09.11.2025, 04:16 ✶
Basilius wziął głęboki oddech i postanowił, że najpierw policzy w myślach do dziesięciu, a potem podejmie kolejną próbę rozmowy z uciążliwym pacjentem. Nie doszło to jednak do skutku, bo nawet nie dotarł do dziewięciu, kiedy obok niego zmaterializowała się Millie wraz z... Zdecydowanie inną formą przemowy niż on sam planował wygłosić. Prewett cofnął się nieco do tyłu, aby pozwolić czarownicy mówić w spokoju (czy raczej niespokoju) kiedy podszedł do niego Thomas ze swoim stwierdzeniem, na które Basilius... Bardzo nieopacznie skinął głową, tylko po to aby zaraz zorientować się co tak właściwie właśnie zrobił. Czarodziej szybko oderwał wzrok od kłócącej się przez drzwi z pacjentem Millie i spojrzał na Figga, jakby ten właśnie oznajmił mu, że jest podróżnikiem w czasie i tak naprawdę urodził się w Starożytnym Egipcie. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Thomas miał rację. Basilius mógł się łudzić, że głupie zauroczenie, którym darzył Millie osłabnie, gdy zobaczy jak przyjaciółką drze się na ludzi, ale... Nie. Niestety dalej nie przechodziło.
– Może lepiej skupmy się na pracy – rzucił w końcu z braku pomysłu na lepszą odpowiedź i na całe szczęście w tym momencie w drzwiach pojawił się pan Kent i z całą swoją łaskawością wreszcie wypił oferowany przez uzdrowiciela flakonik. Basilius przez ten cały czas przyglądał mu się uważnie, aby zobaczyć jego reakcję na lek. To znaczy robił to przez te kilka sekund, zanim Thomas nie zaczał kaszleć, a pan Kent na chwile został w ogóle wymazany ze świadomości Prewetta.
– Co się dzieje? – spytał, prowadząc drugiego mężczyznę do najbliższego krzesła, aby usiadł.– To znowu to samo czy coś nowego? – dodał szeptem, uznając że Millie była w stanie poradzić sobie z potencjalnie zaalarmowanym państwem Kent, kiedy on będzie próbowała naprawić płuca drugiego klątwołamacza, który nagle zaczął przypominać z wyglądu Basiliusa również pod kątem bladości skóry.
– Może lepiej skupmy się na pracy – rzucił w końcu z braku pomysłu na lepszą odpowiedź i na całe szczęście w tym momencie w drzwiach pojawił się pan Kent i z całą swoją łaskawością wreszcie wypił oferowany przez uzdrowiciela flakonik. Basilius przez ten cały czas przyglądał mu się uważnie, aby zobaczyć jego reakcję na lek. To znaczy robił to przez te kilka sekund, zanim Thomas nie zaczał kaszleć, a pan Kent na chwile został w ogóle wymazany ze świadomości Prewetta.
– Co się dzieje? – spytał, prowadząc drugiego mężczyznę do najbliższego krzesła, aby usiadł.– To znowu to samo czy coś nowego? – dodał szeptem, uznając że Millie była w stanie poradzić sobie z potencjalnie zaalarmowanym państwem Kent, kiedy on będzie próbowała naprawić płuca drugiego klątwołamacza, który nagle zaczął przypominać z wyglądu Basiliusa również pod kątem bladości skóry.