21.10.2025, 01:23 ✶
- Trochę tak wyglądają w sumie... nawet nie eksperyment, bo można barwić niektóre kwiaty przez regularne wystawianie je na działanie barwników, na przykład w wodzie - odpowiedziała, również wodząc spojrzeniem bo kolczastych krzewach, które obsypane były czarnymi pąki. To było niezwykłe, ale tylko dlatego że podobno stało się to nagle i nikt się tego nie spodziewał, a już szczególnie właściciele samego ogrodu. W innych przypadkach pewnie bardzo łatwo byłoby stwierdzić, że ktoś odpowiednio te rośliny nawoził i to tyle. Ale w pewien sposób, nawet jeśli wcale nie chodziły ścieżkami długo, Maida Vale wydawała się Dorze nieco bardziej... drapieżna. Było w niej odrobinkę więcej ciszy, jakby cieszące się spokojem zarośli elfy starały się nieco bardziej nie rzucać w oczy.
- Wzięłam sekator - wyszeptała Crawleyówna, jakby właśnie przyznawała się do posiadania najstraszliwszego narzędzia zbrodni i planowania co najmniej seryjnego morderstwa. Nie chciała zabierać niczego, co nie było jej, ale pewne rzeczy robiło się dla nauki, szczególnie kiedy to były przemijające kwiaty. Bo dziewczyna nie wątpiła, że te przekwitną równie szybko jak ich czerwone koleżanki. - I nie zamierzałabym, mieszkałby w piwnicy w Księżycowym Stawie, tam gdzie sobie rozłożyliśmy narzędzia rzemieślnicze i kociołki - dodała jeszcze, dla porządku dziennego.
Zrobiły jeszcze parę kolejnych kroków, kiedy do uszu dziewczyny też doszło dziwne brzęczenie. Przystanęła koło Brenny, przez moment nasłuchując razem z nią, aż wreszcie spojrzała na nią porozumiewawczo i kiwnęła głową. To był charakterystyczny, obcy dźwięk, który nie pasował do ogrodowego spokoju. Dobiegał gdzieś z dołu, jakby wzywając do siebie kogokolwiek kto go usłyszy, Dora więc przyklęknęła, łowiąc kątem oka pulsujące, delikatne światełko, a palce jak na komendę zagłębiły się w miękkiej, wilgotnej ziemi.
- To jakiś... flakonik? - powiedziała, przecierając znalezisko i przyglądając się jego powierzchni. Był nawet ładny i miał na sobie wytłoczoną różę, a w środku połyskiwał srebrzysty płyn. Crawley podniosła go ku górze, do światła i powoli obróciła, przyglądając się jak ciecz przelewa w środku. Ale co ważniejsze, kiedy tylko to zrobiła, bez namysłu spróbowała go otworzyć, mrucząc pod nosem - Ciekawe, co jest w środku. - chciała to przede wszystkim powąchać, nie dotykając tego co znajdowało się wewnątrz, ale buteleczka, kiedy tylko poczuła że ktoś grzebie przy zakrętce, nagrzała się dziwacznie. - Oj - zdążyła tylko powiedzieć Dora, zanim flakonik rozpłynął się jej w rękach. Nie, nie pękł - rozpłynął się. Dziewczyna wybałuszyła oczy, ale posiadała na tyle przytomności, żeby po chwili - może wyczekiwania, czy aby się jej zaraz i ręce nie rozpłynął - pochyliła nos nad własnymi dłońmi, żeby powąchać czym pachniały pozostałości buteleczki i tego co miała w środku. - Nic mi nie jest - powiedziała jeszcze pośpiesznie, zaciągając się zapachem.
// wop ◉◉◉◉○ na wąchanie pozostałości po flakoniku
- Wzięłam sekator - wyszeptała Crawleyówna, jakby właśnie przyznawała się do posiadania najstraszliwszego narzędzia zbrodni i planowania co najmniej seryjnego morderstwa. Nie chciała zabierać niczego, co nie było jej, ale pewne rzeczy robiło się dla nauki, szczególnie kiedy to były przemijające kwiaty. Bo dziewczyna nie wątpiła, że te przekwitną równie szybko jak ich czerwone koleżanki. - I nie zamierzałabym, mieszkałby w piwnicy w Księżycowym Stawie, tam gdzie sobie rozłożyliśmy narzędzia rzemieślnicze i kociołki - dodała jeszcze, dla porządku dziennego.
Zrobiły jeszcze parę kolejnych kroków, kiedy do uszu dziewczyny też doszło dziwne brzęczenie. Przystanęła koło Brenny, przez moment nasłuchując razem z nią, aż wreszcie spojrzała na nią porozumiewawczo i kiwnęła głową. To był charakterystyczny, obcy dźwięk, który nie pasował do ogrodowego spokoju. Dobiegał gdzieś z dołu, jakby wzywając do siebie kogokolwiek kto go usłyszy, Dora więc przyklęknęła, łowiąc kątem oka pulsujące, delikatne światełko, a palce jak na komendę zagłębiły się w miękkiej, wilgotnej ziemi.
- To jakiś... flakonik? - powiedziała, przecierając znalezisko i przyglądając się jego powierzchni. Był nawet ładny i miał na sobie wytłoczoną różę, a w środku połyskiwał srebrzysty płyn. Crawley podniosła go ku górze, do światła i powoli obróciła, przyglądając się jak ciecz przelewa w środku. Ale co ważniejsze, kiedy tylko to zrobiła, bez namysłu spróbowała go otworzyć, mrucząc pod nosem - Ciekawe, co jest w środku. - chciała to przede wszystkim powąchać, nie dotykając tego co znajdowało się wewnątrz, ale buteleczka, kiedy tylko poczuła że ktoś grzebie przy zakrętce, nagrzała się dziwacznie. - Oj - zdążyła tylko powiedzieć Dora, zanim flakonik rozpłynął się jej w rękach. Nie, nie pękł - rozpłynął się. Dziewczyna wybałuszyła oczy, ale posiadała na tyle przytomności, żeby po chwili - może wyczekiwania, czy aby się jej zaraz i ręce nie rozpłynął - pochyliła nos nad własnymi dłońmi, żeby powąchać czym pachniały pozostałości buteleczki i tego co miała w środku. - Nic mi nie jest - powiedziała jeszcze pośpiesznie, zaciągając się zapachem.
// wop ◉◉◉◉○ na wąchanie pozostałości po flakoniku
Rzut PO 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!