Nie da się ukryć, że jedną z cech, które ją charakteryzowały była upartość, z którą nie zawsze dało się coś zrobić. Geraldine czasem potrafiła sobie coś ubzdurać i trzymać się tego pomysłu tylko dlatego, że tak sobie wymyśliła. Poniekąd przez to próbowała przepchnąć te stare, zniszczone, wysłużone trepy. Nie mogła sobie zarzucić, że nie spróbowała, chociaż przecież odpowiedź była całkiem przewidywalna. Mogła się spodziewać, jakie zdanie na ten temat będzie miała Ursula, postanowiła je zaakceptować, zastosować się też do tego, co jej zasugerowała. W końcu ona - jako osoba doświadczona wiedziała lepiej, to nie był dzień, w którym Yaxleyówna była gotowa walczyć o takie nic nieznaczące pierdoły. To były tylko buty, czyż nie? Posłuchała rady, wybrała te mniej kontrowersyjne obuwie, które miało spowodować, że ten dzień będzie jeszcze bardziej wyjątkowy.
- Też prawda. - Słowa Lestrange miały sens, oczywiście. Co za dużo to niezdrowo, czasem przez przeszłość mogło zabraknąć miejsca na to, co miało nadejść. Jeśli się w sobie za bardzo dusiło to co było... można stracić to co miało nadejść. Całkiem sensowne założenie.
Starała sobie pozwolić zrozumieć, dzisiaj odpuszczała, nie była tak zawzięta w swoich postanowieniach, to miał być miły i przyjemny dzień, na który czekała od lat, nie wydawało jej się, by buty, które miała założyć miały mieć na to jakiś większy wpływ, zresztą stawała się nowym człowiekiem, poniekąd. Dobrze by było więc się do tego dostosować na każdy możliwy sposób.
- Poniekąd tak, jednak gdyby nie Ty nie mogłabym uczynić tej sukni wyjątkową. - Wydawało jej się to być całkiem proste. Zresztą powątpiewała też w to, że udałoby się jej tak szybko zorganizować odpowiednią sukienkę, a na pewno nie taką wyszukaną jak ta, która była szyta pod Ursulę. Geraldine pewnie skończyłaby ubrana w jedną z wielu, bardzo podobnych do siebie sukienek, które aktualnie były w modzie. Doceniała więc to, że miała możliwość skorzystać z czegoś innego.
Ubrała w końcu te nieszczęsne pantofle, a chwilę po tym rozległo się pukanie do drzwi, najwyraźniej Gerard już się po nią zjawił, co siedemnasta miała wybić już za moment. To był czas, aby w końcu opuściła swoją bezpieczną przestrzeń. Czuła ogromną ekscytację z tym związaną.