• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander

[Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#13
27.10.2025, 14:54  ✶  
Pewnie miał rację.
Nie było miłości w uczuciach, którymi darzyła Donalda i nie było jej w piekle, które czarodziej by jej zafundował wiedząc o uczynionych grzechach. Pozwoliłaby mu. Pozwoliłaby na wszystko, byleby znaleźć się blisko jak maleńka ćma przy wielkiej lampie oliwnej.
Jesteś mój. Tylko mój. Niczyj inny. mruczałaby jak bury kot, całując blade powieki, policzki, usta. Chłodną skórę na wpół martwego mężczyzny.
Nie do medyków ty należysz. Nie do śmierci. Do mnie.. Spijałaby z jego warg resztkę posmaku amortencji i własnej krwi, modląc się by zapomniał o tej której przecież już ślubował. Nie potrzebował ich. Nie potrzebował nikogo poza nią.
Uczyń mnie panią na Mulciber Manor. żądałaby bezczelnie i okrutnie, nie przyjmując odmowy. Za żądania owe płacąc tym co miała - ciałem, myślą i posłuszeństwem. Prowadząc jego dłoń ku zapięciom trzymającym sukienkę w ryzach; pomagając odnaleźć to jedno wiązanie na udzie przy jedwabnej pończosze.

I w każdym tym geście poszukiwałaby Aleksandra coraz bardziej rozpaczliwie.
Jego spękanych ust. Jego pokrytych bliznami dłoni. Jego głodu.
Zmusiłaby go do zamknięcia oczu, nie mogąc znieść ich widoku. Jaka była wartość jasnych donaldowych źrenic, skoro nie mogła się w nich przeglądać jak w ulubionym lusterku? Nigdy nie potrafił spojrzeć na nią z miłością. Nie, nie miłością. Oddaniem. Pożądaniem. Uwielbieniem. Więc i ona nie chciała na niego patrzeć w ogóle.

Czy byłby wystarczający dla Lorien Crouch?
Pytanie, które zadawał sobie niejeden mężczyzna. Pytanie, na które nie było prostej odpowiedzi, bo żaden z nich nie był panem na Mulciber Manor. Żaden nie był Alexandrem. A on…
Jakie znaczenie miało czy założył tą czy inną szatę, gdy przez cały szkolny bal sterczał jak kołek pod ścianą i dopiero Greyback litościwie ukrócił jej upokorzenie? Dlaczego liczył na odwzajemnienie pocałunku w szkolnej bibliotece, gdy pewnie zaspany szepnąłby ciche „to ty Rosie?”, przypominając jej, że nigdy nie będzie nikim innym jak ulubioną siostrą z innej matki i ojca. Czy zostawienie otwartych drzwi zmieniłoby cokolwiek, skoro i tak tamtego wieczora spotkali się pod jej pomnikiem i bezczelnie stwierdził, że wykuty w marmurze nos jest stanowczo zbyt mało zadarty.

Wystarczyło żebyś powiedziała.
Ale dlaczego miała cokolwiek mówić, skoro powinien to zwyczajnie wiedzieć? Skoro kochał. Skoro pożądał. Dlaczego to on nigdy nie zapytał. Dlaczego nie zaryzykował gniewu ojców i nie zabrał jej starym zwyczajem? Nie miał problemu, żeby uczynić to po latach z Lorettą.
Dlaczego nie stworzył ich własnego Mulciber Manor, gdzieś pośród innych wrzosowisk, innych strumieni? Tego samego słońca. Byłaby zła. Oczywiście, że byłaby wściekła. Może przez pierwszy rok, może dwa. Ale przecież musiał wiedzieć, że w końcu nawet złość by przeminęła; że przyszedłby czas, gdy pojawiłaby się na progu sypialni, wyrwałaby mu z rąk czytaną książkę, z czystą premedytacją zamykając ją zanim zapamiętałby na której stronie skończył, tylko po to by z wyrzutem wymruczeć, że wcale się swoją żoną nie interesuje.
Bo po prawdzie, Lorien czuła, że mogłaby tak żyć. Przez krótki czas, bo tego nigdy przecież nie miała zbyt wiele. Ale mogłaby. Nauczyłaby się kochać inne wzgórza tak długo jak miałaby przy sobie Alexandra.

Ona wiedziała, że on ją kocha.
On wiedział, że ona kocha jego.
A jednak.. nie dał jej nazwiska. Przez tyle lat Alexander Mulciber zrobił wszystko, żeby nie dać nazwiska jedynej kobiecie, która go kochała. Zamiast tego wolał je ofiarować rozkapryszonej pannicy tylko po to, by nigdy nie przenieść jej przez próg własnego domostwa. Nie musiał się tłumaczyć. Przecież wiedziała, że zrobił na złość dziwce z Nokturnu, którą z kolei wybrał pewnie by wkurzyć babkę i ojca.
Kiedy tak bardzo zaczął nienawidzić swojej krwi, że znienawidził i jej? A może zawsze wiedział, że maledictusa nie bierze się za żonę. Nie kiedy znasz swoją powinność wobec rodziny.

Jaki kolor miały nici barwione żalem? Za jakimi odcieniami kryła się świadomość zmarnowanego czasu? Kiedy czerwień zmieniała się w czerń, a sieć obumierała?

