17.10.2025, 22:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2025, 23:03 przez Anthony Shafiq.)
Anthony milczał przez dłuższą chwilę. Kalkulował. Rozważał.
W kontaktach z pracownikami, zwłaszcza obracającymi się w OMSHMie był daleko w tyle za Jonathanem i była to frustracja z któr musiał sobie radzić od Spalonej Nocy, czyli od momentu, kiedy znów nieco sumienniej zaczął podchodzić do godzin w pracy, którą to pracę według niepisanych standardów powinno wykonywać się wewnątrz ministerialnego ula. Z Lovegoodem to mogło i tak nie działać, nie tylko przez wzgląd na oklumencję, ale również przez to, że mężczyzna był tu w pewien sposób nowy.
Tymczasem nie mógł poprosić Jonathana o pomóc. Bardzo nie chciał tego robić. Czasem powrót do pierwszych chwil, do pierwszych kroków w ustalaniu zasad współpracy była bardzo, bardzo trudna.
- Proszę o wybaczenie, to ja nie byłem dość precyzyjny przy naszym pierwszym, drugim spotkaniu. Skupiliśmy się też na części biurowej, kiedy organizacja mojego kalendarza wykracza z oczywistych względów poza te korytarze. Niestety, czego wiele osób w Departamencie Skarbu nie rozumie, większość spraw tak na prawdę, załatwiam w innych godzinach pracy, robiąc działania inne, niż te zapisane w umowie. W pewnym sensie... całe moje funkcjonowanie jest działaniem na rzecz Departamentu. Czego najlepszym dowodem jest umowa kambodzańska, którą udało mi się osiągnąć na swojej prywatnej posesji w pewien miły kwietniowy wieczór zawierający w sobie całkiem sporo wina. Szczęśliwie następnego dnia syn arcymaga wszystko pamiętał. Reszta to... bardzo ważne, ale wciąż... tylko dopięcie formalności. Polityka jednak wzrasta w zupełnie innych ogrodach niż te podziemne. - Możliwe, że dla Lazarusa były to sprawy oczywiste, choć Anthony wolał tego nie zakładać. Mężczyzna zdawał się oczywiście rozumieć wiele zależności, a sposób w jaki opisał coś co mogłoby być przedstawione przed sądem jako "łapówka", był bardzo dobrze rokujący. Shafiq jednak otrzymał w niedawnym czasie lekcję pokory, że pewnych rzeczy lepiej było nie zakładać, a dogadać, szczeglnie że docelowo ich współpraca miała być o wiele bardziej ciasna.
- Zarządzaniem moim majątkiem w kraju w większości zajmuje się Wergiliusz, mój skrzat. Niestety przy kilku formalnościach potrzebna jest ingerencja maga, a ja nie zawsze mam czas, albo pamięć, by tych formalności dopełniać. - Uciekł wzrokiem na półki z segregatorami, idealnie równiótko ułożoną dokumentacją do której nie zaglądał chyba już od trzech lat.
- Zawsze też doceniałem obieg informacji drogą mniej oficjalną. Wiem, że Lisa miała rozbudowane znajomości pośród asystentów innych Departamentów i to jest sieć może nie tyle warta odzyskania jeden do jednego, ale ufam, że znajdzie pan odpowiednie drogi i przypielęgnuje te, które już ma. - Co jeszcze, co jeszcze... sprawy najczęciej rodziły się "na bieżąco", a nie dało się ukryć wpływu otaczającej rzeczywistości, okazji, które przychodziły i odchodziły, a on łapał się ich dość spontanicznie.
Zwłaszcza teraz, gdy Londyn spłonął.
- Jak pan zdążył zapewne zauważyć, zbieram materiały wokół tematu oklumencji, po wydarzeniach Spalonej Nocy jestem bardziej niż przekonany, że to umiejętność, która została przez lata zaniedbana i wymaga szerokiego rozpropagowania... Ale to działanie drugiego toru, jeśli przeszkadza panu w pracy, nie będę więcej zawracał głową weryfikowaniem bibliografii. Poza działalnością w Ministerstwie, zajmuje się działalnoscią charytatywną i szeroko pojętą filantropią. Jeśli będę potrzebował pana wsparcia w tym zakresie, dam znać. - zawahał się, ale tylko przez moment. - Jeśli w czymkolwiek czułby się pan niezręcznie, lub miał wątpliwość czy nie wykracza to ponad pana pomożliwości, to proszę dac mi znać. - Poprosił, choć trochę brzmiało to jak pułapka, o czym zdał sobie sprawę, jak tylko wypowiedział własne słowa. Nie zamierzał się z nich jednak wycofywać w żadnej mierze. Zamiast tego poczekał na odpowiedź asystenta, dając mu przestrzeń do podzielenia się własną refleksją lub kto wie, czekając na przestrzeń, aby kontynuować rozmowę o oklumencji, która wydawała mu się o wiele łatwiejszą do przeprowadzenia - znany grunt współdzielonej przed laty nauki.
