Geraldine wcale nie chciała w niego uderzać. Po prostu dzieliła się swoimi spostrzeżeniami, które przedstawiała w całkiem prosty sposób. Nigdy nie była dobrym mówcą, ale na pewno nie można jej było odmówić szczerości. Nie szukała głębszego dna, patrzyła na problem z boku, nie mając też wszystkich informacji, może nie powinna bez nich wydawać żadnej opinii, ale też nie należała do osób, które potrafiły zamilknąć. Nie przechodziła obojętnie wokół kogoś, po kim widać było, że coś go męczy, nawet jeśli nie był jej szczególnie bliski, zresztą był istotny dla jej najbliższych, co poniekąd czyniło go trochę ważnego i dla niej. Tak to chyba zazwyczaj działało.
- Myślę, że każde z nas mogło to rozegrać inaczej. - Nie miała problemu z tym, żeby przyznać, że sama trochę zjebała. Niestety taki już miała charakter, najpierw działała, później myślała, przez co często to się kończyło w podobny sposób. Umiała przyznać się do błędu, może w nieco pokraczny sposób, jednak liczył się gest, czyż nie?
- Nie oszukujmy się, ile Ty właściwie miałeś lat? Siedemnaście? Nie sądzę, aby w tym wieku ktokolwiek przejmował się tym, gdzie wsadza kutasa, albo kto mu go wsadza. - Młodość rządziła się swoimi prawami, nastolatkowie rzadko kiedy myśleli racjonalnie, wystarczyła chwila, aby dali się ponieść emocjom. Benjy nie był ani pierwszy, ani ostatni. Miał trochę mniej szczęścia, że przy włożeniu udało mu się stworzyć nowe życie. Mogło to jednak spotkać każdego, kto w tym wieku postanowił nieco popłynąć. To nie było nic wielkiego. - Jeśli mam być szczera, nie sądzę, aby wielu postąpiło, jak Ty. - Ba, była święcie przekonana, że większość jemu podobnych, czystokrwistych po prostu odwróciłaby się na pięcie i spierdoliła zostawiając brzemienną pannę samą sobie. On wziął na siebie tę odpowiedzialność. - To, że kiedyś ktoś wymyślił, że jesteśmy lepsi od wszystkich, ważniejsi to powoduje problem. Jasne, my z Roisem mieliśmy farta, bo tak się złożyło, że pochodzimy z tego samego świata, ale problemem jest to, że ktoś uważa coś takiego za problem. - Nie wiedziała, czy ją zrozumie, bo trochę plątała się w tym co mówiła, jak zawsze zresztą, nie do końca potrafiła złożyć myśli w słowa, ale istotne było to, że nadal podążali za jakimiś pojebanymi tradycjami, które już dawno powinny ich nie dotyczyć.
- Będziesz płacił przez całe życie za jedną durną decyzję podjętą jako gówniarz. - Stwierdziła fakt, jej zdaniem to było zupełnie bez sensu. Każdy miał prawo popełniać błędy, faktycznie ten jego należał do takich, które mogły powodować poważne konsekwencje, w końcu spierdolił od rodziny, dość specyficznej rodziny, ale co z tego. Nie radził sobie jakoś najgorzej jako Benjy, nie sądziła zresztą, aby ktoś zauważył jego powiązanie z Rookwoodem, który przecież ponoć dawno temu wyjechał do Australii, mógł zaznać tutaj spokoju, przynajmniej miał kilka osób, którym na nim zależało.
- To nie jest zabawne, to pojebane. - Tym razem odwróciła się w jego kierunku, żeby na niego spojrzeć. Mówił to z takim spokojem... straszne, że kiedyś ktoś go tak skrzywdził, Ger nie do końca potrafiła sobie wyobrazić, jakie to mogło spowodować szkody. - Rzeczywiście nie miałeś gustu. - Nie miała pojęcia, jakim trzeba być człowiekiem, aby powiedzieć komuś, kto poświęcił dla ciebie wszystko takie słowa, czy w ogóle ktoś taki mógł zostać uznany za człowieka, jakaś durna baba mu się trafiła. - Cóż, nie ma sensu wierzyć w słowa jakiejś głupiej pizdy. - Może nie powinna obrażać jego byłej żony, nie wydawało jej się jednak, aby powinno go to ruszyć.
- Wiesz, że nie jesteś z tym sam. Masz tutaj ludzi, którzy teraz mogą zrobić więcej niż wtedy, mogą Ci realnie pomóc, może warto jednak spróbować. - Kiedy był młodszy jego najbliżsi byli dzieciakami, które nie do końca miały wiele do zaoferowania, teraz? Geraldine była pewna, że potrafiliby sobie poradzić ze wszystkim.