28.10.2025, 23:06 ✶
Niektórzy ludzie mieli szczęście w grach hazardowych. Jeszcze inni w miłości, a bywały też na tym świecie jednostki, które po prostu potrafiły ubrać się wprost idealnie do panującej na zewnątrz pogody. Sebastian nie mógł się pochwalić podobnym fartem w życiu. Miał za to jeden niepodważalny talent: ostatnimi czasy znajdował się w pobliżu Brenny Longbottom ilekroć w okolicy wybuchał jakiś kryzys. Czy ta kobieta została napiętnowana przez czarną magię, aby sprowadzać migreny na biednych kapłanów Pani Księżyca? A może Matka po prostu wiedziała, że jej wierne sługi są jedynymi osobami, które były w stanie wbić nieco rozsądku do głowy tej przerażającej kobiety?
Ech, powinien był już dawno zorientować się, że obecność brygadzistki na weselu Geraldine Yaxley i Ambrożego Greengrassa nie zwiastowała niczego dobrego. Jedna kryształowa czaszka, druga kryształowa czaszka, wydarzenia w Stonehenge, ta cała afera w mugolskim ośrodku turystycznym, och prawie zapomniał o repozytorium uwięzionych duchów na strychu emerytowanego egzorcysty... Powinien był ulotnić się tuż po odprawieniu głównej ceremonii; Matka była mu świadkiem wyszłoby mu to na zdrowie, biorąc pod uwagę napitki jakimi poczęstował go Gerard, żeby tylko zatrzymać go dłużej na weselu. A teraz... Kiedy był już tak blisko tego, aby wrócić ze spaceru nad jezioro i wrócić jedną z podstawionych karoc do Londynu... Ona pojawiła się na horyzoncie.
Macmillan zatrzymał się w pół kroku, jakby liczył, że jeśli znieruchomieje, to kobiety go nie zauważą. Może zaraz skręcą w kierunku lasu lub wrócą do namiotu nim zdadzą sobie sprawę z jego obecności zaledwie parę metrów dalej? Ty, która panujesz nad wszystkimi żywiołami, zaintonował bezgłośnie czarodziej, przymykając oczy. Niestety, nim zdołał na dobre się rozkręcić i wymodlić u Matki jeszcze jedno małe błogosławieństwo tego dnia, do jego uszu dotarły wołania panny młodej. Rozchylił ślepia. Nie był pewny, czy go zauważył - w okolicy kręciło się jeszcze parę osób - ale wiedział, że sumienie nie dałoby mu spać, gdyby teraz się ulotnił. Spuścił więc głowę i zbliżył się do Brenny i Geraldine.
— Światło Matki każdemu jest w stanie wskazać drogę do bezpiecznego schronienia — stwierdził sucho Sebastian w ramach powitania, wodząc wzrokiem między całą ekipą. — Pozostaje nam modlić się, aby nie zostało ono w żaden sposób przygaszone i dalej służyło za latarnię, która pozwala wyznaczyć kurs przez gęstwiny tutejszych lasów i kniei.
Zawiesił wymowne spojrzenie na Longbottomównie.
— Mam nadzieję, że będziesz się zachowywać odpowiednio. Naprawdę nie chcę dzisiaj znaleźć trzeciej Sama-Wiesz-Jakiej czaszki albo innego dziwnego artefaktu — dodał bardzo szybko, ale zaraz chrząknął cicho, jakby chciał w ten sposób uciąć ten temat. Zwrócił się ku Geraldine. — Którego wuja zgubiłyście?
Ech, powinien był już dawno zorientować się, że obecność brygadzistki na weselu Geraldine Yaxley i Ambrożego Greengrassa nie zwiastowała niczego dobrego. Jedna kryształowa czaszka, druga kryształowa czaszka, wydarzenia w Stonehenge, ta cała afera w mugolskim ośrodku turystycznym, och prawie zapomniał o repozytorium uwięzionych duchów na strychu emerytowanego egzorcysty... Powinien był ulotnić się tuż po odprawieniu głównej ceremonii; Matka była mu świadkiem wyszłoby mu to na zdrowie, biorąc pod uwagę napitki jakimi poczęstował go Gerard, żeby tylko zatrzymać go dłużej na weselu. A teraz... Kiedy był już tak blisko tego, aby wrócić ze spaceru nad jezioro i wrócić jedną z podstawionych karoc do Londynu... Ona pojawiła się na horyzoncie.
Macmillan zatrzymał się w pół kroku, jakby liczył, że jeśli znieruchomieje, to kobiety go nie zauważą. Może zaraz skręcą w kierunku lasu lub wrócą do namiotu nim zdadzą sobie sprawę z jego obecności zaledwie parę metrów dalej? Ty, która panujesz nad wszystkimi żywiołami, zaintonował bezgłośnie czarodziej, przymykając oczy. Niestety, nim zdołał na dobre się rozkręcić i wymodlić u Matki jeszcze jedno małe błogosławieństwo tego dnia, do jego uszu dotarły wołania panny młodej. Rozchylił ślepia. Nie był pewny, czy go zauważył - w okolicy kręciło się jeszcze parę osób - ale wiedział, że sumienie nie dałoby mu spać, gdyby teraz się ulotnił. Spuścił więc głowę i zbliżył się do Brenny i Geraldine.
— Światło Matki każdemu jest w stanie wskazać drogę do bezpiecznego schronienia — stwierdził sucho Sebastian w ramach powitania, wodząc wzrokiem między całą ekipą. — Pozostaje nam modlić się, aby nie zostało ono w żaden sposób przygaszone i dalej służyło za latarnię, która pozwala wyznaczyć kurs przez gęstwiny tutejszych lasów i kniei.
Zawiesił wymowne spojrzenie na Longbottomównie.
— Mam nadzieję, że będziesz się zachowywać odpowiednio. Naprawdę nie chcę dzisiaj znaleźć trzeciej Sama-Wiesz-Jakiej czaszki albo innego dziwnego artefaktu — dodał bardzo szybko, ale zaraz chrząknął cicho, jakby chciał w ten sposób uciąć ten temat. Zwrócił się ku Geraldine. — Którego wuja zgubiłyście?