Nie tego chcesz? Nie tego chciałaś?
Już nie śpiewała. Piosenka ugrzęzła w jej gardle jak źle przełknięte poczucie winy.
Nikomu innemu nigdy nie śpiewała. Nie miała przecie. dzieci, którym mogłaby nucić kołysanki. Nie miała w domu portretów, które zrozumiałyby słowa starych pieśni.
Nie odpowiedziała mu. Nie odezwała się słowem, bo przecież na odezwanie się tak naprawdę nie dostała zgody. Nie było już miejsca na dyskusje.
Czy tak patrzyła na niego matka? Nieprzytomna, zamknięta w świecie, gdzie przeszłość, przyszłość i teraźniejszość mieszały się ze sobą.
A może tak właśnie patrzyła Selina Ayers na swojego męża oszalałego z miłości.
Przesunęła niewidzące, zasnute mgłą zaklęcia spojrzenie na jego twarz, gdy po raz pierwszy złożył pocałunek na jej dłoni. Nie cofnęła jej, choć nie rozumiała czemu zbliżył usta do martwej, zszarzałej skóry pokrytej liszajami. Nie odpowiedziała. Nie miało żadnego znaczenia czego chcieli przegrani.

Nie znoszę gdy jesteś smutna.
Więc czemu mnie smucisz, Alexandrze Mulciberze?
Zdawała się pytać, choć jej usta pozostawały ściśnięte tak mocno, ze posiniały pod rozmazaną szminką.
Odmawiano jej tego portretu całe życie, ale żadna odmowa nie była u swych podstaw tak egoistyczna i okrutna.

Ośmioletnia Lorien siedziała w ogrodzie u stóp Adeline, opowiadając matce o pięknych śpiących portretach w rodzinnej galerii Mulciberów. “Też kiedyś taki będę mieć. Jak już zostanę panią żoną.” stwierdziła uparcie, bawiąc się kolorowymi spinkami do włosów. Matka jedynie zaśmiała się sucho, wiążąc włosy pierworodnej w grube warkocze. “To nie jest nasza tradycja.” Usłyszała jedynie w odpowiedzi, gdy czarownica odrobinę zbyt mocno przeczesała grzebieniem przez gęste loki. Nie poczuła jak matce drżą dłonie.

Siedemnastoletnia Lorien stała na progu ojcowskiego gabinetu, opierając się półprzytomna o framugę drzwi. Cuchnęła drogim winem. Tym samym, po którym butelkę trzymała w dłoniach.
“Zrobiłam co kazałeś. Zerwałam z nim.” Warknęła przez łzy. Philip Crouch nawet nie podniósł głowy znad elementu statku, który pieczołowicie montował w szklanej butelce. “Porozmawiaj z wujem… Przecież obiecałeś…” Przeszła w bardziej błagalne tony.
“To nie jest twoja rola. Idź już spać dziecko. Jutro zaczynasz staż.” Usłyszała w odpowiedzi, gdy czarodziej odesłał ją machnięciem ręki. Nie zauważyła jak ojcu drży głos.

Dwudziestopięcioletnia Lorien leżała na kamiennej posadzce zamku w Al-Karak mnąc w palcach stare zaproszenie ślubne. “To powinnam być ja. Przecież zasłużyłam… Zrobiłam wszystko tak jak powinnam.” pożaliła się starym, mugolskim freskom zdobiących ściany fortecy krzyżowców.
Nie zauważyła, że przepełnione milczeniem i gorącem powietrze drżało.

Trzydziestodwuletnia Lorien postukiwała niecierpliwie czubkiem obcasa, nawet nie patrząc na stojącego obok niej Roberta. Podpis. Jeden podpis dzielił ją od tego na co czekała całe swoje życie i opieszałość starego idioty ją tylko dodatkowo irytowała.
“Gratulacje pani Mulciber.” Stwierdził w końcu zmęczony urzędnik, podbijając ostatnią pieczęć i lakując intercyzę. “Jutro przyślemy kogoś do zmiany tabliczki na gabinecie. “ Zauważyła jak mężowi drgnął kącik ust w pewnym siebie uśmieszku.
Zignorowała go. Myślał, że wygrał wszystko, bo wszystkim były dla niego pieniądze. Tylko, że skarby w rodzinnej skrytce Gringotta były niczym w obliczu wieczności pod ciemnym niebem nad wrzosowiskami w Yorkshire.

Nie rozumiesz, że bym tego nie zniósł.
Cofnęła rozpaczliwie rękę, wyszarpując ją z uścisku.
- To miał być nasz portret. Nasze Mulciber Manor. Nasze…
Nagle zabrakło jej powietrza. Załkała.

Drżące w delirce dłonie poderwały się do własnej szyi, jakby w niej tkwił ból, nie w rozkołatanym sercu.
Rozpaczliwie zerwała z szyi złoty łańcuszek, by rzucić go moment później na kafelki. Brudny, nieważny, niemal żałośnie tandetny.
Przecież wygrał. Czego jeszcze od niej chciał?!
Jak śmiał czuć się przegranym, gdy to ona całe życie płaciła za jego tchórzostwo. Za jego upór.

Ile warta była Lorien Crouch? Prewett? Mulciber?
Nic. Wszystko.
- Nie chcę zająć miejsca przy boku pana na Mulciber Manor. Nie, gdy ten boi się śnić ze mną.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (8897), Lorien Mulciber (6880)




Wiadomości w tym wątku
[Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 17.08.2024, 15:15
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 31.12.2024, 00:01
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 09.01.2025, 20:17
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 18.02.2025, 14:04
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 19.02.2025, 23:12
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 20.02.2025, 15:39
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 21.02.2025, 19:43
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 29.03.2025, 09:54
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 06.04.2025, 18:05
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 02.08.2025, 07:04
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 02.09.2025, 23:26
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 23.10.2025, 11:37
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 27.10.2025, 14:54
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Alexander Mulciber - 26.12.2025, 08:51
RE: [Londyn, 26. sierpnia 1972] Cold war 1:13:42 | Lorien & Alexander - przez Lorien Mulciber - 02.01.2026, 01:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa