21.02.2023, 12:36 ✶
- Jasne - zapewniła Brenna, choć zaraz dodała uczciwie jeszcze parę słów. - Na tyle, na ile możliwe to w tych dziwnych czasach, w których żyjemy.
Zmierzyła Norę spojrzeniem. Nie tyleż, by ocenić jej wygląd, choć odnotowała, że Nora jak zwykle dba o to, aby dobrze się prezentować, w swoim ulubionym stylu, ile w próbie sprawdzenia, czy panna Figg się nie przepracowuje. A raczej, czy nie przepracowuje się bardziej niż zwykle. Sama Brenna wyglądała... jak zazwyczaj, gdy chodziła po Londynie. W Dolinie widywało się ją w mugolskich, podniszczonych ciuchach, w pracy w przepisowym mundurze, na oficjalne spotkania wybierała się w eleganckiej, ale skromnej marynarce. Kiedy tak jak teraz, przemykała po ulicach magicznej stolicy, stawiała na coś, co jak najlepiej pomoże zniknąć w tłumie komuś, kto nie był tak w stu procentach anonimowy. Nie rzucające się w oczy szarości.
- Mam nadzieję, że w klubokawiarni wszystko w porządku? Jak ma się Mabel? - dodała jeszcze, chociaż bywała tam dość regularnie. Niekoniecznie na długo, ale jeśli tylko mogła wygospodarować piętnaście minut przed pracą czy po pracy, zaglądała do środka, by zamienić parę słów jeżeli nie z Norą to z Salemem, zostawić jakiś drobiazg dla Mabel, a jeżeli mogła sobie pozwolić na godzinę albo dwie wolnego, zaproponować, że zabierze tę ostatnią na lody albo spacer.
W ostatnim tygodniu jednak o te dwie godziny było trochę ciężko.
- Taaak, chyba faktycznie cię zaskoczę - westchnęła po chwili, przechodząc do sedna, a jej twarz przybrała wyraz powagi. Pochyliła się ku Norze, nie chcąc, by ktoś je podsłuchać, choć po prawdzie w tym tłumie, hałasie, gdy ciężko było usłyszeć co mówi twój towarzysz, kiedy ginąłeś wśród bawiących się, trudniej było nasłuchiwać niż w jakimś podejrzanym, cichym barze. - Potrzebuję trucizny, Nora. Silnej. Szybko działającej. Jeśli to możliwe, jak najmniej bolesnej, ale to nie jest warunek konieczny. Nie wiem, na ile to pomocne, ale nie ma znaczenia smak, zapach, konsystencja ani stopień wykrywalności.
Brenna miała mgliste pojęcie, że te najbardziej pożądane i najtrudniejsze do przyrządzenia trucizny miały mieć jak najmniej charakterystyczny kolor i smak. W tym przypadku nie miało to jednak znaczenia.
- I hm... odtrutka pewnie się przyda, tak na wszelki wypadek - dodała jeszcze z pewnym zastanowieniem. Właściwie nie potrzebowała antidotum, ale jeśli jakimś cudem ktoś wypiłby ją przypadkiem, choć nie wyobrażała sobie, jak mogłoby do tego dojść, lepiej było nie ryzykować.
Zmierzyła Norę spojrzeniem. Nie tyleż, by ocenić jej wygląd, choć odnotowała, że Nora jak zwykle dba o to, aby dobrze się prezentować, w swoim ulubionym stylu, ile w próbie sprawdzenia, czy panna Figg się nie przepracowuje. A raczej, czy nie przepracowuje się bardziej niż zwykle. Sama Brenna wyglądała... jak zazwyczaj, gdy chodziła po Londynie. W Dolinie widywało się ją w mugolskich, podniszczonych ciuchach, w pracy w przepisowym mundurze, na oficjalne spotkania wybierała się w eleganckiej, ale skromnej marynarce. Kiedy tak jak teraz, przemykała po ulicach magicznej stolicy, stawiała na coś, co jak najlepiej pomoże zniknąć w tłumie komuś, kto nie był tak w stu procentach anonimowy. Nie rzucające się w oczy szarości.
- Mam nadzieję, że w klubokawiarni wszystko w porządku? Jak ma się Mabel? - dodała jeszcze, chociaż bywała tam dość regularnie. Niekoniecznie na długo, ale jeśli tylko mogła wygospodarować piętnaście minut przed pracą czy po pracy, zaglądała do środka, by zamienić parę słów jeżeli nie z Norą to z Salemem, zostawić jakiś drobiazg dla Mabel, a jeżeli mogła sobie pozwolić na godzinę albo dwie wolnego, zaproponować, że zabierze tę ostatnią na lody albo spacer.
W ostatnim tygodniu jednak o te dwie godziny było trochę ciężko.
- Taaak, chyba faktycznie cię zaskoczę - westchnęła po chwili, przechodząc do sedna, a jej twarz przybrała wyraz powagi. Pochyliła się ku Norze, nie chcąc, by ktoś je podsłuchać, choć po prawdzie w tym tłumie, hałasie, gdy ciężko było usłyszeć co mówi twój towarzysz, kiedy ginąłeś wśród bawiących się, trudniej było nasłuchiwać niż w jakimś podejrzanym, cichym barze. - Potrzebuję trucizny, Nora. Silnej. Szybko działającej. Jeśli to możliwe, jak najmniej bolesnej, ale to nie jest warunek konieczny. Nie wiem, na ile to pomocne, ale nie ma znaczenia smak, zapach, konsystencja ani stopień wykrywalności.
Brenna miała mgliste pojęcie, że te najbardziej pożądane i najtrudniejsze do przyrządzenia trucizny miały mieć jak najmniej charakterystyczny kolor i smak. W tym przypadku nie miało to jednak znaczenia.
- I hm... odtrutka pewnie się przyda, tak na wszelki wypadek - dodała jeszcze z pewnym zastanowieniem. Właściwie nie potrzebowała antidotum, ale jeśli jakimś cudem ktoś wypiłby ją przypadkiem, choć nie wyobrażała sobie, jak mogłoby do tego dojść, lepiej było nie ryzykować.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.