17.11.2025, 04:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2025, 21:43 przez Dora Crawford.)
- Chyba gdyby tak było, to już dawno by się pozjadały - odpowiedziała Jonathanowi, ale nie patrzyła na niego, zamiast tego wodząc spojrzeniem gdzieś wyżej, za oddalającymi się sylwetkami Heather i Erika. Wizja spędzenia dnia na wyspie pełnej potworów, które rozsmakowały się w ludzkim mięsie. Kanibalizm był w tym chyba tylko wtedy, kiedy wierzyć by legendom które otaczały powstanie tej rasy. Dora niekoniecznie w to jednak wierzyła, nie ważne jak bardzo miała momentami wybujałą wyobraźnię. Owszem, klątwy niektórzy rzucali na prawo i lewo i to za mniejsze rzeczy niż morderstwo, ale jej głowa najwyraźniej stawiała granice na pięciu nogach. No bo niby czemu ich tyle było?
Żałowała trochę, że nie było wśród nich żadnego specjalisty od magicznych stworzeń. Ona może i mogła przewertować niezliczoną ilość książek, a jej wiedza przyrodnicza należała do raczej rozległych, ale oscylowała raczej w okolicach flory, a nie fauny - szczególnie tej krwiożerczej.
- Ja chyba niezbyt - odpowiedziała na pytanie Brenny, uznając że tak samo Thomas jak i Jonathan ubrali w słowa ewentualne wątpliwości. A na razie i tak powinni poczekać aż Heather i Erik wrócą z zaleconego rekonesansu.
Ta cała legenda, o przeklęciu całego rodu wydawała jej się zwyczajnie... straszna. Jak dużo trzeba mieć w sobie złości i braku pomyślunku, by dopuścić się czegoś takiego? Zaklęcie jednej osoby to było jedno - cała grupa natomiast, stanowiła wyzwanie zupełnie innego kalibru, szczególnie kiedy postanowiło się im wyhodować piątą nogę. Oczywiście, Crawleyówna zdawała sobie sprawę, że raczej nie o to chodziło, magia tak nie działała i pewnie nikt nie zaplanował sobie dokładnie, krok po kroku, co wypaczonego chciał stworzyć. Ale stało się - stworzone zostały potwory. Równie krwiożercze, co pewnie i inteligentne, a do tego rozsmakowane w ludzkim mięsie.
Przewrotne to było i zwyczajnie straszne, że kiedy tylko przeklęta rodzina całkiem się przemieniła, dokonała masakry na swoich oprawcach, całkowicie ścierając ich z powierzchni ziemi. Nie miał ich kto nawet pochować, bo przecież nie zrobiłyby tego kwintopendy. Ich ciała zjadły robaki, a kości obieliło słońce, jeśli tylko dane im było umrzeć pod gołym niebem. Nie zdziwiłaby się przesadnie, gdyby przyszło im znaleźć w którym pomieszczeniu nadgryzione przez czas szkielety. Ale mimowolnie też myślała o czymś innym, przelana krew zwykle potrzebna była do celów nekromantycznych, a takie jej morze przyprawiało ją zwyczajnie o gęsią skórkę i dreszcz, który wędrował nieprzyjemnie wzdłuż kręgosłupa. W sumie jak już tak o tym pomyślała, to myśli popłynęły dalej - nawet by się nie zdziwiła, gdyby znaleźli tutaj jakiegoś zaginionego nekromantę, a nie tylko dwójkę zgubionych mężczyzn. Liczyła jednak na to, że były to jej własne wybujałe myśli.
Żałowała trochę, że nie było wśród nich żadnego specjalisty od magicznych stworzeń. Ona może i mogła przewertować niezliczoną ilość książek, a jej wiedza przyrodnicza należała do raczej rozległych, ale oscylowała raczej w okolicach flory, a nie fauny - szczególnie tej krwiożerczej.
- Ja chyba niezbyt - odpowiedziała na pytanie Brenny, uznając że tak samo Thomas jak i Jonathan ubrali w słowa ewentualne wątpliwości. A na razie i tak powinni poczekać aż Heather i Erik wrócą z zaleconego rekonesansu.
Ta cała legenda, o przeklęciu całego rodu wydawała jej się zwyczajnie... straszna. Jak dużo trzeba mieć w sobie złości i braku pomyślunku, by dopuścić się czegoś takiego? Zaklęcie jednej osoby to było jedno - cała grupa natomiast, stanowiła wyzwanie zupełnie innego kalibru, szczególnie kiedy postanowiło się im wyhodować piątą nogę. Oczywiście, Crawleyówna zdawała sobie sprawę, że raczej nie o to chodziło, magia tak nie działała i pewnie nikt nie zaplanował sobie dokładnie, krok po kroku, co wypaczonego chciał stworzyć. Ale stało się - stworzone zostały potwory. Równie krwiożercze, co pewnie i inteligentne, a do tego rozsmakowane w ludzkim mięsie.
Przewrotne to było i zwyczajnie straszne, że kiedy tylko przeklęta rodzina całkiem się przemieniła, dokonała masakry na swoich oprawcach, całkowicie ścierając ich z powierzchni ziemi. Nie miał ich kto nawet pochować, bo przecież nie zrobiłyby tego kwintopendy. Ich ciała zjadły robaki, a kości obieliło słońce, jeśli tylko dane im było umrzeć pod gołym niebem. Nie zdziwiłaby się przesadnie, gdyby przyszło im znaleźć w którym pomieszczeniu nadgryzione przez czas szkielety. Ale mimowolnie też myślała o czymś innym, przelana krew zwykle potrzebna była do celów nekromantycznych, a takie jej morze przyprawiało ją zwyczajnie o gęsią skórkę i dreszcz, który wędrował nieprzyjemnie wzdłuż kręgosłupa. W sumie jak już tak o tym pomyślała, to myśli popłynęły dalej - nawet by się nie zdziwiła, gdyby znaleźli tutaj jakiegoś zaginionego nekromantę, a nie tylko dwójkę zgubionych mężczyzn. Liczyła jednak na to, że były to jej własne wybujałe myśli.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.