07.10.2025, 12:39 ✶
– Oj mój słodki cukiereczku... to nie wiesz, że kiedy człowiek tęskni, to znaczy, że kocha? Im mocniej tęsknisz, tym bardziej kochasz, a ja... ja będę za Toba tęsknić najnajnajnajmocniej... – wypuściła włosy spomiędzy palców i objęła tę ciemnowłosą kruszynkę, by otoczyć ją ciasno ramionami, jakby nigdy nie zamierzała wypuścić tej małej istotki z objęć.
Ostatni raz
Słowa o tym, że Brynja przekona ojca, były tak śmieszne jak niedorzeczne. To Urd przekonała ojca, zadbała, żeby w zamian ofiarować mu coś, czego na prawdę chciał. Święty spokój. Ile razy to najstarsza "córka" stawała między nim a matką? Ile razy wdawała się w pyskówki, punktując mu absolutnie każde uchybienie. "Nie jesteś moim ojcem" - to jedyne zdanie, które rzeczywiście nie padło, chociaż wisiało między nimi z obopólną zawiścią. "Nie jesteś moją córką". Ten miecz miał ostrza z obu stron.
Ucałowała pchnący morzem łepek dziewczynki i powróciła do swojej roboty. Siostrzański obowiązek musiał zostać spełniony. Sięgnęła po pudełko gdzie chowała najróżniejszej długości wstążki, koraliki, nawet kilka guziczków i dziś... och dziś zamierzała umieścić na tej jedenastoletniej głowie absolutnie wszystko. Błękitnymi paznokciami delikatnie podrapała skalp na głowie, rozmasowując te biedne myśli, ten kołtun stresu.
– Spodoba Ci się tam. Czytałam, że obok jest wspaniałe miasteczko do którego raz w miesiącu uczniowie mogą wyjść i kupić sobie zabawki i słodycze. W środku zaś w podziemiach drzemie prawdziwy smok i pilnuje lochów dla niegrzecznych uczniów! – puściła jej głowę i nagle zaczęła ją gilgotać jakby była wspomnianym smokiem i złapała właśnie to najkrnąbrniejsze dziecie. Dała trochę czasu, by organizm się pośmiał nawet jak nie miał do tego ochoty, a potem ułożyła pudełko ze skarbami na kolanach Brynji i poprosiła ją by podawała jej wstążka po wstążce, do niespiesznie zaplatanych warkoczy, warkoczyków i plecionek.
– Świetnie mówisz po angielsku, nikt nawet nie zauważy, że jesteś spoza ich wyspy. Może spotkasz jakąś naszą kuzynkę, krewniaczkę mamy? Poza tym zobacz... w Durmstrangu też by mnie nie było, więc różnica to jest w sumie niewielka, nie sądzisz? – próbowała logicznych argumentów, choć podejrzewała, że w tej małej upartej głowie niechęć była zbyt silna aby ją przebić argumentami. Szczęście, że mąż ich matki był uparty jeszcze bardziej. O tym, że nie zmieni zdania Urd była bardziej niż pewna.
Ostatni raz
Słowa o tym, że Brynja przekona ojca, były tak śmieszne jak niedorzeczne. To Urd przekonała ojca, zadbała, żeby w zamian ofiarować mu coś, czego na prawdę chciał. Święty spokój. Ile razy to najstarsza "córka" stawała między nim a matką? Ile razy wdawała się w pyskówki, punktując mu absolutnie każde uchybienie. "Nie jesteś moim ojcem" - to jedyne zdanie, które rzeczywiście nie padło, chociaż wisiało między nimi z obopólną zawiścią. "Nie jesteś moją córką". Ten miecz miał ostrza z obu stron.
Ucałowała pchnący morzem łepek dziewczynki i powróciła do swojej roboty. Siostrzański obowiązek musiał zostać spełniony. Sięgnęła po pudełko gdzie chowała najróżniejszej długości wstążki, koraliki, nawet kilka guziczków i dziś... och dziś zamierzała umieścić na tej jedenastoletniej głowie absolutnie wszystko. Błękitnymi paznokciami delikatnie podrapała skalp na głowie, rozmasowując te biedne myśli, ten kołtun stresu.
– Spodoba Ci się tam. Czytałam, że obok jest wspaniałe miasteczko do którego raz w miesiącu uczniowie mogą wyjść i kupić sobie zabawki i słodycze. W środku zaś w podziemiach drzemie prawdziwy smok i pilnuje lochów dla niegrzecznych uczniów! – puściła jej głowę i nagle zaczęła ją gilgotać jakby była wspomnianym smokiem i złapała właśnie to najkrnąbrniejsze dziecie. Dała trochę czasu, by organizm się pośmiał nawet jak nie miał do tego ochoty, a potem ułożyła pudełko ze skarbami na kolanach Brynji i poprosiła ją by podawała jej wstążka po wstążce, do niespiesznie zaplatanych warkoczy, warkoczyków i plecionek.
– Świetnie mówisz po angielsku, nikt nawet nie zauważy, że jesteś spoza ich wyspy. Może spotkasz jakąś naszą kuzynkę, krewniaczkę mamy? Poza tym zobacz... w Durmstrangu też by mnie nie było, więc różnica to jest w sumie niewielka, nie sądzisz? – próbowała logicznych argumentów, choć podejrzewała, że w tej małej upartej głowie niechęć była zbyt silna aby ją przebić argumentami. Szczęście, że mąż ich matki był uparty jeszcze bardziej. O tym, że nie zmieni zdania Urd była bardziej niż pewna.