05.11.2025, 18:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 10:45 przez Anthony Shafiq.)
To być może był tylko sen.
Jak inaczej można było wyjaśnić trwającą sielankę, która w oderwaniu od wojennej zawieruchy zdawała się tak piękna jak nierealna.
Morpheus powiedział mu: wszystko czego dotkniesz będzie rozkwitać. Czy Jonathan rozkwitał z powodu jego dotyku? Takim się zdawał, piękniejszym niż kiedykolwiek wcześniej, czulszym, troskliwszym, lśniącym w kroplach słonecznego poranka. I choć wróżba była na pracę, na życie zawodowe, trudno było Anthony’emu zinterpretować ją inaczej, jak wskazaniem na drogę, którą powinien obrać.
Droga miłości.
Aż go zemdliło od własnych refleksji.
Powiedzieć, że nie był nawykły to mało. Wszak po Alcuinie unikał jak mógł większych zobowiązań niż kilka wspólnych nocy. I nawet Erik i tkane z nim wspomnienia zawsze okraszone były przygodą. Krotochwilą. Przygodą. Albumem z wyjazdu, który można było odłożyć na półkę po przejrzeniu podobnych zdjęć.
Ciężar cudzej głowy na własnym ciele, ogień niewinnego w swej istocie pocaułunku… Miał poczucie, jakby Jonathan nakładał na niego pieczęcie za pieczęciami, jakby każdym gestem zaklinał go, podpisywał swoim ciałem, oddechem, słowem. Odbicie jego duszy nosiło blizny, eleganckie skaryfikacje chroniące go przed światem. On miał wypaloną pod skórą przynależność. Uwielbienie.
Palce podążyły ku splątanych czarnych kędziorów. Nie powinni zasypiać z mokrymi głowami, nie chciał nawet się zastanawiać w jakim nieładzie pozostawały jego włosy. Zaczął powoli i metodycznie rozczesywać włosy Jonathana. Zaczął powoli i metodycznie rozczesywać własne, może zbyt patetyczne myśli.
- Myślisz czasem o tym, co by było gdybym w szkole odważył się powiedzieć… cokolwiek? - zapytał cicho, zamykając oczy. Co odpowiedziałby na to pytanie Jonathan w jego snach? Czy znów miałby piętnaście, siedemnaście lat, czy zacząłby się śmiać i mówić mu, że przecież są w szkole. Może we śnie i on by odmłodniał, może to łóżko byłoby znalezione gdzieś w pokoju życzeń, o którym chodziło tyle legend za ich czasów? - Myślisz czasem o tym, ile straciliśmy przez to, że okazałem się tchórzem? - Nie zasłużyłem na Ciebie - tliło mu się w głowie, ale nie otwierał oczu, nie chcąc się z tym własnym wewnętrznym wyrzutem konfrontować.
Jak inaczej można było wyjaśnić trwającą sielankę, która w oderwaniu od wojennej zawieruchy zdawała się tak piękna jak nierealna.
Morpheus powiedział mu: wszystko czego dotkniesz będzie rozkwitać. Czy Jonathan rozkwitał z powodu jego dotyku? Takim się zdawał, piękniejszym niż kiedykolwiek wcześniej, czulszym, troskliwszym, lśniącym w kroplach słonecznego poranka. I choć wróżba była na pracę, na życie zawodowe, trudno było Anthony’emu zinterpretować ją inaczej, jak wskazaniem na drogę, którą powinien obrać.
Droga miłości.
Aż go zemdliło od własnych refleksji.
Powiedzieć, że nie był nawykły to mało. Wszak po Alcuinie unikał jak mógł większych zobowiązań niż kilka wspólnych nocy. I nawet Erik i tkane z nim wspomnienia zawsze okraszone były przygodą. Krotochwilą. Przygodą. Albumem z wyjazdu, który można było odłożyć na półkę po przejrzeniu podobnych zdjęć.
Ciężar cudzej głowy na własnym ciele, ogień niewinnego w swej istocie pocaułunku… Miał poczucie, jakby Jonathan nakładał na niego pieczęcie za pieczęciami, jakby każdym gestem zaklinał go, podpisywał swoim ciałem, oddechem, słowem. Odbicie jego duszy nosiło blizny, eleganckie skaryfikacje chroniące go przed światem. On miał wypaloną pod skórą przynależność. Uwielbienie.
Palce podążyły ku splątanych czarnych kędziorów. Nie powinni zasypiać z mokrymi głowami, nie chciał nawet się zastanawiać w jakim nieładzie pozostawały jego włosy. Zaczął powoli i metodycznie rozczesywać włosy Jonathana. Zaczął powoli i metodycznie rozczesywać własne, może zbyt patetyczne myśli.
- Myślisz czasem o tym, co by było gdybym w szkole odważył się powiedzieć… cokolwiek? - zapytał cicho, zamykając oczy. Co odpowiedziałby na to pytanie Jonathan w jego snach? Czy znów miałby piętnaście, siedemnaście lat, czy zacząłby się śmiać i mówić mu, że przecież są w szkole. Może we śnie i on by odmłodniał, może to łóżko byłoby znalezione gdzieś w pokoju życzeń, o którym chodziło tyle legend za ich czasów? - Myślisz czasem o tym, ile straciliśmy przez to, że okazałem się tchórzem? - Nie zasłużyłem na Ciebie - tliło mu się w głowie, ale nie otwierał oczu, nie chcąc się z tym własnym wewnętrznym wyrzutem konfrontować.