26.10.2025, 09:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2025, 09:49 przez Hannibal Selwyn.)
- ”Shall I stay, would it be a sin?...”
Łup!
Trzaśnięcie drzwi do sypialni wdarło się w mini recital Hannibala, który zamarł, ale tylko na chwilę. Biedny Henry ewidentnie czuł się źle. Selwyn sięgnął mokrą ręką po różdżkę i machnął w stronę czajnika, który zaczął cicho szumieć, podgrzewając wodę. Naczyń na szczęście nie było dużo i gdy skończył, przygotował do zalania trzy herbaty. A potem się rozkaszlał, bo wyciągnięta dramatycznie końcówka piosenki okazała się ponad jego siły.
Ten atak dobitnie pokazał, że wcześniejsze - u Mony i wczoraj przy kolacji - nie były na pokaz. Hannibal odwrócił się od kuchennego blatu i zaniósł się donośnym kaszlem, którego nie byłby w stanie stłumić, choćby chciał. Gęsta flegma zalegająca w oskrzelach odrywała się pod jego wpływem i utrudniała oddychanie, zmuszając do kolejnych prób jej odkrztuszenia. Lęk, który pojawił się zaraz za nią, nie pomagał.
Co jak to się nie skończy, jak się okaże że nie ma lekarstwa? Co jak to to jakaś epidemia i wszyscy umrzemy?! Na KASZEL!
Był w lepszym stanie, niż Henry, może dlatego, że porządnie się wyspał, a może dlatego, że w odróżnieniu od fotografa nie musiał cały dzień ciężko pracować. Bardzo chciał jakoś ulżyć przyjacielowi w cierpieniach. Ledwo jednak przestał nim szarpać kaszel, rozległo się pytanie do drzwi. Hannibal szybko przepłukał usta wodą i wypluł ją do pustego zlewu, na wszelki wypadek nie patrząc.
- Basilius, witaj! Chcesz herbaty? Akurat miałem zalewać! - wpuścił uzdrowiciela do mieszkania, wyglądającego jak przeciętne niewielkie mugolskie mieszkanie, na pierwszy rzut oka całkowicie niemagiczne.
- Słuchaj, jest sprawa. Jak widzisz, mieszkam u kolegi, bo u mnie się nie da po tych pożarach. On tak samo kaszle, jak ja, a w dodatku chyba ma gorączkę. Czy mógłbyś jemu też pomóc? Dopisz to do mojego rachunku - poprosił cicho. Nie potrzebował Lockharta protestującego przeciwko aktom podstawowej przyjacielskiej pomocy ani trochę bardziej, niż Lockharta umierającego na czarnomagiczną grypę. Czy co to tam było.
Wprowadził Basiliusa do dużego pokoju, który był duży tylko z nazwy. Translokacją zapędził parujący czajnik do zalewania herbaty i po chwili trzy kubeczki przyfrunęły łagodnie na stół w towarzystwie słoika miodu. Nie był to elegancki zestaw herbaciany, ale za to porcje gorącego naparu były solidne.
- Miód od mojej kuzynki, częstuj się. Podobno działa leczniczo na gardło - powiedział, słodząc herbatę dla siebie i Henry’ego - Mam go zawołać, czy chcesz nas obejrzeć po kolei? - wskazał ruchem głowy w stronę sypialni. W zależności od odpowiedzi Basiliusa był gotów zawołać Henry’ego albo zanieść mu kubek do jego pokoju.
Łup!
Trzaśnięcie drzwi do sypialni wdarło się w mini recital Hannibala, który zamarł, ale tylko na chwilę. Biedny Henry ewidentnie czuł się źle. Selwyn sięgnął mokrą ręką po różdżkę i machnął w stronę czajnika, który zaczął cicho szumieć, podgrzewając wodę. Naczyń na szczęście nie było dużo i gdy skończył, przygotował do zalania trzy herbaty. A potem się rozkaszlał, bo wyciągnięta dramatycznie końcówka piosenki okazała się ponad jego siły.
Ten atak dobitnie pokazał, że wcześniejsze - u Mony i wczoraj przy kolacji - nie były na pokaz. Hannibal odwrócił się od kuchennego blatu i zaniósł się donośnym kaszlem, którego nie byłby w stanie stłumić, choćby chciał. Gęsta flegma zalegająca w oskrzelach odrywała się pod jego wpływem i utrudniała oddychanie, zmuszając do kolejnych prób jej odkrztuszenia. Lęk, który pojawił się zaraz za nią, nie pomagał.
Co jak to się nie skończy, jak się okaże że nie ma lekarstwa? Co jak to to jakaś epidemia i wszyscy umrzemy?! Na KASZEL!
Był w lepszym stanie, niż Henry, może dlatego, że porządnie się wyspał, a może dlatego, że w odróżnieniu od fotografa nie musiał cały dzień ciężko pracować. Bardzo chciał jakoś ulżyć przyjacielowi w cierpieniach. Ledwo jednak przestał nim szarpać kaszel, rozległo się pytanie do drzwi. Hannibal szybko przepłukał usta wodą i wypluł ją do pustego zlewu, na wszelki wypadek nie patrząc.
- Basilius, witaj! Chcesz herbaty? Akurat miałem zalewać! - wpuścił uzdrowiciela do mieszkania, wyglądającego jak przeciętne niewielkie mugolskie mieszkanie, na pierwszy rzut oka całkowicie niemagiczne.
- Słuchaj, jest sprawa. Jak widzisz, mieszkam u kolegi, bo u mnie się nie da po tych pożarach. On tak samo kaszle, jak ja, a w dodatku chyba ma gorączkę. Czy mógłbyś jemu też pomóc? Dopisz to do mojego rachunku - poprosił cicho. Nie potrzebował Lockharta protestującego przeciwko aktom podstawowej przyjacielskiej pomocy ani trochę bardziej, niż Lockharta umierającego na czarnomagiczną grypę. Czy co to tam było.
Translokacja na zdalne zalanie herbatki
Rzut N 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
Wprowadził Basiliusa do dużego pokoju, który był duży tylko z nazwy. Translokacją zapędził parujący czajnik do zalewania herbaty i po chwili trzy kubeczki przyfrunęły łagodnie na stół w towarzystwie słoika miodu. Nie był to elegancki zestaw herbaciany, ale za to porcje gorącego naparu były solidne.
- Miód od mojej kuzynki, częstuj się. Podobno działa leczniczo na gardło - powiedział, słodząc herbatę dla siebie i Henry’ego - Mam go zawołać, czy chcesz nas obejrzeć po kolei? - wskazał ruchem głowy w stronę sypialni. W zależności od odpowiedzi Basiliusa był gotów zawołać Henry’ego albo zanieść mu kubek do jego pokoju.