Co by powiedział Alexander Mulciber na widok cięć na skórze swojego dawnego nauczyciela. Grubych na szerokość kordonka wypukłych tkanek bliznowatych, wykonanych skalpelem. Dalekie było to do bezmyślnego aktu samookaleczenia dla ulgi bólu. Runy wpisane w koła, połączone ze sobą równymi kreskami, wymagały cierpliwości, długich godzin pracy nad wzorem, najpierw na karcie, wypisując zaklęcie, prośbę, a następnie tłumacząc na archaiczne symbole, symplifikując w procesie eliminacji duplikatów runicznych, układając alfabetycznie, a w końcu zapisując na kole losu zgodnie ze wskazówkami zegara i łącząc powtórzeniami, aż powstawał kompas, niemal pieczęć. Martwa pieczęć, której nikt nie obudził. Przeniesiona na skórę najpierw na powierzchni, atramentem, a następnie ostrym skalpelem i radełkiem, wyjmując pasma skóry. Nikt o nich nie wiedział. Nikt nie widział procesu. Jak resztki, krwawe resztki, płoną w misie ofiarnej, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. Szkoda, że bogowie nigdy tej ofiary nie przyjęli.
— Bogów czujemy tylko, gdy umieramy. Czy jesteś martwy Alexandrze? — zapytał go Morpheus, nagle łapiąc twarz byłego podopiecznego w swoje zimne dłonie. Srebrny sygnet z kosą musiał ziębić, z jakiegoś powodu niedogrzany przez nikłą ciepłotę ciała Morpheusa. — Bogowie nas nie oglądają, nie obchodzimy ich, chyba że ich karmimy. Wtedy otwierają swoje paszcze i wlewają w siebie całą naszą energię i pęcznieją, coraz bardziej i bardziej, aż zatracają oryginalny kształt, swoją formę.
Zwykle oczy Morpheusa, teraz utkwione całkowicie nieruchomo w Alexandrze, były koloru ciepłej czekolady, a gdy światło padło w odpowiedni sposób, barwnego morskiego bursztynu, w którym zatopione zostały miriady wieków. Teraz jednak czerniły się jak dwie odchłanie, jak czarne światło, czarne słońce, opętane jakąś ideą mrocznej prawdy nieskończonej kosmosu wewnątrz każdego z nas.
W Eremicie ukryte jest światło, które przenika wszystkie części wszechświata w równym stopniu, a jednym z jego tytułów jest Psychopompos, przewodnik dusz przez niższe regiony. Według interpretacji Crowleya, jego buława, która wyrasta z otchłani, jest plemnikiem rozwiniętym jako trucizna, manifestującym płód. Za nim podąża Cerber, trójgłowy pies piekielny, którego oswoił. W tej karcie ukryta jest cała tajemnica życia w jej najbardziej sekretnych przejawach. Istnieje jako doskonała tożsamość, a nie tylko równoważność skrajności, manifestacji i metody.
Latarnia oświetlała wewnętrzną prawdę i mądrość, prowadząc Pustelnika z ciemności. Światło emanowało z sześcioramiennej gwiazdy, symbolu w alchemii reprezentującego połączenie przeciwieństw i uosobienie zasady jak na górze, tak na dole.
Przeniósł kciuk na wargę Mulcibera i jak koniu lub wiejskiemu bydłu, odciągnął ją i sprawdził mu dziąsła.
— Gdybyś wymienił ten złoty na porcelanę, twoja szczęka wyglądałaby normalnie.