17.11.2025, 11:08 ✶
Co prawda po Hannibalu spodziewał się wyższej liczby, ale jedenaście w skali dziesięciu też było dobrą odpowiedzią.
-Może lepiej nie. Jeszcze by ktoś pomyślał, że cię coś opętało i zamiast na scenie, wylądowałby w Lecznicy Dusz.
Cóż to byłaby za strata dla sztuki i pożywka dla dziennikarzy. Dobrze było jednak słyszeć, że Han czuł się pewnie i przygotowany do swojej roli - czy kiedykolwiek było inaczej? - i nie panikował, zastanawiając się, czy na pewno dobrze zapamiętał tekst i czy nie pomyli kroków, kiedy będzie już na scenie.
-Dlaczego na kacu? - wyrwało mu się ciche westchnienie, kiedy Han zaczął opowiadać o zakupie swojego mieszkania.
Całe szczęście Hanowi się w tym biurze udało bez konieczności pojawienia się tam w innym terminie, zupełnie trzeźwo, z niepokojącą niepewnością na barkach, czy jego mieszkanie nie zostało już w międzyczasie sprzedane komuś innemu.
-I chyba nawet nie chcę sobie wyobrażać. Niemniej, podziwiam, że dałeś radę to ogarnąć na kacu i nie jest to zachęta do powtarzania tego wyczynu.
Tak, o fachowców było teraz bardzo trudno. Wiele osób potrzebowało teraz fachowej ręki, by odbudować swoje nieruchomości, fachowców wcale nie było tak wielu, jak niektórym mogłoby się wydawać, przez co na wolne terminy trzeba było długo czekać, a i stawki poszły w górę. Nie każdy mógł sobie na to pozwolić, a nawet jeśli już ktoś miał więcej pieniędzy, niż przeciętny Anglik, terminarz był problemem, który nie zawsze dało się rozwiązać pieniędzmi.
Na trzeci argument wyrwało mu się cicho "Ooo".
-To urocze. Zawsze możesz kiedyś pomyśleć w jakimś współlokatorze, jeśli będziesz miał wolny pokój - podpowiedział. -Ryzykujesz wtedy, że trafisz na kogoś, kto się na współlokatora nie nadaje, albo na kogoś, z kimś będzie ci się zajebiście mieszkało. Albo na psychofana.
Mieszkanie samemu miało swoje zalety - jeśli pół swojego dnia przebywasz wśród ludzi, czy to z nimi, czy dla nich, powrót do swojej samotni był bardzo odprężający - to wyciszenie i spokój, którego nie były w stanie zagłuszyć czynności drugiej osoby. Z drugiej strony, kiedy dookoła ciebie za długo panuje cisza, wszystko inne staje się za głośne. Przede wszystkim twoje myśli i to nie zawsze te pozytywne.
-Szanse są mało, ale nigdy zerowe - może nie powinien tak mówić. -Kwiaty, czekoladki, safeword i zacznij naliczać mu czynsz, jeśli będzie chciał z tobą mieszkać.
Może jednak Han będzie miał szczęście i w nowym mieszkaniu nic nie będzie próbowało go zadusić... Oby.
-Nie chciałem nawet tego sugerować - zawołał, mijając się z Hanem, kiedy szedł do swojego pokoju po wspomniane karty.
Szybko wrócił z kartami w dłoni, które położył na blacie między nimi.
-Dobra, jak to się robiło? Chcesz jeszcze herbaty?
-Może lepiej nie. Jeszcze by ktoś pomyślał, że cię coś opętało i zamiast na scenie, wylądowałby w Lecznicy Dusz.
Cóż to byłaby za strata dla sztuki i pożywka dla dziennikarzy. Dobrze było jednak słyszeć, że Han czuł się pewnie i przygotowany do swojej roli - czy kiedykolwiek było inaczej? - i nie panikował, zastanawiając się, czy na pewno dobrze zapamiętał tekst i czy nie pomyli kroków, kiedy będzie już na scenie.
-Dlaczego na kacu? - wyrwało mu się ciche westchnienie, kiedy Han zaczął opowiadać o zakupie swojego mieszkania.
Całe szczęście Hanowi się w tym biurze udało bez konieczności pojawienia się tam w innym terminie, zupełnie trzeźwo, z niepokojącą niepewnością na barkach, czy jego mieszkanie nie zostało już w międzyczasie sprzedane komuś innemu.
-I chyba nawet nie chcę sobie wyobrażać. Niemniej, podziwiam, że dałeś radę to ogarnąć na kacu i nie jest to zachęta do powtarzania tego wyczynu.
Tak, o fachowców było teraz bardzo trudno. Wiele osób potrzebowało teraz fachowej ręki, by odbudować swoje nieruchomości, fachowców wcale nie było tak wielu, jak niektórym mogłoby się wydawać, przez co na wolne terminy trzeba było długo czekać, a i stawki poszły w górę. Nie każdy mógł sobie na to pozwolić, a nawet jeśli już ktoś miał więcej pieniędzy, niż przeciętny Anglik, terminarz był problemem, który nie zawsze dało się rozwiązać pieniędzmi.
Na trzeci argument wyrwało mu się cicho "Ooo".
-To urocze. Zawsze możesz kiedyś pomyśleć w jakimś współlokatorze, jeśli będziesz miał wolny pokój - podpowiedział. -Ryzykujesz wtedy, że trafisz na kogoś, kto się na współlokatora nie nadaje, albo na kogoś, z kimś będzie ci się zajebiście mieszkało. Albo na psychofana.
Mieszkanie samemu miało swoje zalety - jeśli pół swojego dnia przebywasz wśród ludzi, czy to z nimi, czy dla nich, powrót do swojej samotni był bardzo odprężający - to wyciszenie i spokój, którego nie były w stanie zagłuszyć czynności drugiej osoby. Z drugiej strony, kiedy dookoła ciebie za długo panuje cisza, wszystko inne staje się za głośne. Przede wszystkim twoje myśli i to nie zawsze te pozytywne.
-Szanse są mało, ale nigdy zerowe - może nie powinien tak mówić. -Kwiaty, czekoladki, safeword i zacznij naliczać mu czynsz, jeśli będzie chciał z tobą mieszkać.
Może jednak Han będzie miał szczęście i w nowym mieszkaniu nic nie będzie próbowało go zadusić... Oby.
-Nie chciałem nawet tego sugerować - zawołał, mijając się z Hanem, kiedy szedł do swojego pokoju po wspomniane karty.
Szybko wrócił z kartami w dłoni, które położył na blacie między nimi.
-Dobra, jak to się robiło? Chcesz jeszcze herbaty?