12.10.2025, 21:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2025, 21:28 przez William Lestrange.)
Rozejrzał się dookoła, zupełnie jakby potrzebował potwierdzenia kobiety, że faktycznie znajduje się na bagnach. Zmarszczył lekko brwi; w prawie niezauważalnym grymasie gościł niepokój, resztki groteski wydarzeń Beltane wciąż zamieszkiwały rubieże umysłu, uaktywnione leśnym fenomenem, bo w istocie, cóż to za zjawisko?
Wykorzystując chwilę skupienia, przechwycił zwinnie lecącego w ich stronę kalosza. Nie zastanawiał się długo nad swoim szczęściem, nie podważał też całego zajścia - wolał to niż dostanie obłoconym buciorem prosto w głowę. Po co tak właściwie próbował go łapać? Czy po spędzeniu z Helloise lata obudził się w nim element fizyczny, sadzenie grządek i zdrowy tryb życia? Szczerze wątpił, ale kalosz, przynajmniej był złapany. Brud mu nie przeszkadzał, ale mokra skarpetka już tak, przynajmniej na dłuższą mete. Skoro miał dziś tak dobry dzień, wpierw znalazł grzyby, potem przechwycił lecący w jego stronę przedmiot, to może i wyczyszczenie obuwia będzie udane?
2x Rozproszenie, edit: jeżeli mu wyszło, założył kalosza, jeżeli nie, stał z nim tak i gadał
- Dzięki - odparł, znów, z nutą paniki, jakby zapomniał, że w ogóle z kimś rozmawia. Uśmiech posłany w stronę kobiety był skrepowany, niezbyt właściwie można go tez było porównać do zwyczajowych grymasów - policzki Lestrange'a wydawały wysilać się i tworzyć dołeczki w sposób nienaturalny dla regularnej ekspresji twarzy mężczyzny.
- Wspaniale, miejmy nadzieje, że nie jest to też niczyje inne bagno i, że nie zażąda moich bagiennych grzybów. Przywiązałem się do nich - prawdą było, że po komentarzu nieznajomej chciał sprawdzić właściwości zebranych, jak mu się wcześniej wydawało, borowików. Bo cóż skłoniło je, aby rosnąć w takim miejscu? - zbieram składniki do eliksirów. Knieja jest aktualnie poza zasięgiem, a też tu jest mi bliżej - kontynuował, niezrażony.
- Nie zauważyłem, że dotarłem aż na bagna, tak po prawdzie - przyznał, również niezbyt się kłopocząc. Właściwie jego ton nie wyrażał żadnej innej emocji niż dziwnie narzuconego entuzjazmu, jakby poczuwał się w obowiązku, aby nie traktować rozmówczyni monotonem, bo została mu już w zżyciu zwrócona uwaga, że takowymi praktykami odrzuca od siebie ludzi.
- Żaby? Brzmi ekscytująco. Do badań? Czy ... tak po prostu? - spojrzał na nią z czystą ciekawością w oczach - Albo do sprzedaży? Muszę przyznać, że na pewno jakaś żaba tez mi się przyda. Dopóki nie odpowiesz mi na pierwsze pytanie wolę nie wnikać w szczegóły do czego takiego by mi się przydała, nie chciałbym urazić twoich uczuć, jeżeli - machnął ręką w powietrzu, pstrykając, starając przypomnieć sobie słowo, jakie najbardziej odda jego aktualne odczucia - jeżeli udamawiasz te żaby i prowadzisz jakieś takie wiesz, terraria. One chyba żyją w terrariach, jeżeli nie są w naturze, prawda? Nigdy nie hodowałem żadnych stworzeń - przyznał, o wiele bardziej będąc pochłonięty konceptem żab i grzybów, niż personaliów poznanej osoby.
Po chwili, olśniło go jednak.
- A właśnie, nie znamy się, oczywiste, William - podał rozmówczyni rękę, nie siląc się na zbytnio skostniałe powitania czy utrzymywanie dystansu. Nie użył nazwiska, bo było dla niego nieistotne.
