W domu rodzinnym Figgów było wyjątkowo tłoczno. To nie tak, że zazwyczaj nie przewijało się przez nieruchomość wielu ludzi, jednak zazwyczaj ktoś wpadał, ktoś wypadał, rzadko kiedy wszyscy pojawiali się tu w tym samym momencie. Zjawiła się nawet babcia Lizzy, która zamknęła dzisiaj szybciej swoją karczmę (czego raczej nigdy nie robiła).
Pierwszy sabat po katastrofie. Nie dziwiło Nory wcale to, że Emma i Lucas chcieli zobaczyć pod swoim dachem każdą ze swoich latorośli. Skoro wszystkim udało się przetrwać tę paskudną noc, to warto było spędzić najbliższy sabat w swoim towarzystwie, w końcu nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Wiele rodzin straciło swoich najbliższych, oni przetrwali, było to naprawdę niesamowite. Życie było kruche, co ostatnio starano im się udowadniać na każdym kroku, nigdy nie można było przewidzieć, kiedy nadejdzie koniec, zwłaszcza, że teraz tacy jak oni nie byli szczególnie mile widziani w czarodziejskim świecie.
Nora również zamknęła dzisiaj szybciej klubokawiarnię, tak właściwie to nawet nie można by do końca rzec, że była ona otwarta. Pierwszą część dnia spędziła po prostu na wydawaniu zamówień, jak wiadomo Mabon było ważnym świętem, przez co ostatnie dwa tygodnie praktycznie nie wyściubiała nosa poza swoją kuchnię. Ciasta, ciastka, pączki, rogaliki... dniem i nocą tworzyła zamówione słodycze, do tego dochodziły inne rzeczy, kadzidła, eliksiry - nie był to dla niej łatwy czas. Miała tylko dwie ręce, a tak wiele do zrobienia.
W domu rodzinnym również wylądowała w kuchni, razem z Emmą i Lizzy - to one głównie zajmowały się przygotowywaniem posiłków dla całej ferajny, która swoją drogą ledwie mieściła się już w ogromnym salonie Figgów. Między nogami plątały się koty, co często powodowało drobne wypadki - co chwila ktoś się o kogoś potykał, przewracał, ale przynosiło to raczej salwy głośnego śmiechu dochodzące z różnych stron.
Nora nieco schudła, trochę zbladła, nie sypiała ostatnio najlepiej, miała też dużo pracy, nie do końca pamiętała o tym, aby jeść, ale powtarzała sobie, że to był po prostu trudny czas. Kiedyś wszystko wróci do normy, już niedługo zapomną o tej tragedii.. tak, tylko z jakiegoś powodu ciągle ważyła eliksiry, których mogli potrzebować jej przyjaciele, miała wrażenie, że najgorsze dopiero przed nimi i wolała być na to przygotowana.
Pojawiła się w salonie z ciastem dyniowym w dłoniach, zostało świeżo wyjęte z pieca, można było dostrzec jeszcze parę, która się nad nim unosiła. Postawiła wypiek na stole.
Dostrzegła w pomieszczeniu swojego brata i Mabel, dziwne - nie miała pojęcia, gdzie jest reszta, pewnie rozeszli się po wszystkich możliwych pokojach, a część - znając ich obecna jeszcze była w kocim azylu. Zresztą sama zamierzała jeszcze zajrzeć do kociaków, zawsze gdy się tutaj pojawiała je odwiedzała.
Lady spała zwinięta w kulkę na parapecie w kuchni, więc nie przyszła tu za Norą. Miała ledwie kilka miesięcy i sama podróż była dla niej wyczerpująca, do tego ci wszyscy ludzie, którzy chcieli ją pogłaskać i koty łaknące interakcji - wybrała więc najlepszą opcję z możliwych, czyli drzemkę.
Spoglądała na Mabel z uśmiechem, gdy ta opowiadała jej o swoim najnowszym pomyśle. Całkiem entuzjastycznie do niego podeszła, nie zamierzała tego gasić. - Myślę, że pomysł na całą serię jest świetny, zacznij przenosić to na papier, możesz dodać również swoje rysunki. - Przeniosła wzrok na Karla, który oczywiście miał swoją wizję. Ten kot nie przestawał jej zadziwiać, nigdy. - Tak, jest tuńczyk, zaraz ktoś go przyniesie. - Oczywiście, że u Figgów było przygotowane również specjalne menu dla ich kocich przyjaciół.