- Naprawdę. Zachęcasz wręcz, by do Ciebie dołączyć. - Nie wątpiła wto, że pierwsze zetknięcie z zimną wodą musiało być bardzo drastycznie, jednak całkiem szybko się w niej odnalazł. Nie wybiegł z jeziora z krzykiem, nawet nie pisnął, czy krzyknął, kiedy znalazł się w tym zbiorniku wodnym. Mógł udawać, oczywiście, że mógł to robić, by nie wzbudzać w niej niepotrzebnego strachu, szczególnie, że wiedział, że bardzo chciała to zrobić. Gdyby zareagował inaczej zapewne mogłaby się wahać, teraz jednak była skłonna to zrobić, a przynajmniej przed tą chwilą, gdy coś przykuło jej uwagę.
- Za Tobą, nieco dalej, głębiej. - Trudno jej było określić odległość ruchu tego czegoś od mężczyzny, bo może i szybko dostrzegła poruszającą się tafle jeziora, jednak po chwili ona się uspokoiła. Nie wróżyło to jednak niczego dobrego, Bletchley próbowała dostrzec chociaż drobne drgnięcia na wodzie, które mogły pomóc jej ustalić położenie intruza. Czuła, że coś czai się w głębinie. Po jej karku przeszedł dreszcz.
- Benjy. - Westchnęła ciężko. - Wiesz, że nie robię sobie takich żartów, i bardzo chciałam wejść do tej wody. - Zresztą nawet gdyby zrezygnowała, to nie miałaby oporu, aby się tym podzielić. Znał ją przecież doskonale, nie miała problemu z poinformowaniem o tym, że zmieniła zdanie, czy z przyznaniem się do błędu.
Dostrzegła jego ruch, mimo tego, co mówił i tak zbliżał się w stronę pomostu, czyli jej uwierzył. Doskonale, naprawdę bała się, że zaraz coś wyskoczy z toni wodnej i wciągnie go pod wodę. Nie była na to gotowa, chociaż może powinna być. Wyciągnęła różdżkę i zacisnęła na niej palce, musiała się przygotować na najgorsze, na pewno nie zamierzała pozwolić na to, by jakiś potwór zrobił mu krzywdę. Kto wie, co właściwie czaiło się w tym jeziorze.
- To nie był wiatr. - Dodała jeszcze bardzo pewnym tonem głosu, potrafiła odróżnić wiatr od ruchu spowodowanego poruszaniem się czymś w głębi. To mogła być jednak ryba, cholera jasna - naprawdę chciała, żeby to była ryba, najlepiej nie drapieżna, bo może i by się wtedy przed nim zbłaźniła, jednak nie stałaby mu się krzywda.
- Nie znam, będziesz mi musiał jakąś pokazać. - Próbowała angażować się w rozmowę, przesuwała jednak wzrok co chwilę na wodę, jakby chciała się upewnić, że nic nie zdołało się do niego zbliżyć. Znowu dostrzegła ruch. - Czy mógłbyś szybciej wychodzić z tego jeziora? - To nie tak, że uważała, że się obijał, jednak wolałaby, aby już znalazł się koło niej na tym drewnianym pomoście, gdzie nic by mu nie groziło.
Nie musiał powtarzać dwa razy, Bletchley od razu odsunęła się o kilka kroków, aby zrobić mu miejsce. Nie przestawała obserwować otoczenia, wiedziała, że coś się zbliżało, oby była to ta nieszczęsna żaba, tylko czy żaba robiłaby wokół siebie tyle zamieszania, powodowała, aż takie falowanie. Nie wydawało jej się. Niby tafla wody była spokojna, przez chwilę znowu mogło wydawać się, że jezioro jest spokojne, ale to były tylko pozory.
Benjy znajdował się bardzo blisko niej, była niemalże pewna, że zaraz wejdzie na pomost, wtedy zupełnie znienacka coś wyskoczyło z głębi, właściwie to od razu dokonało ataku na nogi Fenwicka, co najgorsze, to wcale nie było jedno coś, raczej całe stado, któremu udało się jakimś cudem podpłynąć tak blisko. Poczuł zaciskające się, drobne, zimne, kościste palce wokół jego kończyn, druzgotki próbowały wciągnąć go pod wodę.
Prue spoglądała na to z brzegu, nie do końca wiedziała, co ma zrobić, jak zareagować, bo trudno jej było dostrzec z czym ma do czynienia w tej ciemnej wodzie. - Benjy, spierdalaj stamtąd. - Rzuciła jeszcze głośno, Bletchley praktycznie nigdy nie przeklinała, ale to był moment, w którym nic innego nie nasuwało jej się na usta.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control