07.11.2025, 08:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2025, 08:30 przez Bard Beedle.)
Nie siedziała w tym miejscu, w którym powinna siedzieć. Nie w tym miejscu... Selina Mulciber nieruchomo wpatrywała się w suto zastawiony stół, próbując zorientować się, gdzie właściwie jest. Nie gdzie, poprawiła się w myślach, z pedanterią właściwą szaleńcom, którzy postradali zmysły, lecz nie rozum – nigdy rozum. Nie gdzie, lecz kiedy. Miejsce nie w przestrzeni, lecz w czasie, choć przestrzeń była z czasem nieodłącznie związana: zaślubieni zostali sobie bowiem w dniu, w którym narodził się wszechświat. Czymże było jej własne małżeństwo, jeżeli nie mezaliansem czasu i przestrzeni? Selina należała do czasu, Duncan do przestrzeni. Ale to nie dłonie Duncana przesunęły się opiekuńczo wzdłuż ramion prorokini, pomagając jej zająć miejsce przy stole. Siedzę nie w tym miejscu, pomyślała Selina, która w młodości spożywała świąteczną wieczerzę w pachnącym kadzidłem i mirrą wozie babki, półleżąc na podłodze, pośród miękkich koców i poduszek haftowanych złotą nicią. Powinna siedzieć u boku swego ojca, jako przyszła królowa, ale jej miejsce zajął młodszy brat. W złości chciała zacisnąć dłoń na kocu, ale zamiast tego natrafiła na materiał zwiewnego szalu, którym okryto troskliwie jej ramiona. Czarne oczy prorokini, niegdyś dzikie i przepyszne, przypominały bardziej zionące pustką otchłanie, gdy napotkały na spojrzenie Philomeny. Na jakim uchybieniu ją dziś przyłapała teściowa? Czy znów użyła niewłaściwego widelca, bo zamiast wydłubać nim oczy mężowi na główne danie, jadła przystawkę widelczykiem do deserów? Czy może postawiła szklankę nie w tym miejscu? Selina chciała odruchowo przyciągnąć do siebie syna, którego kołysała na kolanach, a którego stara wydawała się pożerać wzrokiem, jak gdyby tylko czyhała na niewłaściwy gest ze strony Seliny. Ale przecież to Selina była jego matką. Należał do niej. Do niej. Może powinna zrzucić go ze swych kolan, pomyślała z lubością. Niechby rozbił sobie głowę o kamienną posadzkę. Ależ jej pan mąż byłby niepocieszony. Jeżeli tak bardzo chcecie, weźcie go sobie. Zrobię sobie kolejnego, i kolejnego, i kolejnego... A jednak poczuła panikę, gdy natrafiła na pustkę, próbując przygarnąć syna do piersi. Nie w tym miejscu, szeptała przerażona, gdy czuła, jak ręce męża suną wzdłuż jej szyi, jak gdyby chciał poprawić zdobiącą ją perłową kolię którą podarował jej z okazji ich zaślubin. Ale to nie jego ręce czuła na swych ramionach. Były zbyt delikatne, zbyt... Selina Mulciber zamrugała gwałtownie, w opiekuńczym geście przyciągając do siebie dłoń Lorien, gdy ta pomogła jej usiąść. Nie w tym miejscu, myślała, klucząc między czasami. Pamiętała o swej dziewczynce. Bo Lorien w jej oczach była wciąż dziewczynką, której czesała miękkie loki. Była też dorosłą kobietą, która dzisiaj czesała z kolei włosy Seliny. Wreszcie, była staruszką, jaką nigdy nie dane jej będzie być. Bo wszystkie trzy zawsze splatały się ze sobą w oczach Seliny, podobnie jak i pasma włosów we wplecionym w kok warkoczu: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. Wszystkie tworzyły Lorien. A czy istniał lepszy wskaźnik upływającego czasu niż ptak przelatujący po niebie? Wiele wyczytać potrafiła z ich lotu manierą właściwą augurom. Czytać potrafiła też z kwiatów, choćby te bywały sztucznie konserwowanymi. Może dlatego wydawała się nieco bardziej przytomną, gdy Scarlett podeszła do niej z kwiatami. A jednak zainteresowanie prorokini szybko zgasło, ledwie służąca zabrała bukiet.
Co widzieliście wy, witając się z Seliną? Kobietę, której milczenie mieściło w sobie zarówno tajemnicę jej rzekomego szaleństwa, jak i wyniosłość właściwą prorokini. Nie odpowiadała na słowa przywitania, nieobecnym wzrokiem przypatrując się waszym twarzom. Widziała was. Wszystkie wersje was. Uświadomilibyście to sobie dopiero w momencie, w którym spojrzelibyście jej w oczy. Tylko że pani Mulciber nie do końca chciała na was przetrzeć. Wolała patrzeć przez was.
Mogła poczuć to zwłaszcza Charlotte. Selina wbiła wzrok w usadzone przed nią blondwłose dziewczę. Nie jesteś Scarlett, pomyślała tępo, wpatrujac się w srebrne oczy dziewczęcia, mieniące się równie pięknie, co pierścienie zdobiące długie palce prorokini. "Czy znacie bajkę o cygańskim srebrze?", pytała, stając w drzwiach sypialni dokazujących dzieci, które nie chciały iść spać. Jej syn odpowiadał tonem małego mędrca, że czytał tylko w jakiejś książce mit o królu Midasie, który zmieniał w złoto wszystko, czego dotknął. Kazała mu więc poszukać owej książki w ojcowskiej biblioteczce, bo wiedziała, że obecność syna sprawi przyjemność Duncanowi. Nieważne, że pora była późna. Tylko on potrafił czasem zmusić Alexa do położenia się spać. Selina zajęła się w tym czasie Lorien, którą otuliła jeszcze jednym pledem, przysiadłszy na skraju łóżka, żeby opowiedzieć jej bajkę w bezpiecznym gniazdku z koców. Lorien była niby mały ptaszek, który dopiero uczy się latać, wciąż polegając na schronieniu, jakie zapewniały skrzydła rodziców. Gdybym miała córkę, pomyślała wcześniej Selina, stawiając tarota lekko wstawionej Adeline, też chciałabym, żeby była wolna niczym ptak. "To ty jesteś moim sreberkiem", wyszeptała na koniec opowieści, całując dziewczynkę w czoło.
Czy znasz bajkę o cygańskim srebrze, Charlotte Mulciber? Gdybyś znała, wiedziałabyś, że srebro często bywa przeklętym.
A jednak Selina przepadała tak za srebrem, jak i za złotem. Przekrzywiła lekko głowę, w zredukowanym, dziwnie ptasim geście, nagle tak bardzo przypominając zasiadającą u jej boku Lorien, jak gdyby była jej rodzoną matką. A może to Lorien przypominała ją?
– Srebro, a jednak jak miedź brzęczące albo jak cymbał brzmiący – wymruczała wróżbę. – Nie sądzę, aby był cokolwiek wartym. Ugryź go, dziecko, sprawdź, zębami, czy to złoto. Zawiedziesz się.
Nie powiedziała Charlotte nic więcej. Jej wzrok poniósł się hen daleko, w stronę szczytu stołu. Siedzi nie w tym miejscu, pomyślała na pół z irytacją, na pół ze smutkiem, sama nie wiedząc, czy ma na myśli męża, czy syna.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Co widzieliście wy, witając się z Seliną? Kobietę, której milczenie mieściło w sobie zarówno tajemnicę jej rzekomego szaleństwa, jak i wyniosłość właściwą prorokini. Nie odpowiadała na słowa przywitania, nieobecnym wzrokiem przypatrując się waszym twarzom. Widziała was. Wszystkie wersje was. Uświadomilibyście to sobie dopiero w momencie, w którym spojrzelibyście jej w oczy. Tylko że pani Mulciber nie do końca chciała na was przetrzeć. Wolała patrzeć przez was.
Mogła poczuć to zwłaszcza Charlotte. Selina wbiła wzrok w usadzone przed nią blondwłose dziewczę. Nie jesteś Scarlett, pomyślała tępo, wpatrujac się w srebrne oczy dziewczęcia, mieniące się równie pięknie, co pierścienie zdobiące długie palce prorokini. "Czy znacie bajkę o cygańskim srebrze?", pytała, stając w drzwiach sypialni dokazujących dzieci, które nie chciały iść spać. Jej syn odpowiadał tonem małego mędrca, że czytał tylko w jakiejś książce mit o królu Midasie, który zmieniał w złoto wszystko, czego dotknął. Kazała mu więc poszukać owej książki w ojcowskiej biblioteczce, bo wiedziała, że obecność syna sprawi przyjemność Duncanowi. Nieważne, że pora była późna. Tylko on potrafił czasem zmusić Alexa do położenia się spać. Selina zajęła się w tym czasie Lorien, którą otuliła jeszcze jednym pledem, przysiadłszy na skraju łóżka, żeby opowiedzieć jej bajkę w bezpiecznym gniazdku z koców. Lorien była niby mały ptaszek, który dopiero uczy się latać, wciąż polegając na schronieniu, jakie zapewniały skrzydła rodziców. Gdybym miała córkę, pomyślała wcześniej Selina, stawiając tarota lekko wstawionej Adeline, też chciałabym, żeby była wolna niczym ptak. "To ty jesteś moim sreberkiem", wyszeptała na koniec opowieści, całując dziewczynkę w czoło.
Czy znasz bajkę o cygańskim srebrze, Charlotte Mulciber? Gdybyś znała, wiedziałabyś, że srebro często bywa przeklętym.
A jednak Selina przepadała tak za srebrem, jak i za złotem. Przekrzywiła lekko głowę, w zredukowanym, dziwnie ptasim geście, nagle tak bardzo przypominając zasiadającą u jej boku Lorien, jak gdyby była jej rodzoną matką. A może to Lorien przypominała ją?
Rzut Symbol 1d258 - 22
Cymbałki (nieszczera miłość)
Cymbałki (nieszczera miłość)
– Srebro, a jednak jak miedź brzęczące albo jak cymbał brzmiący – wymruczała wróżbę. – Nie sądzę, aby był cokolwiek wartym. Ugryź go, dziecko, sprawdź, zębami, czy to złoto. Zawiedziesz się.
Nie powiedziała Charlotte nic więcej. Jej wzrok poniósł się hen daleko, w stronę szczytu stołu. Siedzi nie w tym miejscu, pomyślała na pół z irytacją, na pół ze smutkiem, sama nie wiedząc, czy ma na myśli męża, czy syna.
Proszę o odpisy do 12 listopada do godziny 23:59. Wszystko tak jak wcześniej, kolejka nie obowiązuje, standardowo 1 post na turę, jak gdyby ktoś chciał więcej, kontaktujmy się na discord, żeby spoko wyszło.
@Charlotte Mulciber
@Charlotte Mulciber
bard by Lorraine Malfoy