06.10.2025, 18:59 ✶
Siedzę z Moną i Basilem.
– Ja też nie wiedziałem, że zostałeś. Ot komunikacja w rodzeństwie na jak najwyższym poziomie – zaśmiał się zaskakująco pogodnie. – Mo jest przyjaciółką Geraldine, a ja przyjacielem Mo.
Icarus przekonany był, że Basil coś między nimi zauważał, choć na razie nie było czasu na rozmawianie. W końcu nie tylko nie byli główną parą wieczoru, ale i parą trudno było ich nazwać. Ari nie wiedział, na czym stali. Dręczyła go też myśl o tym, co przepowiedziała im Millie. Starał się jednak powstrzymać bezustanne rozkminianie tego, co się miało wydarzyć i koncentrować na byciu dla Mo godnym towarzyszem.
Kiedy zaczęło się dziać, musieli zamilknąć. Icarus przypatrywał się ślubnemu kobiercowi znad głów gości. Wszyscy oczekiwali zjawienia się panny młodej. Ni stąd ni zowąd jednak rozległ się huk, rwetes i szum lasu, odległy i bliski zarazem. Towarzyszyło temu dziwne uczucie, lekko niepokojące, lecz zaskakująco przyjemne. Jakby Los we własnej osobie zaglądał na ceremonię. Ari zwrócił wzrok ku Monie i... zrozumiał. Była jego światełkiem w ciemności, nadzieją na lepsze jutro. Bez względu na wszystko, byli sobie przeznaczeni. Miał szczęście i to ogromne. Spotkał go wręcz zaszczyt tego, że urodził się w tych samych czasach, co ona. Wyglądała pięknie. Przepięknie. Jej uroda pasowała do grającej w tle walijskiej muzyki, rude włosy spływały po jej ramionach, a usta lśniły w blasku słońca. Prewett był nią tak urzeczony, że nie zauważył, że panna młoda pokazała się gościom. Dopiero reakcje innych oderwały go od wpatrywania się w Rowle.
Obserwując ceremonię, nie mógł pozbyć się wrażenia, że chciał być na miejscu pana młodego, ale jedynie gdyby to Mona szła do ołtarza.
– Ja też nie wiedziałem, że zostałeś. Ot komunikacja w rodzeństwie na jak najwyższym poziomie – zaśmiał się zaskakująco pogodnie. – Mo jest przyjaciółką Geraldine, a ja przyjacielem Mo.
Icarus przekonany był, że Basil coś między nimi zauważał, choć na razie nie było czasu na rozmawianie. W końcu nie tylko nie byli główną parą wieczoru, ale i parą trudno było ich nazwać. Ari nie wiedział, na czym stali. Dręczyła go też myśl o tym, co przepowiedziała im Millie. Starał się jednak powstrzymać bezustanne rozkminianie tego, co się miało wydarzyć i koncentrować na byciu dla Mo godnym towarzyszem.
Kiedy zaczęło się dziać, musieli zamilknąć. Icarus przypatrywał się ślubnemu kobiercowi znad głów gości. Wszyscy oczekiwali zjawienia się panny młodej. Ni stąd ni zowąd jednak rozległ się huk, rwetes i szum lasu, odległy i bliski zarazem. Towarzyszyło temu dziwne uczucie, lekko niepokojące, lecz zaskakująco przyjemne. Jakby Los we własnej osobie zaglądał na ceremonię. Ari zwrócił wzrok ku Monie i... zrozumiał. Była jego światełkiem w ciemności, nadzieją na lepsze jutro. Bez względu na wszystko, byli sobie przeznaczeni. Miał szczęście i to ogromne. Spotkał go wręcz zaszczyt tego, że urodził się w tych samych czasach, co ona. Wyglądała pięknie. Przepięknie. Jej uroda pasowała do grającej w tle walijskiej muzyki, rude włosy spływały po jej ramionach, a usta lśniły w blasku słońca. Prewett był nią tak urzeczony, że nie zauważył, że panna młoda pokazała się gościom. Dopiero reakcje innych oderwały go od wpatrywania się w Rowle.
Obserwując ceremonię, nie mógł pozbyć się wrażenia, że chciał być na miejscu pana młodego, ale jedynie gdyby to Mona szła do ołtarza.
Spoiler