29.10.2025, 17:06 ✶
Ceolsige milczała, gdy Helloise dała upust swojej frustracji. Jej twarz pozostawała spokojna, może odrobinę zamyślona. Obserwowała, jak wiedźma niemal strąca buteleczkę, jak jej ramiona unoszą się wstrzymywanych emocjach. Pasja, z jaką mówiła o Kniei, była... interesująca. Paserka uniosła swój kubek, biorąc mały, cichy łyk ciepłej herbaty, jakby chciała dać rozmówczyni chwilę na zebranie myśli. Pozwoliła jadowitym słowom o Ministerstwie zawisnąć w powietrzu i opaść, nie komentując ich.
Interesujące, ale po kolei pomyślała, czując kojący aromat naparu. Temat Kniei i osobliwego spojrzenia, jakie najpewniej miała Helloise był najpewniej niezwykle zajmujący. Na tyle zajmujący w jej opinii, że wolała więcej przestrzeni na jego zgłębianie. Toteż najpierw konkrety a potem zbada swoje podejrzenia odnośnie związku wydarzeń spalonej nocy z sytuacją w Kniei.
Gdy tylko Helloise wróciła do pracy i tematu świec, Ceolsige odprężyła się wewnętrznie. Z niemal niesłyszalnym szelestem materiału spódnicy, założyła nogę na nogę, opierając się wygodniej na krześle. Jej spojrzenie podążyło za rękami wiedźmy, a potem powędrowało w stronę paleniska, w wyczekiwaniu na charakterystyczny, słodkawy zapach, który wkrótce powinien wypełnić kuchnię.
Na pytanie o eksperyment zamrugała raz, jakby szybko ważyła słowa.
— Klient, jak to klient, nie był zbyt wylewny w szczegółach — zaczęła dyplomatycznie, a w jej głosie znów pobrzmiewała nutka lekkiego rozbawienia, typowa dla rozmów o interesach. — Ale kontekst jest... cóż, bardzo aktualny. — Upiła kolejny łyk herbaty. — Na pewno wiesz, jak wygląda teraz Londyn. Wiele domów, nawet tych nietkniętych bezpośrednio przez ogień, nosi na sobie te dziwne... ślady. — Jej spojrzenie na ułamek sekundy stało się bardziej odległe, jakby patrzyła na ściany własnego kantoru. — Uparty swąd spalenizny, którego nie da się wywietrzyć. Czarne zacieki, powracające mimo prób ich usunięcia. Wygląda na to, że to jakaś paskudna, trwała klątwa.
Odstawiła kubek, przyjęła bardziej nonszalancką pozę.
— Znam kilku ludzi, którzy szukają sposobu, by to zdjąć, a świece są potrzebne jako katalizator do prób. — Wzruszyła lekko ramionami. — Rozumiem, że to nie jest usługa pierwszej potrzeby, biorąc pod uwagę skalę zniszczeń. Ale wolę sama poszukać dostępnych rozwiązań, zanim wpadną w ręce kogoś... bardziej "zaradnego" i cena za zdjęcie zwykłego zacieku zwariuje lub stanie się niedostępna. - wypowiedzi towarzyszyło delikatne krążenie dłoni.
Gdy Helloise usiadła naprzeciwko i potwierdziła chęć pomocy przy wianku, na ustach Ceolsige pojawił się ciepły, szczery uśmiech. Oczy delikatnie zalśniły.
— Wiedziałam, że doskonale zrozumiesz, o co mi chodzi — powiedziała cicho, a jej głos był pełen wdzięczności, która brzmiała zupełnie szczerze — Dziękuję Ci. Właśnie na takiej pomocy mi zależało.
Interesujące, ale po kolei pomyślała, czując kojący aromat naparu. Temat Kniei i osobliwego spojrzenia, jakie najpewniej miała Helloise był najpewniej niezwykle zajmujący. Na tyle zajmujący w jej opinii, że wolała więcej przestrzeni na jego zgłębianie. Toteż najpierw konkrety a potem zbada swoje podejrzenia odnośnie związku wydarzeń spalonej nocy z sytuacją w Kniei.
Gdy tylko Helloise wróciła do pracy i tematu świec, Ceolsige odprężyła się wewnętrznie. Z niemal niesłyszalnym szelestem materiału spódnicy, założyła nogę na nogę, opierając się wygodniej na krześle. Jej spojrzenie podążyło za rękami wiedźmy, a potem powędrowało w stronę paleniska, w wyczekiwaniu na charakterystyczny, słodkawy zapach, który wkrótce powinien wypełnić kuchnię.
Na pytanie o eksperyment zamrugała raz, jakby szybko ważyła słowa.
— Klient, jak to klient, nie był zbyt wylewny w szczegółach — zaczęła dyplomatycznie, a w jej głosie znów pobrzmiewała nutka lekkiego rozbawienia, typowa dla rozmów o interesach. — Ale kontekst jest... cóż, bardzo aktualny. — Upiła kolejny łyk herbaty. — Na pewno wiesz, jak wygląda teraz Londyn. Wiele domów, nawet tych nietkniętych bezpośrednio przez ogień, nosi na sobie te dziwne... ślady. — Jej spojrzenie na ułamek sekundy stało się bardziej odległe, jakby patrzyła na ściany własnego kantoru. — Uparty swąd spalenizny, którego nie da się wywietrzyć. Czarne zacieki, powracające mimo prób ich usunięcia. Wygląda na to, że to jakaś paskudna, trwała klątwa.
Odstawiła kubek, przyjęła bardziej nonszalancką pozę.
— Znam kilku ludzi, którzy szukają sposobu, by to zdjąć, a świece są potrzebne jako katalizator do prób. — Wzruszyła lekko ramionami. — Rozumiem, że to nie jest usługa pierwszej potrzeby, biorąc pod uwagę skalę zniszczeń. Ale wolę sama poszukać dostępnych rozwiązań, zanim wpadną w ręce kogoś... bardziej "zaradnego" i cena za zdjęcie zwykłego zacieku zwariuje lub stanie się niedostępna. - wypowiedzi towarzyszyło delikatne krążenie dłoni.
Gdy Helloise usiadła naprzeciwko i potwierdziła chęć pomocy przy wianku, na ustach Ceolsige pojawił się ciepły, szczery uśmiech. Oczy delikatnie zalśniły.
— Wiedziałam, że doskonale zrozumiesz, o co mi chodzi — powiedziała cicho, a jej głos był pełen wdzięczności, która brzmiała zupełnie szczerze — Dziękuję Ci. Właśnie na takiej pomocy mi zależało.