12.10.2025, 21:03 ✶
Imajl odesłał liścik, a Charlotte zjawiła się jakiś czas później - godzinę, może dwie po tym, jak gęś okrzyczała "Matthew", nasyczała na niego i nastroszyła piórka, jakby chciała mu powiedzieć, że ma szczęście, że nie wpieprzyła tego listu razem z jego ręką. Cud, że to ptaszysko nie nasrało na parapet - ptaszysko wydawało się mieć taki sam temperament, co jego właścicielka, chociaż Lotte chyba raczej nie srała na parapety. Raczej... Kto wie? Była w końcu, jak już sam Borgin zauważył, srogo pierdolnięta i wydawała się być typem osoby, która dla czystej złośliwości mogłaby to zrobić, nawet jeżeli to było obrzydliwe.
Gdy Charlotte weszła do Gębiny, najpierw rozejrzała się z ciekawością. Słyszała o tym miejscu, ale jakoś nie było jej tu po drodze do tej pory. Ciocia Lorien mówiła, żeby trzymać się z dala od tego typu miejsc, bo młodym pannom nie przystoi szlajać się po tego typu knajpach. Dlatego też zwykle wybierała lokale, które znajdowały się raczej na Horyzontalnej - Pokątna była za droga, a Nokturn zbyt podejrzany. O Ścieżkach nawet nie było co mówić. Ale skoro Matthew zapraszał, to może postawi jej piwo? Nie miałaby nic przeciwko, bo przecież te pierdolnięte śmieciojady rozkurwiły jej dom. No dobra, to nie było tak, że jakiś śmierciożerca przyszedł i podpalił jej mieszkanie, co to to nie, ale oberwało rykoszetem i to naprawdę mocnym. Lottie tułała się po Nokturnie i Horyzontalnej, pomieszkując u koleżanek, ale to nie było to samo. Mogłaby wrócić do Mulciber Manor, mogłaby poprosić Lorien o pomoc, kurde mogłaby nawet do Richarda napisać czy gdziekolwiek, ale była zbyt dumna.
Poradzi sobie sama, nawet jeśli będzie musiała spać na zapleczu Czarciego Oka lub pod mostem. Lottie wyciągnęła paczkę papierosów i już ruszała naprzód, gdy drogę zagrodził jej Francis. Bez słowa wskazał na jakieś drzwi, a dziewczyna tylko uniosła brwi.
- A więc to taki ważniak, co? - zaskoczyło ją to, ale nie bardziej niż fakt, że jakiś mały gnojek w łachmanach właśnie coś chował za pazuchą. Lotte zmrużyła oczy i bez pardonu wetknęła papierosa między wargi. - Mówiłeś, że jak się nazywasz? Mniejsza. Weź powiedz Matthew, że go właśnie okradają.
Szepnęła konspiracyjnie, a potem ruszyła za mężczyzną, bo w sumie chciała zobaczyć, jak Borgin zareaguje na to, że ktoś mu właśnie lokal okrada, o ile Francis nie zainterweniuje jako pierwszy.
Gdy Charlotte weszła do Gębiny, najpierw rozejrzała się z ciekawością. Słyszała o tym miejscu, ale jakoś nie było jej tu po drodze do tej pory. Ciocia Lorien mówiła, żeby trzymać się z dala od tego typu miejsc, bo młodym pannom nie przystoi szlajać się po tego typu knajpach. Dlatego też zwykle wybierała lokale, które znajdowały się raczej na Horyzontalnej - Pokątna była za droga, a Nokturn zbyt podejrzany. O Ścieżkach nawet nie było co mówić. Ale skoro Matthew zapraszał, to może postawi jej piwo? Nie miałaby nic przeciwko, bo przecież te pierdolnięte śmieciojady rozkurwiły jej dom. No dobra, to nie było tak, że jakiś śmierciożerca przyszedł i podpalił jej mieszkanie, co to to nie, ale oberwało rykoszetem i to naprawdę mocnym. Lottie tułała się po Nokturnie i Horyzontalnej, pomieszkując u koleżanek, ale to nie było to samo. Mogłaby wrócić do Mulciber Manor, mogłaby poprosić Lorien o pomoc, kurde mogłaby nawet do Richarda napisać czy gdziekolwiek, ale była zbyt dumna.
Poradzi sobie sama, nawet jeśli będzie musiała spać na zapleczu Czarciego Oka lub pod mostem. Lottie wyciągnęła paczkę papierosów i już ruszała naprzód, gdy drogę zagrodził jej Francis. Bez słowa wskazał na jakieś drzwi, a dziewczyna tylko uniosła brwi.
- A więc to taki ważniak, co? - zaskoczyło ją to, ale nie bardziej niż fakt, że jakiś mały gnojek w łachmanach właśnie coś chował za pazuchą. Lotte zmrużyła oczy i bez pardonu wetknęła papierosa między wargi. - Mówiłeś, że jak się nazywasz? Mniejsza. Weź powiedz Matthew, że go właśnie okradają.
Szepnęła konspiracyjnie, a potem ruszyła za mężczyzną, bo w sumie chciała zobaczyć, jak Borgin zareaguje na to, że ktoś mu właśnie lokal okrada, o ile Francis nie zainterweniuje jako pierwszy.