10.11.2025, 20:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2025, 20:13 przez Lorraine Malfoy.)
Dægberht
Na pomysł, co podarować na Mabon dla Flinta, wpadła podczas wieczornej przechadzki nad nokturńskim kanałem. Wracała z rozmowy z szefową jednej z komórek informacyjnych swej sieci. Postanowiła pofatygować się do niej osobiście, chciała bowiem podziękować Thomasin za przysługę, którą jej wyświadczyła. Lojalność w ich świecie nie miała ceny. Spacerując brzegiem kanału, Lorraine przyglądała się postępującym wciąż pracom nad odbudową zniszczeń po Spalonej Nocy. Jej informatorzy zapewniali ją, że nic nie zaburza spławu towarów na Tamizie, co stanowiło dosyć optymistyczną wiadomość, biorąc pod uwagę, że ataki Śmierciożerców dotknęły wielu strategicznych punktów komunikacyjnych. Nagle w ucho wpadła jej marynarska szanta, śpiewana przez flisaków pracujących na pokładzie niewielkiej łodzi. Gdzie tam flisaków. Zwykłych przemytników, znaczy się, ale myśli Lorraine już popłynęły dalej, podobnie jak i piosenka.
Dla Flinta postanowiła podarować śpiewnik, który wynalazła przed tygodniem w starym antykwariacie. Wpadł jej w oko, a nie kosztował wiele, więc wzięła go, usprawiedliwiając się sama przed sobą, że nie kupi sobie nic na urodziny, bo i tak wydaje za dużo pieniędzy. A jednak udzielono jej, widać, rozgrzeszenia, bo śpiewnik miała dać w prezencie Flintowi. Oczywiście, najpierw starannie wyczyściła okładkę, naprostowała zagięte kartki... A potem zabrała się do właściwej pracy. Zamierzała bowiem zakląć w śpiewniku cichy akompaniament pod większość zawartych w nim piosenek. Zasiadła do pianina w Eurydyce, przygrawszy kilka prostych akordów: prostota była tutaj kluczem, bo miała zachęcać do śpiewania na cześć Matki. Lorraine zaczęła wlewać muzykę między kartki.
zauroczenie, 4 kropki
Rzut PO 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
Gdyby zaś prezent nie spodobał się Flintowi, stwierdziła zdroworozsądkowo Lorraine, zamykając śpiewnik, zawsze mógł przecież go oddać swej córeczce. Zaklęta na kartach śpiewnika muzyka nie była głośna, bawiąca się Abigail nie mogła więc przyprawić rodziców o ból głowy... Co najwyżej lekkie poirytowanie. Lorraine uśmiechnęła się pod nosem, a potem przesunęła się, aby zrobić miejsce przy pianinie Fridzie, która od tygodnia z zapałem ćwiczyła: "wlazł kotek na płotek".