13.10.2025, 14:41 ✶
Niedzielny poranek zastał ją w pokoiku gościnnym rodziców. Po spalonej nocy starała się ich częściej odwiedzać... z różnych powodów. Niestety poranki u rodziców miały w sobie coś kusząco rozleniwiającego i powolnie uspokajającego. Trochę jak wieczór przy kominku z książką albo konkretny eliksir.
Toteż swobodnie wybrała się w podróż do Doliny na miotle. Pęd lodowatego, wilgotnego powietrza przynosił życia niemal jak chłód nadchodzącej śmierci. Leciała zaraz za deszczowymi chmurami, które zdawały się zraszać ziemię specjalnie przed nią, wypełniając powietrze charakterystycznym zapachem. Poświęciła tą chwilę by oddać się dziecięcej radości z nieskrępowanego latania zanim poważne sprawy wyciągną ku niej swoje kuszące dłonie. Jeszcze w locie zrezygnowała z kaptura i szala na rzecz chłodnych podmuchów na policzkach, które szarpały jej gruby luźnym warkoczem blond włosów.
Prawie z żalem przyjęła widok znajomej, dziwacznej, wiedźmiej chatki. Spowolniła lot, składając się do lądowania niemal jak w szkole. Dobrze jest poszaleć na wysokości ale przy ziemi manewrowała ostrożnie i z rozwagą. Butami, z chlupotem błota dotknęła ziemi i zsiadła z miotły. Specjalnie na ta okazję dobrała szarą spódnicę sięgającą ledwo za kolana oraz szary miotlarski płaszcz. Poprawiła spora skórzaną torbę przerzuconą przez ramię i przestawiła wajchę na miotle, która momentalnie zgięła się w dwóch przegubach z charakterystycznym klikiem ukrytych zapadek i trybików. Miotłę, która teraz przypominała zgrabną witkową paczkę, przerzuciła na pasku, przez ramię.
Na widok Helloise wyraźnie się rozpromieniła na rumianej od chłodu twarzy. Reakcja byłą dość szczera niezależnie od tego czy wynikała z widoku ekscentrycznej czarownicy czy z adrenaliny towarzyszącej podróży. Zaciągnęła się charakterystyczną mieszaniną zapachów. Ruszyła do wiedźmy dziarskim krokiem, niepomna na chlapanie butów.
- Cieszę się widząc Cię w dobrym zdrowiu moja droga. - Przywitała się zwyczajowym melodyjnym, uprzejmym głosem. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam o tak wczesnej porze. Musiałam koniecznie sprawdzić na własne oczy jak przygotowania do Mabon. Sprawy wydają się stabilizować?
Toteż swobodnie wybrała się w podróż do Doliny na miotle. Pęd lodowatego, wilgotnego powietrza przynosił życia niemal jak chłód nadchodzącej śmierci. Leciała zaraz za deszczowymi chmurami, które zdawały się zraszać ziemię specjalnie przed nią, wypełniając powietrze charakterystycznym zapachem. Poświęciła tą chwilę by oddać się dziecięcej radości z nieskrępowanego latania zanim poważne sprawy wyciągną ku niej swoje kuszące dłonie. Jeszcze w locie zrezygnowała z kaptura i szala na rzecz chłodnych podmuchów na policzkach, które szarpały jej gruby luźnym warkoczem blond włosów.
Prawie z żalem przyjęła widok znajomej, dziwacznej, wiedźmiej chatki. Spowolniła lot, składając się do lądowania niemal jak w szkole. Dobrze jest poszaleć na wysokości ale przy ziemi manewrowała ostrożnie i z rozwagą. Butami, z chlupotem błota dotknęła ziemi i zsiadła z miotły. Specjalnie na ta okazję dobrała szarą spódnicę sięgającą ledwo za kolana oraz szary miotlarski płaszcz. Poprawiła spora skórzaną torbę przerzuconą przez ramię i przestawiła wajchę na miotle, która momentalnie zgięła się w dwóch przegubach z charakterystycznym klikiem ukrytych zapadek i trybików. Miotłę, która teraz przypominała zgrabną witkową paczkę, przerzuciła na pasku, przez ramię.
Na widok Helloise wyraźnie się rozpromieniła na rumianej od chłodu twarzy. Reakcja byłą dość szczera niezależnie od tego czy wynikała z widoku ekscentrycznej czarownicy czy z adrenaliny towarzyszącej podróży. Zaciągnęła się charakterystyczną mieszaniną zapachów. Ruszyła do wiedźmy dziarskim krokiem, niepomna na chlapanie butów.
- Cieszę się widząc Cię w dobrym zdrowiu moja droga. - Przywitała się zwyczajowym melodyjnym, uprzejmym głosem. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam o tak wczesnej porze. Musiałam koniecznie sprawdzić na własne oczy jak przygotowania do Mabon. Sprawy wydają się stabilizować?