25.10.2025, 20:56 ✶
Święta z brakującym członkiem rodziny zawsze stanowiły dziwną okoliczność. Świętowanie równonocy jesiennej zwykle bywało raczej miłe. Piło się grzaniec, jadło korzenne dyniowe przysmaki, a i można było pogadać z członkami rodziny, z którymi człowiek od dawna się nie widział. Florence natomiast... brakowało szczególnie. To ona zwykle była tą osobą, która wszystko organizowała. Ona sadzała gości na właściwych miejscach, mówiła, kiedy, jak, co i gdzie. Teraz siedziało się gdziekolwiek, a i z apetytem nie było najlepiej.
Icarus żałował, że nie było z nim Mony. Przy niej czuł, że gdzieś pasował. Jego miejsce było obok niej. Tu jednak od zawsze był bękartem. Zdążył się przyzwyczaić, pewnie. Nie miał innego wyjścia. Tyle, że z Mo choć przez chwilę poczuł, że mógł się nie czuć jak odszczepieniec.
Szczególnie ciężko było mu z alkoholem. Kiedy otrzymał kieliszek z winem, przez chwilę przyglądał się mu. Podniósł go, powąchał zawartość, wbrew rozsądkowi. Zapach alkoholu był oszałamiający. Mieszał mu w głowie, krzyczał "wypij mnie!". Krwista czerwień kusiła go tak, jakby był nie zwykłym czarodziejem, lecz wampirem. Nie. Nie mógł nawet przy tej trudnej okazji ulec tej pokusie. Obiecał Mo, że nie będzie pił. Obiecał to też sobie. Musiał dotrzymać tej przysięgi, bo inaczej... jakim byłby człowiekiem?
Nachylił się lekko w kierunku siedzącej obok niego Electry.
– Chciałabyś wypić moje wino? Przyjmę każdy pomysł na to, jak można by było dyskretnie to zrobić – uśmiechnął się krzywo. – Możesz skończyć swoje, a potem zamienimy się kieliszkami.
Upił odrobinę soku dyniowego, który dostał w szklance obok. Czuł się trochę, jak dzieciak. Dorośli pili alkohol, a on soczek. Przywoływało to nawet miłe wspomnienia. Takie z czasów, gdy może nie wszystko było dobrze, ale przynajmniej rodzina zbierała się w pełnym składzie.
Icarus żałował, że nie było z nim Mony. Przy niej czuł, że gdzieś pasował. Jego miejsce było obok niej. Tu jednak od zawsze był bękartem. Zdążył się przyzwyczaić, pewnie. Nie miał innego wyjścia. Tyle, że z Mo choć przez chwilę poczuł, że mógł się nie czuć jak odszczepieniec.
Szczególnie ciężko było mu z alkoholem. Kiedy otrzymał kieliszek z winem, przez chwilę przyglądał się mu. Podniósł go, powąchał zawartość, wbrew rozsądkowi. Zapach alkoholu był oszałamiający. Mieszał mu w głowie, krzyczał "wypij mnie!". Krwista czerwień kusiła go tak, jakby był nie zwykłym czarodziejem, lecz wampirem. Nie. Nie mógł nawet przy tej trudnej okazji ulec tej pokusie. Obiecał Mo, że nie będzie pił. Obiecał to też sobie. Musiał dotrzymać tej przysięgi, bo inaczej... jakim byłby człowiekiem?
Nachylił się lekko w kierunku siedzącej obok niego Electry.
– Chciałabyś wypić moje wino? Przyjmę każdy pomysł na to, jak można by było dyskretnie to zrobić – uśmiechnął się krzywo. – Możesz skończyć swoje, a potem zamienimy się kieliszkami.
Upił odrobinę soku dyniowego, który dostał w szklance obok. Czuł się trochę, jak dzieciak. Dorośli pili alkohol, a on soczek. Przywoływało to nawet miłe wspomnienia. Takie z czasów, gdy może nie wszystko było dobrze, ale przynajmniej rodzina zbierała się w pełnym składzie.