09.11.2025, 21:03 ✶
- Podziękuj mamie, to chyba po jakimś pisarzu czy coś - a tak sobie palnął z głupia frant, nawet nie wiedział czy istnieli pisarze o tym imieniu. Pomysł miał dobry, gorzej z wykonaniem. - Guinevere to... eeee unikalne imię, takie egzotyczne.
Nie wiedział też, co ma jej powiedzieć a propos jej imienia, które brzmiało po prostu obco. Ale też nie chciał jej obrazić w żaden sposób i to wcale nie dlatego, że właśnie dłubała przy szkle, które było wbite w jego oczy. No, może dlatego, ale też dlatego po części, że nie nawykł obrażać ludzi, którzy byli po prostu mili. A Ginny była miła, bo mu pomagała i nawet nie chciała za to pieniędzy.
Poruszył się niespokojnie.
- Jego? Czyli kogo? Co się, kurwa dzieje? Wiedzą, kto to zrobił? - zapytał cicho, bo radia nie słuchał. Nie spotkał też do tej pory nikogo, kto byłby łaskaw wyjaśnić mu, co się do kurwy nędzy działo w tym czasie, gdy on był oślepiony. Uniósł dłoń i przytrzymał chusteczkę przy oku. Czuł, jak materiał nasiąka krwią. Jasny chuj, miał dużo, dużo szczęścia. - Ginny, czy wiedzą, kto był na tyle jebanym świrem, żeby rozpętać to piekło? Czuję, jak jest gorąco, wierzę, że wszystko płonie. Czy jesteśmy tu bezpieczni?
Wiedział, że masakruje ją ilością pytań, ale Merlin mu świadkiem - nienawidził, gdy nie wiedział co się działo wokół niego. Szczególnie gdy było kurde niebezpiecznie.
Był dzielnym chłopcem, dawał sobie radę z bólem, ale nagle pomyślał o Zamtuzie. I siostrze. Kurwa mać, jebana Ambrosia pewnie siedziała w swojej norze i bawiła się kamyczkami czy co tam robili nekromanci. Może rzucała kostkami zwierząt. Musiał ją znaleźć. A Baldwin? No jasny chuj, więcej znajomych nie miał?
- Eeee... Byłaś może na Nokturnie? Wiesz, tam też potrzebują pomocy - zagaił nieco nieporadnie, ale no nie chciał tak po prostu pytać, czy spotkała blondyna o okropnym usposobieniu lub wredną jędzę. Szczególnie o tę drugą nie chciał pytać, bo by się wysprzęglił z tego, kim był.