej typowe, bo raczej emanowała chłodem, pomimo ognistego temperamentu. Tym razem jednak było inaczej, cóż, wydawało jej się, że po prostu trafiła na dobry moment, ale też nie mogła ignorować faktu, że sporo ich łączyło, przez co może też łatwiej było mu się podzielić tym, co myślał, pewnie zdawał sobie sprawę, że choć odrobinę zrozumie jego podejście z racji na to, że ona również wiodła podobne życie, tak, w niektórych aspektach, ale jednak można było zauważyć swego rodzaju porównywalność.
- Doskonale. - Nie odrzucił jej od razu, co uznawała za spory sukces. Oczywiście mógł już podjąć decyzję i udawać, że będzie się nad tym zastanawiał, aczkolwiek Ger nie wydawało się, że był takim typem człowieka. Miała wrażenie, że faktycznie mogła spowodować u niego pewnego rodzaju zawahanie, co było całkiem dobre, bo będzie musiał wszystko dokładnie przeanalizować, znaleźć ewentualne wady i zalety takiego rozwiązania.
- Przecież nie mówię Ci, że od razu masz się im spowiadać ze wszystkiego. - Wiedziała, że do tego potrzebny był czas, zmiana przyzwyczajeń, to musiało potrwać, nie dało się zmienić nawyków od ręki, jak przy pomocy zaklęcia. To wymagało czasu i pracy. - ale powoli, małymi krokami mógłbyś się zacząć otwierać na te możliwości. - Być może sytuacja w której się znalazł wymagała nieco bardziej drastycznych kroków, ale mógł podzielić się chociażby tym, że coś mu dolegało. To wcale nie było tak wiele.
- A, czyli sam to sobie ujebałeś, ekstra. - Przewróciła oczami, chociaż czy było to dla niej zaskakujące, no nie. Spodziewała się, że właśnie tak było. Ubzdurał sobie, że ta na której mu zależało potrzebowała czegoś innego, nie zapytał jej o zdanie, tak sobie po prostu założył. Kurwa mać, dlaczego oni myśleli w ten sposób, dlaczego nie potrafili się komunikować? Nie miała zielonego pojęcia, ale to tylko zupełnie niepotrzebnie komplikowało ich życia (Roise miał przecież tak samo), i nie tylko ich.
Wcale nie tak trudno było jej go rozgryźć. Po pierwsze potrafiła zrozumieć jego tok myślenia, bo sama była do niego podobna, kiedyś podejmowała decyzje korzystając z tych samych argumentów, po drugie przeszła przez te wszystkie rozmowy z Roisem, który w końcu wyjaśnił jej dlaczego postąpił tak, a nie inaczej (nie do końca zrobił to z własnej woli, dolała mu do herbaty tej magicznej mikstury ze Szczyrku, co okazało się być ogromnym ułatwieniem).
[a] - Czy zastanawiałeś się nad tym, dlaczego dopiero znowu zaczęła żyć?[/b] - Miała wrażenie, że był ślepy, a może nie chciał tego widzieć? Nie miała pojęcia, ktoś musiał mu otworzyć oczy i to uświadomić i padło na nią. Biedny Benjy, na pewno mógł trafić na kogoś delikatniejszego w obyciu. - Otwórz oczy, głupku. - Nie mogła powstrzymać się przed tym komentarzem, ale naprawdę powinien spojrzeć na to wszystko nieco szerzej, zamiast skupiać się na tym, że jego los był przesądzony.
- Myślę, że wie na co się pisze i jest gotowa na ryzyko, nie ukrywasz przecież tego czym się zajmujesz, to jasne, jakie może to nieść ze sobą konsekwencje. - Niektóre zawody były bardziej ryzykowne od innych, jednak przecież to nie było tak, że każdy kto zajmował się podobnymi rzeczami kończył w trumnie.
- Tak naprawdę to myślę, że nie musiałbyś nawet tego mówić, bo ona już podjęła decyzję, zadecydowała, że chce zaryzykować, tylko spierdoliłeś, więc teraz pewnie będzie trochę gorzej, o ile w ogóle pozwoli Ci wrócić. - To wcale nie było takie proste, bo zjebał, najbardziej jak tylko mógł zjebać. - a jeśli pozwoli Ci wrócić, to będzie znaczyło wszystko Benjy, jeśli postanowisz znowu kiedyś coś takiego odjebać, to ja Ci nakopię do dupy, bo nie mogę na to patrzeć. - Tak, była to groźba, bardzo szczera groźba, najłatwiej przecież przychodziło jej argumentowanie swoich racji siłą.
- Wiem, ale to nie oznacza, że Ty powtórzysz ich los, przecież nie wszyscy umierają, bądź nieco ostrożny, a powinieneś przetrwać, tak, jasne wiem, że nie zawsze się da, ale kurwa mać, statystyki wcale nie niosą ze sobą stuprocentowej umieralności, zobacz na mojego starego, nadal ma się dobrze. - Ojciec był całkiem niezłym przykładem, bo przecież większość swojego życia ryzykował, a jednak nic mu się nie stało.
- Wydaje mi się, że usilnie próbujesz znaleźć dla siebie argumenty, tłumaczysz to jej dobrem, zamiast skupić się na tym, że to wcale nie musi się tak skończyć, Ty decydujesz o swoim życiu. Brakuje Ci optymizmu, tak właściwie to nawet realizmu, widzisz wszystko w czerni. - Ona przecież też prowadziła dosyć ryzykowne życie, mogła umrzeć, ale jakoś nie spowodowało to tego, że postanowiła nie pozwalać sobie na szczęście.
- Zresztą ten czas z Tobą, może dać jej więcej niż egzystowanie do usranej śmierci bez Ciebie. - Pamiętała, jak ona się czuła, kiedy Ambroise ją opuścił i nie było to przyjemnym uczuciem, miała wrażenie, ze wtedy zupełnie zgubiła gdzieś siebie, starała się przetrwać, jednak co to właściwie było za życie?