12.10.2025, 16:12 ✶
Kiwnęła jedynie głową, bo Thomas miał rację. Chociaż Brenna naiwnie wierzyła jednak, że do tego potrzeba by czegoś... więcej. Więcej niż paru zaklęć śmierciożerców, atakujących jednocześnie też połowę kraju.
- Nie mam pojęcia. Możesz po prostu do niego napisać. Jeśli ma coś, czego ty nie znasz, to wydaje mi się, że raczej nie w szkolnej bibliotece...
Uśmiechnęła się blado na jego wyjaśnienia. Kwestia ceny? Wiedziała, że nie mówił o galeonach: te byli w stanie zdobyć. Czasem ceną mogło być jednak coś zupełnie innego, nie przeliczalnego na błyszczące monety. Poczucie bezpieczeństwa. Zdrowie. Życie.
Dusza.
- Tommy, w twoim planie jest dziura. Powiedziałabym jej po prostu, że to ty go kupiłeś – wytknęła. W normalnych okolicznościach może rozbawiłaby ją ta wizja, ale w tej chwili…
…w tej chwili wydawało się jej, że coś szepta jej imię, wzywa ją z ciemności, i Brennie nie było ani trochę do szczerego śmiechu. Miała wrażenie, że są obserwowani i rzeczywiście za żadne skarby nie zostawiłaby Thomasa samego: bo co, jeżeli coś naprawdę tkwiło w tych ścianach i zacznie walczyć z magią klątwołamacza? Jeżeli go zaatakuje?
Nie bez powodu w samym budynku Brenna wolała nie mówić o pewnych rzeczach.
Nie była już pewna kto, co słucha.
– Stanę grzecznie przy wejściu, żebyś nie musiał się mną rozpraszać, i żeby Basilius i Millie usłyszeli, gdybym nagle zaczęła krzyczeć o pomoc – odparła Brenna gładko. Wcale nie była pewna, czy za zamkniętymi drzwiami od razu zorientowałaby się, że coś jest nie tak. To nie była zwykła klątwa: nie mogła być, skoro popiół zniszczył całą ochronę domu, a potem zmienił go w coś… coś obcego. Coś wypełnionego mrokiem i strachem. Nie miała zamiaru spuszczać z oczu Thomasa, kiedy z tą ciemnością będzie walczył.
Nie pchała się jednak i na pierwszy plan. Jakkolwiek pozwalanie, by rzucał zaklęcia, które mogły ściągnąć na niego atak, i trzymanie się z tyłu było czymś szalenie trudnym, to wiedziała, że znał się na swojej robocie i był w tej dziedzinie magii dużo lepszy od niej. Wycofała się więc zgodnie z własnymi słowami do wejścia – drzwi zresztą w nich nie było, wpisały się w straty Spalonej Nocy – machnęła różdżką, próbując postawić tarczę, a potem… potem zastygła w bezruchu, mogłoby się wydawać, że nawet nie oddychała, kiedy Thomas czynił te wszystkie potrzebne do łamania klątw czary – mary. Obserwowała to jego, to ciemność w ścianach, jakby spodziewała się, że mrok zaraz po niego sięgnie. Palce na różdżce zaciskała trochę zbyt mocno.
- Nie mam pojęcia. Możesz po prostu do niego napisać. Jeśli ma coś, czego ty nie znasz, to wydaje mi się, że raczej nie w szkolnej bibliotece...
Uśmiechnęła się blado na jego wyjaśnienia. Kwestia ceny? Wiedziała, że nie mówił o galeonach: te byli w stanie zdobyć. Czasem ceną mogło być jednak coś zupełnie innego, nie przeliczalnego na błyszczące monety. Poczucie bezpieczeństwa. Zdrowie. Życie.
Dusza.
- Tommy, w twoim planie jest dziura. Powiedziałabym jej po prostu, że to ty go kupiłeś – wytknęła. W normalnych okolicznościach może rozbawiłaby ją ta wizja, ale w tej chwili…
…w tej chwili wydawało się jej, że coś szepta jej imię, wzywa ją z ciemności, i Brennie nie było ani trochę do szczerego śmiechu. Miała wrażenie, że są obserwowani i rzeczywiście za żadne skarby nie zostawiłaby Thomasa samego: bo co, jeżeli coś naprawdę tkwiło w tych ścianach i zacznie walczyć z magią klątwołamacza? Jeżeli go zaatakuje?
Nie bez powodu w samym budynku Brenna wolała nie mówić o pewnych rzeczach.
Nie była już pewna kto, co słucha.
– Stanę grzecznie przy wejściu, żebyś nie musiał się mną rozpraszać, i żeby Basilius i Millie usłyszeli, gdybym nagle zaczęła krzyczeć o pomoc – odparła Brenna gładko. Wcale nie była pewna, czy za zamkniętymi drzwiami od razu zorientowałaby się, że coś jest nie tak. To nie była zwykła klątwa: nie mogła być, skoro popiół zniszczył całą ochronę domu, a potem zmienił go w coś… coś obcego. Coś wypełnionego mrokiem i strachem. Nie miała zamiaru spuszczać z oczu Thomasa, kiedy z tą ciemnością będzie walczył.
Nie pchała się jednak i na pierwszy plan. Jakkolwiek pozwalanie, by rzucał zaklęcia, które mogły ściągnąć na niego atak, i trzymanie się z tyłu było czymś szalenie trudnym, to wiedziała, że znał się na swojej robocie i był w tej dziedzinie magii dużo lepszy od niej. Wycofała się więc zgodnie z własnymi słowami do wejścia – drzwi zresztą w nich nie było, wpisały się w straty Spalonej Nocy – machnęła różdżką, próbując postawić tarczę, a potem… potem zastygła w bezruchu, mogłoby się wydawać, że nawet nie oddychała, kiedy Thomas czynił te wszystkie potrzebne do łamania klątw czary – mary. Obserwowała to jego, to ciemność w ścianach, jakby spodziewała się, że mrok zaraz po niego sięgnie. Palce na różdżce zaciskała trochę zbyt mocno.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.