W kontaktach z pracownikami, zwłaszcza obracającymi się w OMSHMie był daleko w tyle za Jonathanem i była to frustracja z któr musiał sobie radzić od Spalonej Nocy, czyli od momentu, kiedy znów nieco sumienniej zaczął podchodzić do godzin w pracy, którą to pracę według niepisanych standardów powinno wykonywać się wewnątrz ministerialnego ula. Z Lovegoodem to mogło i tak nie działać, nie tylko przez wzgląd na oklumencję, ale również przez to, że mężczyzna był tu w pewien sposób nowy.
Tymczasem nie mógł poprosić Jonathana o pomóc. Bardzo nie chciał tego robić. Czasem powrót do pierwszych chwil, do pierwszych kroków w ustalaniu zasad współpracy była bardzo, bardzo trudna.
- Proszę o wybaczenie, to ja nie byłem dość precyzyjny przy naszym pierwszym, drugim spotkaniu. Skupiliśmy się też na części biurowej, kiedy organizacja mojego kalendarza wykracza z oczywistych względów poza te korytarze. Niestety, czego wiele osób w Departamencie Skarbu nie rozumie, większość spraw tak na prawdę, załatwiam w innych godzinach pracy, robiąc działania inne, niż te zapisane w umowie. W pewnym sensie... całe moje funkcjonowanie jest działaniem na rzecz Departamentu. Czego najlepszym dowodem jest umowa kambodzańska, którą udało mi się osiągnąć na swojej prywatnej posesji w pewien miły kwietniowy wieczór zawierający w sobie całkiem sporo wina. Szczęśliwie następnego dnia syn arcymaga wszystko pamiętał. Reszta to... bardzo ważne, ale wciąż... tylko dopięcie formalności. Polityka jednak wzrasta w zupełnie innych ogrodach niż te podziemne. - Możliwe, że dla Lazarusa były to sprawy oczywiste, choć Anthony wolał tego nie zakładać. Mężczyzna zdawał się oczywiście rozumieć wiele zależności, a sposób w jaki opisał coś co mogłoby być przedstawione przed sądem jako "łapówka", był bardzo dobrze rokujący. Shafiq jednak otrzymał w niedawnym czasie lekcję pokory, że pewnych rzeczy lepiej było nie zakładać, a dogadać, szczeglnie że docelowo ich współpraca miała być o wiele bardziej ciasna.
- Zarządzaniem moim majątkiem w kraju w większości zajmuje się Wergiliusz, mój skrzat. Niestety przy kilku formalnościach potrzebna jest ingerencja maga, a ja nie zawsze mam czas, albo pamięć, by tych formalności dopełniać. - Uciekł wzrokiem na półki z segregatorami, idealnie równiótko ułożoną dokumentacją do której nie zaglądał chyba już od trzech lat.
- Zawsze też doceniałem obieg informacji drogą mniej oficjalną. Wiem, że Lisa miała rozbudowane znajomości pośród asystentów innych Departamentów i to jest sieć może nie tyle warta odzyskania jeden do jednego, ale ufam, że znajdzie pan odpowiednie drogi i przypielęgnuje te, które już ma. - Co jeszcze, co jeszcze... sprawy najczęciej rodziły się "na bieżąco", a nie dało się ukryć wpływu otaczającej rzeczywistości, okazji, które przychodziły i odchodziły, a on łapał się ich dość spontanicznie.
Zwłaszcza teraz, gdy Londyn spłonął.
- Jak pan zdążył zapewne zauważyć, zbieram materiały wokół tematu oklumencji, po wydarzeniach Spalonej Nocy jestem bardziej niż przekonany, że to umiejętność, która została przez lata zaniedbana i wymaga szerokiego rozpropagowania... Ale to działanie drugiego toru, jeśli przeszkadza panu w pracy, nie będę więcej zawracał głową weryfikowaniem bibliografii. Poza działalnością w Ministerstwie, zajmuje się działalnoscią charytatywną i szeroko pojętą filantropią. Jeśli będę potrzebował pana wsparcia w tym zakresie, dam znać. - zawahał się, ale tylko przez moment. - Jeśli w czymkolwiek czułby się pan niezręcznie, lub miał wątpliwość czy nie wykracza to ponad pana pomożliwości, to proszę dac mi znać. - Poprosił, choć trochę brzmiało to jak pułapka, o czym zdał sobie sprawę, jak tylko wypowiedział własne słowa. Nie zamierzał się z nich jednak wycofywać w żadnej mierze. Zamiast tego poczekał na odpowiedź asystenta, dając mu przestrzeń do podzielenia się własną refleksją lub kto wie, czekając na przestrzeń, aby kontynuować rozmowę o oklumencji, która wydawała mu się o wiele łatwiejszą do przeprowadzenia - znany grunt współdzielonej przed laty nauki.