05.10.2025, 17:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2025, 17:56 przez Cathal Shafiq.)
– Nell też bardzo lubi swoją pracę, zwłaszcza te fragmenty, kiedy może kazać mi pić jakiś paskudny eliksir, ale jestem więcej niż pewny, że odgryzłaby mi głowę, gdybym nie dawał jej dostatecznie dużo wolnego.
Pomijając też to, że wolne Nell było w równej mierze po to, by ona odpoczęła, jak by Cathal nie oszalał, a no i żeby się nie pozabijali w tych chwilach, kiedy akurat oboje mieli siebie nawzajem serdecznie dosyć. Ich charaktery należały do co najmniej trudnych, chociaż może zrobiło się nieco spokojniej, odkąd Leta wróciła do Egiptu i zabrakło trzeciego elementu w kłótniach.
Nie zdążył ani zapytać, czy skoro to krytyczny moment, powinien dalej martwić się o Liama i może ściągnąć tutaj Nell ani odpowiedzieć, że świetnie, w takim razie są umówieni na przyszły tydzień. Nastawienie nosa, łamiące się krzesło, zbieranie się z ziemi – to wszystko trochę go rozproszyło.
– Tak sobie myślę, że muszę wybrać się do sklepu i kupić jakieś naprawdę porządne krzesła – ocenił, przyglądając się odłamkom mebla, które wracały na miejsce. Przez moment trwał w bezruchu, w głowie odtwarzając sobie mapę sklepów na Pokątnej, a potem tych lokacji meblarskich w magicznych Londynie, które przychodziły mu do głowy, i porównując to wszystko z budżetem, który mieli do dyspozycji. Może kupienie krzeseł w tańszym, mugolskim sklepie będzie lepszym pomysłem, bo w końcu to nie tak, że magiczni rzemieślnicy zawsze je zaklinali… A on potrzebował czegoś, co do diabła, bez problemów udźwignie jego ciężar. Miał takie w swoim namiocie, trzeba będzie powstawiać je też do kilku innych, tak na wszelki wypadek.
Dwa razy dziś skończył w okolicznościach, które boleśnie raniły jego męską dumę i na pewno nie planował pozwolić, aby ktoś jeszcze zobaczył, jak zawalają się pod nim meble.
– Drzazgi można by nasączyć jakąś trucizną – podpowiedział uprzejmie, bo jeśli szło o pozbywanie się kogoś z powierzchni ziemi Cathal potrafił być całkiem kreatywny. Chociaż on na pewno nie wybrałby krzesła jako narzędzia zbrodni. – Mam chociaż nadzieję, że trzymasz tutaj gdzieś czekoladę dla dzielnego pacjenta. Nie cierpię tego świństwa – mruknął, ujmując podane mu naczynie. Tak naprawdę to po tym byciu „grzecznym chłopcem” marzył przede wszystkim o tym, żeby zapalić, bo ciężko było nie wkurzać się, co wyprawiało się tego dnia, a nikotyna była dla niego od zawsze sposobem na ukojenie nerwów. Szkoda tylko, że miał też poparzone palce.
Pomijając też to, że wolne Nell było w równej mierze po to, by ona odpoczęła, jak by Cathal nie oszalał, a no i żeby się nie pozabijali w tych chwilach, kiedy akurat oboje mieli siebie nawzajem serdecznie dosyć. Ich charaktery należały do co najmniej trudnych, chociaż może zrobiło się nieco spokojniej, odkąd Leta wróciła do Egiptu i zabrakło trzeciego elementu w kłótniach.
Nie zdążył ani zapytać, czy skoro to krytyczny moment, powinien dalej martwić się o Liama i może ściągnąć tutaj Nell ani odpowiedzieć, że świetnie, w takim razie są umówieni na przyszły tydzień. Nastawienie nosa, łamiące się krzesło, zbieranie się z ziemi – to wszystko trochę go rozproszyło.
– Tak sobie myślę, że muszę wybrać się do sklepu i kupić jakieś naprawdę porządne krzesła – ocenił, przyglądając się odłamkom mebla, które wracały na miejsce. Przez moment trwał w bezruchu, w głowie odtwarzając sobie mapę sklepów na Pokątnej, a potem tych lokacji meblarskich w magicznych Londynie, które przychodziły mu do głowy, i porównując to wszystko z budżetem, który mieli do dyspozycji. Może kupienie krzeseł w tańszym, mugolskim sklepie będzie lepszym pomysłem, bo w końcu to nie tak, że magiczni rzemieślnicy zawsze je zaklinali… A on potrzebował czegoś, co do diabła, bez problemów udźwignie jego ciężar. Miał takie w swoim namiocie, trzeba będzie powstawiać je też do kilku innych, tak na wszelki wypadek.
Dwa razy dziś skończył w okolicznościach, które boleśnie raniły jego męską dumę i na pewno nie planował pozwolić, aby ktoś jeszcze zobaczył, jak zawalają się pod nim meble.
– Drzazgi można by nasączyć jakąś trucizną – podpowiedział uprzejmie, bo jeśli szło o pozbywanie się kogoś z powierzchni ziemi Cathal potrafił być całkiem kreatywny. Chociaż on na pewno nie wybrałby krzesła jako narzędzia zbrodni. – Mam chociaż nadzieję, że trzymasz tutaj gdzieś czekoladę dla dzielnego pacjenta. Nie cierpię tego świństwa – mruknął, ujmując podane mu naczynie. Tak naprawdę to po tym byciu „grzecznym chłopcem” marzył przede wszystkim o tym, żeby zapalić, bo ciężko było nie wkurzać się, co wyprawiało się tego dnia, a nikotyna była dla niego od zawsze sposobem na ukojenie nerwów. Szkoda tylko, że miał też poparzone palce.