- Wiesz, na początku trochę się bałam, mimo wszystko. Nigdy nie wiadomo, jak wyjdzie w praktyce, plany przynajmniej mi zazwyczaj mocno się komplikowały. Może dlatego też jestem zdziwiona, że wszystko poszło tak gładko. Nie pozostaje nic innego, jak się cieszyć. - Panna Figg nie była przyzwyczajona, że coś w jej życiu układało się bez żadnych komplikacji. Los zazwyczaj rzucał jej kłody pod nogi, tym razem jednak wszystko szło po jej myśli. Może swoje już po prostu wycierpiała i był to ten moment, kiedy wszystko miało się ułożyć? Nauczona jednak doświadczeniem czekała, aż gdzieś coś pójdzie nie tak. Nie przyzwyczajała się do dobrego, bo wiedziała, że może to być chwilowe.
- Może w weekend po Beltane wpadniecie na tort? Na pewno Mabel by się ucieszyła, właściwie, to można zorganizować takie niewielkie spotkanie dla kilku najbliższych osób, dzieciaki lubią niespodzianki.- Miała świadomość, że wszyscy byli mocno zaangażowani w zbliżający się sabat, warto by było więc zorganizować coś po nim. Nie myślała o tym wczesniej, jednak pomysł na który wpadła przed chwilą wydawał jej się być naprawdę dobry.
Nora była ostatnią osobą, która oceniłaby Brennę. Wiedziała w co się angażuje, miała świadomość też jaka jest Brenna. Zdawała sobie sprawę, że wolałaby umrzeć niż podzielić się informacjami na temat swoich najbliższych. Podczas trwania konfliktu mogły się zdarzyć różne sytuacje, a oprawcy korzystali z obrzydliwych metod i przemocy. Rozumiała podejście Longbottom, wiedziała z czego wynika. - Rozumiem Brenna.- Spojrzenie Nory było smutne, wcale nie tak łatwo przychodziło jej wysłuchiwanie takich słów. W końcu Longbottom była jej przyjaciółką, powinna jej powiedzieć, że to głupi pomysł, jednak przez to, że żyły w takich okropnych czasach czuła, że nie może tego zrobić. Pojawiało się wiele dylematów. - Wiem o tym Bren, wy wszyscy ryzykujecie. Kto wie, co mogliby Ci zrobić, gdyby Cię wzieli żywcem, mam wrażenie czasem, że śmierć jest najlepszym, co może się przytrafić. - W końcu bolesne tortury mogły trwać bez końca, a tego Nora nie życzyłaby nawet najgorszemu wrogowi.
- Poszukam czegoś, jak najmniej bolesnego, działającego z opóźnieniem, chociaż liczę, że nie będziesz musiała jednak z tego korzystać. - Wiedziała, że to była ostateczność, uważała też, że Brenna bardzo rozsądnie podchodzi do całej sprawy. Przemyślała to na pewno bardzo dokładnie. Nora zamierzała jej dać to, czego potrzebowała. Od tego w końcu była, może nie walczyła różdzką, jednak pomagała członkom organizacji w inny sposób, była otwarta na ich propozycje, nawet kiedy dochodziło to takich nie za wygodnych próśb. - Nie przepraszaj mnie, rozumiem, czym się kierujesz, to naprawdę wymaga odwagi, od zawsze tak mocno się troszczysz o innych.- Była w stanie oddać życie, aby strzec tajemnic.
- Myślę, że alkohol może mi dobrze zrobić. - W końcu był lekarstwem na wszystkie problemy i bardzo skutecznie otumaniał choć na moment.