- Co do tych grzybów, interesuje cię dywagowanie na temat czemu tak wcześnie, tak dużo i na bagnach? - dopytał, nie chcąc zanudzać. Zdawał sobie sprawę, że niektórzy woleli zgoła inne tematy, aby umilić sobie dzień.
Wykorzystując chwilę skupienia, przechwycił zwinnie lecącego w ich stronę kalosza. Nie zastanawiał się długo nad swoim szczęściem, nie podważał też całego zajścia - wolał to niż dostanie obłoconym buciorem prosto w głowę. Po co tak właściwie próbował go łapać? Czy po spędzeniu z Helloise lata obudził się w nim element fizyczny, sadzenie grządek i zdrowy tryb życia? Szczerze wątpił, ale kalosz, przynajmniej był złapany. Brud mu nie przeszkadzał, ale mokra skarpetka już tak, przynajmniej na dłuższą mete. Skoro miał dziś tak dobry dzień, wpierw znalazł grzyby, potem przechwycił lecący w jego stronę przedmiot, to może i wyczyszczenie obuwia będzie udane?
2x Rozproszenie, edit: jeżeli mu wyszło, założył kalosza, jeżeli nie, stał z nim tak i gadał
Rzut N 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- Dzięki - odparł, znów, z nutą paniki, jakby zapomniał, że w ogóle z kimś rozmawia. Uśmiech posłany w stronę kobiety był skrepowany, niezbyt właściwie można go tez było porównać do zwyczajowych grymasów - policzki Lestrange'a wydawały wysilać się i tworzyć dołeczki w sposób nienaturalny dla regularnej ekspresji twarzy mężczyzny.
- Wspaniale, miejmy nadzieje, że nie jest to też niczyje inne bagno i, że nie zażąda moich bagiennych grzybów. Przywiązałem się do nich - prawdą było, że po komentarzu nieznajomej chciał sprawdzić właściwości zebranych, jak mu się wcześniej wydawało, borowików. Bo cóż skłoniło je, aby rosnąć w takim miejscu? - zbieram składniki do eliksirów. Knieja jest aktualnie poza zasięgiem, a też tu jest mi bliżej - kontynuował, niezrażony.
- Nie zauważyłem, że dotarłem aż na bagna, tak po prawdzie - przyznał, również niezbyt się kłopocząc. Właściwie jego ton nie wyrażał żadnej innej emocji niż dziwnie narzuconego entuzjazmu, jakby poczuwał się w obowiązku, aby nie traktować rozmówczyni monotonem, bo została mu już w zżyciu zwrócona uwaga, że takowymi praktykami odrzuca od siebie ludzi.
- Żaby? Brzmi ekscytująco. Do badań? Czy ... tak po prostu? - spojrzał na nią z czystą ciekawością w oczach - Albo do sprzedaży? Muszę przyznać, że na pewno jakaś żaba tez mi się przyda. Dopóki nie odpowiesz mi na pierwsze pytanie wolę nie wnikać w szczegóły do czego takiego by mi się przydała, nie chciałbym urazić twoich uczuć, jeżeli - machnął ręką w powietrzu, pstrykając, starając przypomnieć sobie słowo, jakie najbardziej odda jego aktualne odczucia - jeżeli udamawiasz te żaby i prowadzisz jakieś takie wiesz, terraria. One chyba żyją w terrariach, jeżeli nie są w naturze, prawda? Nigdy nie hodowałem żadnych stworzeń - przyznał, o wiele bardziej będąc pochłonięty konceptem żab i grzybów, niż personaliów poznanej osoby.
Po chwili, olśniło go jednak.
- A właśnie, nie znamy się, oczywiste, William - podał rozmówczyni rękę, nie siląc się na zbytnio skostniałe powitania czy utrzymywanie dystansu. Nie użył nazwiska, bo było dla niego nieistotne.
- Co do tych grzybów, interesuje cię dywagowanie na temat czemu tak wcześnie, tak dużo i na bagnach? - dopytał, nie chcąc zanudzać. Zdawał sobie sprawę, że niektórzy woleli zgoła inne tematy, aby umilić sobie dzień.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated