Iskra poszła, a beczka prochu eksplodowała. Dobrze, że na razie teoretycznie, chociaż Charlotte była całkowicie rozsierdzona.
Jak się powiedziało A, teraz trzeba było powiedzieć B. Skoro zdążył już ją wkurwić, musiał jej wysłuchać. Trzeba było ponosić cenę swoich win czy grzechów, a nawet wypić piwo, które się nawarzyło. Tym razem było tego trunku za dużo na ich dwójkę.
Stanley jej słuchał uważnie, całkowicie ignorując furię w jaką wpadła. Rozlany alkohol? Trudno. Pet na podłodze? Trudno. Jak miała zamiar się wykrzyczeć w tej chwili, miała do tego możliwość, bo nie oszukujmy się - część winy za jej zachowanie, należała właśnie do Borgina. Druga część - większa - mówiła, że dała się sprowokować, co nie rokowało zbyt dobrze na Nokturnie.
Nie przerywał jej. Czekał, aż skończy albo chociaż powstanie ramka czasowa, która pozwoli powiedzieć parę słów od siebie.
- Może i Alexander ma cię w poważaniu ale rodzina jest większa. Mulciberów jest jak królików na tym świecie. W kurwę - mówił powoli, a w między czasie dogasił papierosa - Nie wiem co Duncan zostawił w testamencie, bo chuj cały mnie to obchodziło. Kim w ogóle jest Duncan? Nie ważne. Nie ma to żadnego znaczenia w tej chwili. Nic nie zmienia - zastukał melodycznie w blat - Jak trzeba to niech się udławi tymi kartkami. Nie mam zamiaru was godzić. Chcecie się nienawidzić, droga wolna. Możesz nawet rzucić na niego klątwę nieurodzaju, aby już nigdy nie był w stanie niczego wywróżyć
Przyglądał się jej przez chwilę, a następnie sięgnął po chusteczki, które miał schowane w jednej z szuflad. Postawił całe pudełko na przodzie biurka, aby mogła sięgnąć i ewentualnie skorzystać.
- Dzięki. Zawsze doceniam miłe słowa - zapewniam - Jak nie masz gdzie się udać to możemy ci pościelić z Francisem. Tu chociaż jest ciepło, Frantisek gotuje 3 posiłki dziennie, a i idzie wygrać jakąś monetę, tak jak widziałaś wcześniej - kontynuował swój wywód, powoli dobierając słowa - Uznajmy, że jestem twoim dłużnikiem za cynk o tym złodzieju. W Czarcim Oku było zimno w sierpniu, a teraz to musi być tam lodowato - stwierdził. Zapewne mało się mylił w tej kwestii. Z drugiej strony było bardzo miło, że poinformowała o tym przychlaście wcześniej. Wróg twojego wróga był twoim przyjacielem.
Borgin oparł się o blat, przejeżdżając dłonia po swojej szklance.
- Przemyśl moją propozycję. Lepsze to, niż tułanie się po Nokturnie - wskazał palcem na jej rany - Na to też mogę popytać, chociaż chuja wiem czy to się leczy, czy może nie leczy. Nie mniej jednak, mam odpowiednie znajomości u ludzi, którzy mogliby wiedzieć albo chociaż ogarnąć jakąś maść, cokolwiek zrobić - westchnął, opierając się o swój fotel. Nie znał się na leczeniu ale znał ludzi, którzy się znali.
- To jak?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972