01.11.2025, 12:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2025, 11:50 przez Hannibal Selwyn.)
Wyciągnął rękę, by pociągnąć Olivera za rękaw i po prostu opuścić dyskusję, ale zamiast tego natknął się na paczkę papierosów. Nie powinien palić. To podobno robiło straszne rzeczy z gardłem i strunami głosowymi. Ale cały ten dzień i jeszcze jakaś bezsensowna dyskusja z goblinami nastroiły go tak buntowniczo do świata, że bez wahania skorzystał z oferty McKinnona. Chrzanić to.
Pytania, które padały, należały do tych, na które nie było prawidłowej odpowiedzi, zwłaszcza, kiedy były zadawane wieczorem, w mieszanym gatunkowo towarzystwie, przed wejściem do pubu. Prawdę mówiąc, niewykluczone, że właśnie na to były obliczone - że dadzą pretekst do awantury.
Nie patrząc nawet na goblina, sięgnął do własnej różdżki, by odpalić papierosa. To, jak pieklił się ten krasnal, było nawet zabawne. Słowa Olivera wywołały jednak falę podniesionych głosów w towarzystwie, trzeci z obecnych czarodziejów pochylił się niebezpiecznie nad goblinem, z którym się kłócił, a czwarty chyba gdzieś się ulotnił.
Może był jasnowidzem, bo zanim Selwyn w ogóle zdążył otworzyć usta, sięgająca mu góra do pasa istota zabulgotała, jak gotujący się garnek.
- Ja pierdolę, kurwa, no patrz! - wykrzyknęła, ruszając w stronę Hannibala - W dupę ci wsadzę tę różdżkę!!!
Kolega próbował go powstrzymać, ale nieznajomy czarodziej właśnie chwycił trzeciego z goblinów za koszulę na piersi, a tamten wrzasnął przeraźliwie:
- Biją mnie! - i, korzystając z bliskości twarzy pochylonego nad nim człowieka, sprzedał mu fangę w nos.
To wystarczyło. Goblin powstrzymujący uwolnił goblina atakującego i gwizdnął na palcach. Hannibal prawdę mówiąc miał ochotę zaproponować Oliverowi spieprzanie, ale zanim zdążył to zrobić, napastnik posłał w jego kierunku jakieś dziwne, bezróżdżkowe zaklęcie, które uderzyło go w brzuch.
To było, jak cios pięścią. Selwyn zwinął się i wypuścił papierosa z dłoni.
- Oż ty gnoju! - sapnął przez zaciśnięte zęby i wykorzystując swoją przygiętą pozycję wyskoczył do przodu, usiłując trafić pięścią w przeciwnika.
Walki uliczne to zdecydowanie nie było coś, w czym aktor czuł się pewnie, ale był silny, a krewki goblin albo sam był napędzany głównie gniewem, albo był tak wkurwiony, że nie zareagował odpowiednio szybko. W każdym razie, niewprawny cios trafił i kurdupel klapnął na tyłek.
- Huh? - sapnął Hannibal, sam zaskoczony swoim sukcesem.
Obcy czarodziej szarpiący się ze swoim goblinem krzyknął. Zza rogu wypadło jeszcze kilka niskich, długouchych postaci.
Pytania, które padały, należały do tych, na które nie było prawidłowej odpowiedzi, zwłaszcza, kiedy były zadawane wieczorem, w mieszanym gatunkowo towarzystwie, przed wejściem do pubu. Prawdę mówiąc, niewykluczone, że właśnie na to były obliczone - że dadzą pretekst do awantury.
Nie patrząc nawet na goblina, sięgnął do własnej różdżki, by odpalić papierosa. To, jak pieklił się ten krasnal, było nawet zabawne. Słowa Olivera wywołały jednak falę podniesionych głosów w towarzystwie, trzeci z obecnych czarodziejów pochylił się niebezpiecznie nad goblinem, z którym się kłócił, a czwarty chyba gdzieś się ulotnił.
Może był jasnowidzem, bo zanim Selwyn w ogóle zdążył otworzyć usta, sięgająca mu góra do pasa istota zabulgotała, jak gotujący się garnek.
- Ja pierdolę, kurwa, no patrz! - wykrzyknęła, ruszając w stronę Hannibala - W dupę ci wsadzę tę różdżkę!!!
Kolega próbował go powstrzymać, ale nieznajomy czarodziej właśnie chwycił trzeciego z goblinów za koszulę na piersi, a tamten wrzasnął przeraźliwie:
- Biją mnie! - i, korzystając z bliskości twarzy pochylonego nad nim człowieka, sprzedał mu fangę w nos.
To wystarczyło. Goblin powstrzymujący uwolnił goblina atakującego i gwizdnął na palcach. Hannibal prawdę mówiąc miał ochotę zaproponować Oliverowi spieprzanie, ale zanim zdążył to zrobić, napastnik posłał w jego kierunku jakieś dziwne, bezróżdżkowe zaklęcie, które uderzyło go w brzuch.
To było, jak cios pięścią. Selwyn zwinął się i wypuścił papierosa z dłoni.
- Oż ty gnoju! - sapnął przez zaciśnięte zęby i wykorzystując swoją przygiętą pozycję wyskoczył do przodu, usiłując trafić pięścią w przeciwnika.
Aktywność fizyczna - uderzenie goblina w ryj
Rzut PO 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!
Walki uliczne to zdecydowanie nie było coś, w czym aktor czuł się pewnie, ale był silny, a krewki goblin albo sam był napędzany głównie gniewem, albo był tak wkurwiony, że nie zareagował odpowiednio szybko. W każdym razie, niewprawny cios trafił i kurdupel klapnął na tyłek.
- Huh? - sapnął Hannibal, sam zaskoczony swoim sukcesem.
Obcy czarodziej szarpiący się ze swoim goblinem krzyknął. Zza rogu wypadło jeszcze kilka niskich, długouchych postaci.