16.11.2025, 09:46 ✶
Ziewnął przeciągle, nawet nie bardzo mogąc to ukryć - nie był znudzony, bardziej nie do końca wypoczęty, co potwierdzały dodatkowo cienie pod oczami Thomasa, który w swoim uporze przecież nie mógł marnować zbyt dużo czasu na spanie, kiedy do zrobienia było tyle rzeczy.
Przetarł jeszcze twarz dłońmi, trąc dodatkowo oczy, aby pozbyć się nieprzyjemnego piasku pod powiekami i zerknął w stronę Brenny.
- Skoro to potwory, kanibale, to czy krzyczenie naprawdę jest rozsądne? - zapytał drapiąc się po skroni, bo przecież takim krzykiem tylko na siebie sprowadzą ich uwagę.
Poprawił nieco kurtkę, marudząc pod nosem na chłód, tak jakby w październiku wcale nie można było się go spodziewać, ale tutaj na wyspie, jakoś mocniej zacinał wiatr. Patrząc na klify, które w dość malowniczy sposób dopełniały wyglądu okolicy. Bez słowa sięgnął po różdżkę, czuł się trochę pewniej ściskając ten kawałek drewna w dłoni - szczególnie, że gdzieś tam mogły się na nich czaić te całe potwory.
- Myślę, że musimy po prostu ruszyć do zamku. Tutaj jesteśmy całkiem na widoku, wiesz jak główne danie, które samo weszło na talerz - uśmiechnął się krzywo, rozglądając dookoła. - Nawet jeśli Cormac nie czeka na nas na progu, to jak już zabezpieczymy w zamku naszą bazę to będzie nam łatwiej poruszać się po okolicy, jak już będziemy pewni, że w samym budynku nic nam nie grozi. Czy Cromac wspominał o jakichś ukrytych przejściach wiodących do budynku? Pewnie nie... - zdecydowanie wolałby mieć pewność, że mają gdzie uciec w razie czego przed potworami, nie żeby planował uciekanie, no ale wiedząc, że inni mają gdzie się zadekować było w jakiś sposób pocieszające.
- Ciekawe co tam widzą ich bystre oczy - zapytał bardziej siebie, patrząc na Eriką i Heather unoszących się w powietrzu.
Przetarł jeszcze twarz dłońmi, trąc dodatkowo oczy, aby pozbyć się nieprzyjemnego piasku pod powiekami i zerknął w stronę Brenny.
- Skoro to potwory, kanibale, to czy krzyczenie naprawdę jest rozsądne? - zapytał drapiąc się po skroni, bo przecież takim krzykiem tylko na siebie sprowadzą ich uwagę.
Poprawił nieco kurtkę, marudząc pod nosem na chłód, tak jakby w październiku wcale nie można było się go spodziewać, ale tutaj na wyspie, jakoś mocniej zacinał wiatr. Patrząc na klify, które w dość malowniczy sposób dopełniały wyglądu okolicy. Bez słowa sięgnął po różdżkę, czuł się trochę pewniej ściskając ten kawałek drewna w dłoni - szczególnie, że gdzieś tam mogły się na nich czaić te całe potwory.
- Myślę, że musimy po prostu ruszyć do zamku. Tutaj jesteśmy całkiem na widoku, wiesz jak główne danie, które samo weszło na talerz - uśmiechnął się krzywo, rozglądając dookoła. - Nawet jeśli Cormac nie czeka na nas na progu, to jak już zabezpieczymy w zamku naszą bazę to będzie nam łatwiej poruszać się po okolicy, jak już będziemy pewni, że w samym budynku nic nam nie grozi. Czy Cromac wspominał o jakichś ukrytych przejściach wiodących do budynku? Pewnie nie... - zdecydowanie wolałby mieć pewność, że mają gdzie uciec w razie czego przed potworami, nie żeby planował uciekanie, no ale wiedząc, że inni mają gdzie się zadekować było w jakiś sposób pocieszające.
- Ciekawe co tam widzą ich bystre oczy - zapytał bardziej siebie, patrząc na Eriką i Heather unoszących się w powietrzu.