09.10.2025, 21:43 ✶
Jonathan posłał Charlotte szeroki uśmiech.
– Lottie daj spokój. To ślub nie czas na głupoty – powiedział rozbawionym tonem głosu, rozglądając się po zgromadzonych. – Więc po prostu podaj mi już numery miejsc, a nie pytaj czy masz to zrobić. Trochę powagi. – Możliwe, że Jonathan Selwyn lubił też śluby z tego prostego powodu, że jak każde większe wydarzenie towarzyskie, były one idealną wręcz kopalnią wszelkich nici relacji i aur, a Selwyn nie byłby przecież sobą gdyby nie korzystał z takich okazji. – Chyba że masz jakieś nazwiska, które szalenie cię interesują. Wtedy możemy nawet bez numerów.
Zabawne że teraz siedział tutaj z przyjaciółką na tej jakże uroczej ceremonii i niemal zapominał o wydarzeniach ostatnich tygodni. Niemal. Gdzieś tam po głowie Jonathana przemknęło pytanie czy państwo młodzi nie brali ślubu w obawie, że oni, lub ich bliscy, mogliby nie dożyć późniejszej daty. Lub, czy ktoś kto normalnie byłby zaproszony, nie spoczywał właśnie na cmentarzu.
Lub, że normalnie podszedłby po ceremonii pogawędzić z Anthonym, ale przecież już nie byli przyjaciółmi i nawet obecny tu kapłan Matki zapewne nie zdołałby wymodlić się o to aby było inaczej. Tragedia. A jeszcze bardziej bolało to, że tak jak było na tym świecie wiele wierszy o nieszczęśliwej miłości, tak poeci unikali tematu nieszczęśliwej przyjaźni, a przecież serce przy niej bolało tak samo, jak i nie bardziej.
Jonathana na pewno bolało bardziej.
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się panny młodej i musiał przyznać, że aż rzucił pod nosem do Kelly komplement pod adresem ślubnej kreacji już-zaraz-nie-panny Yaxley. Ceremonia wreszcie się rozpoczęła.
– Lottie daj spokój. To ślub nie czas na głupoty – powiedział rozbawionym tonem głosu, rozglądając się po zgromadzonych. – Więc po prostu podaj mi już numery miejsc, a nie pytaj czy masz to zrobić. Trochę powagi. – Możliwe, że Jonathan Selwyn lubił też śluby z tego prostego powodu, że jak każde większe wydarzenie towarzyskie, były one idealną wręcz kopalnią wszelkich nici relacji i aur, a Selwyn nie byłby przecież sobą gdyby nie korzystał z takich okazji. – Chyba że masz jakieś nazwiska, które szalenie cię interesują. Wtedy możemy nawet bez numerów.
Zabawne że teraz siedział tutaj z przyjaciółką na tej jakże uroczej ceremonii i niemal zapominał o wydarzeniach ostatnich tygodni. Niemal. Gdzieś tam po głowie Jonathana przemknęło pytanie czy państwo młodzi nie brali ślubu w obawie, że oni, lub ich bliscy, mogliby nie dożyć późniejszej daty. Lub, czy ktoś kto normalnie byłby zaproszony, nie spoczywał właśnie na cmentarzu.
Lub, że normalnie podszedłby po ceremonii pogawędzić z Anthonym, ale przecież już nie byli przyjaciółmi i nawet obecny tu kapłan Matki zapewne nie zdołałby wymodlić się o to aby było inaczej. Tragedia. A jeszcze bardziej bolało to, że tak jak było na tym świecie wiele wierszy o nieszczęśliwej miłości, tak poeci unikali tematu nieszczęśliwej przyjaźni, a przecież serce przy niej bolało tak samo, jak i nie bardziej.
Jonathana na pewno bolało bardziej.
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się panny młodej i musiał przyznać, że aż rzucił pod nosem do Kelly komplement pod adresem ślubnej kreacji już-zaraz-nie-panny Yaxley. Ceremonia wreszcie się rozpoczęła.