Ostatni czas był dla niej naprawdę dziwny. Jej przyzwyczajenia przestawały istnieć. Opuściła ich dość wcześnie, co było dla niej zupełną nowością i położyła się spać, tak właściwie to prawie zasnęła przy tamtym stole, bo nie przywykła zupełnie do tego, że sen przychodził do niej znienacka.
Przebudziło ją głośne uderzanie kropel deszczu o parapet. Roise znajdował się tuż obok, właściwie to obudziła się wtulona w niego, wpatrywała się w mężczyznę przez dłuższą chwilę, wydawał się być bardzo spokojny, dobrze, pamiętała o tym, że on również miewał problemy ze snem, jeszcze całkiem niedawno.
Musiała odetchnąć świeżym powietrzem, jakoś udało jej się wyjść z tego niezbyt dużego łóżka bez obudzenia go, uważała to za spory sukces. Później wymknęła się z tego pomieszczenia, zależało jej na tym, aby znaleźć się na zewnątrz, musiała odetchnąć świeżym powietrzem.
Nie zwróciła uwagi na kanapę, mimo, że musiała ją minąć, kroki stawiała bardzo cicho, umiała się skradać, nawet jeśli nie znajdowała się w lesie.
W końcu wyszła za drzwi i wtedy zobaczyła znajomą sylwetkę. Poczuła się trochę jak intruz, zrozumiała, że on również nie znalazł się tutaj bez powodu. Coś go gryzło, nie dało się tego nie zauważyć, wiedziała też, że nie ma sensu o to wypytywać, bo nie byli ze sobą blisko, ostatnio udawało im się tolerować co uważała za spory sukces.
Zimne powietrze całkiem przyjemnie muskało jej twarz, nie zrobiła jednak jeszcze kroku w przód, nadal stała w drzwiach, wiedziała, że wyczuł jej obecność, głupio więc było wycofać się bez słowa.
Normalnie pewnie wyciągnęłaby fajkę i wsadziła ją w sobie usta, właściwie to trzymała już nawet papierosa w dłoni, zamiast jednak go zapalić to rolowała go w rękach, wiedziała, że nie powinna tego robić, chociaż ogromnie ja to kusiło. Praktycznie zupełnie je odrzuciła, odruch jednak wracał, zamiast więc go spalić to zajmowała nim ręce, jakby miało to jakiś większy sens.
Podjęła decyzję, zrobiła krok w przód, poczuła chłód, kiedy jej stopy dotknęły zimnych kafelek, ale powinna sobie z tym poradzić. Znalazła się wreszcie obok niego, milczała przez chwilę, aż postanowiła się odezwać.
- Powinieneś się wyspać. - Czekał ich w końcu długi marsz, podejrzewała, że nawet jeszcze się nie położył, co mówiło samo za siebie. - Co nie pozwala Ci zasnąć? - Nie powinna o to pytać, ale była noc, a nocą ludzie byli kimś innym niż zazwyczaj, więc spróbowała dowiedzieć się czegoś więcej.