27.10.2025, 15:51 ✶
Co jak co, ale nie spodziewała się zastać za ladą kobiety. Liczyła na Matiego, nikogo innego, a gdy za ladą dostrzegła kobietę, jej mina nieco... Się zmieniła. Najpierw brwi powędrowały w górę, potem głowa lekko się przekrzywiła. Znała ten tekst, Zachary witał ją milion razy tą wkurwiającą frazą, przez którą krew gotowała się w jej żyłach - uparł się, żeby dokuczać jej przez pieprzone drugie imię, którego szczerze nie znosiła. Zresztą: ona sama nie była mu dłużna, jak Merlin Charlie, tak Charlie Merlinowi, czy cośtam. Matiego też nie znosił, więc normalnie właśnie by tak odpowiedziała. Ale teraz odrobinę wbiło ją w ziemię.
- Że co, kurwa? - sapnęła, ściskając mocniej paczkę, którą zdążyła przełożyć spod pachy do rąk własnych, swoich, na których po raz pierwszy od dawna nie było śladów srebrzycy. Dobrze się jej wiodło, rumień poszedł w pizdu gdzieś na ramię i nie swędział, bo się nie denerwowała (chociaż bóg jej świadkiem, że za 6 dni zacznie). Lotte zmrużyła srebrne oczy, robiąc krok w stronę lady. Ale maleńki, malutki. Zatrzymała się w połowie. - A ty to kto niby?
Nie to, że widziała w kimkolwiek innym konkurencję, jeżeli chodziło o jego względy, bo co to, to nie, wszak formalnie nigdy nie przysięgali sobie wierności, poza tym wkurwiał ją jak jasna cholera, ale gdzieś w serduszku ukłuła ją zazdrość, że Burke mógłby pracować w jednym pomieszczeniu z kimś, kto wyglądał tak hot. I chociaż Charlotte zdecydowanie gustowała w mężczyznach, to jednak nie mogła nie docenić tego, jak wyglądała kobieta, która opierała się teraz o ladę. I zdecydowanie nie podobało jej się też to, że używa ich głupiego tekstu!
- Gdzie Burke? Mam coś dla niego - na przykład kopa w dupę, co to za głupie żarty. Już darowałaby mu wszystko, ale nie to, że mówił innym, jak ją wkurzać. Były granice.
- Że co, kurwa? - sapnęła, ściskając mocniej paczkę, którą zdążyła przełożyć spod pachy do rąk własnych, swoich, na których po raz pierwszy od dawna nie było śladów srebrzycy. Dobrze się jej wiodło, rumień poszedł w pizdu gdzieś na ramię i nie swędział, bo się nie denerwowała (chociaż bóg jej świadkiem, że za 6 dni zacznie). Lotte zmrużyła srebrne oczy, robiąc krok w stronę lady. Ale maleńki, malutki. Zatrzymała się w połowie. - A ty to kto niby?
Nie to, że widziała w kimkolwiek innym konkurencję, jeżeli chodziło o jego względy, bo co to, to nie, wszak formalnie nigdy nie przysięgali sobie wierności, poza tym wkurwiał ją jak jasna cholera, ale gdzieś w serduszku ukłuła ją zazdrość, że Burke mógłby pracować w jednym pomieszczeniu z kimś, kto wyglądał tak hot. I chociaż Charlotte zdecydowanie gustowała w mężczyznach, to jednak nie mogła nie docenić tego, jak wyglądała kobieta, która opierała się teraz o ladę. I zdecydowanie nie podobało jej się też to, że używa ich głupiego tekstu!
- Gdzie Burke? Mam coś dla niego - na przykład kopa w dupę, co to za głupie żarty. Już darowałaby mu wszystko, ale nie to, że mówił innym, jak ją wkurzać. Były granice.