Starała się to robić jak najbardziej delikatnie, ale niestety wbite szkło miało to do siebie, że bolało i raniło, a co gorsza wbite tamowały też krew. Nawet jeśli tej na twarzy nie było jakoś dużo, to i tak strużka popłynęła od razu, gdy wyciągnęła pierwszy odłamek i odłożyła go na szmatkę rozłożoną na kolanach. To samo zrobiła z drugim, trzecim i kolejnymi, na razie nie zawracając sobie głowy tą krwią, która zamierzała wytrzeć mu jak już oczyści jeden większy kawałek.
– Marcus, ładnie – stwierdziła po prostu, a Oliver mógł stwierdzić, że kobieta musiała się właśnie uśmiechnąć, lecz nie przerywała swojej pracy, bardzo skupiona na tym, by oczyścić mu odłamki przynajmniej przy jednym oku jak najszybciej, by móc przejść do drugiego. – Nie, jestem wolnym strzelcem. Ale ukończyłam magisterium uzdrowicielskie, jeśli o to się martwisz – była zatrudniana przez prywatną osobę, można tak to było określić, bo pracowała na wykopaliskach archeologicznych, ale posiadała wszelkie uprawnienia i pozwolenie na wykonywanie zawodu. Zaraz po tym, jak się przeprowadziła, złożyła w Ministerstwie wszystkie potrzebne dokumenty i czekała na zgody, nie chcąc narobić swoim kolegom z grupy problemów, akurat pod tym względem dopilnowała, żeby wszystko w papierach się zgadzało. – Jest… wszystko płonie. No prawie wszystko. Dużo budynków. Ludzie próbują gasić pożary, jest dużo rannych. Widziałam, że służby pomagają ewakuować niektórych z kamienic – odparła i westchnęła cicho. Gdyby mogła, to pomogłaby i z tym, ale nie potrafiła się rozdwoić, a poza tym, upewniła się już, że bardziej przyda się pomagając potrzebującym uzdrowicielsko. W Mungu musieli mieć teraz ogromne oblężenie. – Ludzie atakują siebie wzajemnie – dodała ciszej, przypominając sobie słowa Hannibala Selena, którego spotkała na samym początku tego koszmaru. – W radio podawali komunikat, że Londyn płonie i że chmury przybrały symbol zwiastujący śmierć. I żeby nie wypowiadać jego imienia – miała nieźle pojęcie o kogo chodzi, nie rozumiała za to co tu się działo i dlaczego nie wymawiać imienia.
Dzielnie pracowała dalej, szybko i sprawnie uwijając się z jednym okiem, próbując nie szczypać jego skóry za mocno, a koci wzrok bardzo jej teraz pomagał. Za chwilę nachyliła się do swojej skrzyneczki, wzięła stamtąd chustę, by przyłożyć ja bardzo delikatnie do lewego oka Olivera.
– Przytrzymaj tak chwilę, to oko już skończyłam, ale na razie go jeszcze nie otwieraj. Teraz przejdę do drugiego, a jak skończę z nim, to zajmie się resztą twarzy, dobrze?
// Przewaga: Animagia, Chimera (kocie oczy), Język angielski, Leczenie