Antoniusz chyba... Miał wspaniały pomysł, dlatego, gdy Clemens zastał dwójkę wypłoszów obok jaskini, to znaczy jednego obok, a jednego w stanie zawieszenia pomiędzy w jaskini oraz poza jaskinią, Morpheuszek-Debiluszek deklamował z werwą:
— Laomedona synu! Wojska i wojsk głowy
Wzywają cię, byś stwierdził zawarte umowy. Parys i młodszy Atryd, uzbrojeni dzidą, spotkać się pojedynkiem o Helenę idą. Zwycięzca i dostatki, i żonę zabierze, a dwa narody wieczne połączy przymierze: My spokojnie uprawiać będziem nasz grunt żyzny, Achaje zaś popłyną do swojej ojczyzny.
Nie brzmiało to nawet w połowie tak patetycznie, jak powinno przez ściśniętą przeponę, która zamiast tylko podbijać dźwięk w górę płuc, musiała pracować też nad podnoszeniem przy oddechu chuderlawego ciała najmłodszego z synów Godryka.
— Clemens, nie uwierzysz co się stało... — zaczął, po czym aż się skulił na słowa starszego brata. Zmrużył jedno oko, zrobił daszek z dłoni nad drugim i popatrzył pod słońce na niego. Kretyńsko się uśmiechnął. Zapytał z nadzieją, że rozbawi brata: — Nie powiedzieć mamie?