03.10.2025, 18:15 ✶
- Nie wspominaj nawet - machnął ręką, bo doprawdy nie było o czym mówić. Nawet gdyby nie należeli wspólnie do Zakonu to przecież nie zostawiliby się na pastwę losu. No może wtedy nie wpadłby razem z Millie i Basileusem w tym momencie, bo jednak przynależność do tej grupy Miałą jednak niejako wpływ na to jak połączyły się ich losy to prawda.
- Wszędzie? Nie spodziewałem się tu czegoś lekkiego, ale to brzmi jak całkiem silne gówno - skrzywił się dosyć wyraźnie. Czy zdoła sobie poradzić z tym zadaniem? Owszem radził sobie już z wieloma klątwami. Mimo to ziarno niepewności już dawno zostało zasiane.
Przecież to nie tak, że możesz wzmocnić klątwę. Oh czekaj...
Głos był nieubłagany, aż przełknął ślinę czując jak w gardle formuje mu się wielka gula i taka sama znajduje się w żołądku, ciążąc mu niemiłosiernie. - Możesz być pewna, że sobie z tym poradzimy, nie ma takiej klątwy, której by nie można złamać - pocieszał i zapewniał Brennę? A może bardziej samego siebie. Wziął dwa głębokie wdechy, aby uspokoić nieco nerwy. Przecież to nie tak, że po próbie zdjęcia klątwy nagle im ona wybuchnie w twarz jak mu się nie powiedzie. No ale dobre by było przed działaniem przyjrzeć się jej poprawniej. Dlatego rozglądał się ciekaw tego jak dana klątwa się manifestuje. Przyglądał się uważnie ścianom i wyposażeniu domu - dobrze wiedział, że diabeł tkwił w szczegółach. - Bez obaw, dbam o to żeby zawsze mieć zapas potrzebnych przedmiotów - odpowiedział klepiąc się po torbie, która spoczywała oparta o jego biodro. - Millie też ostatnio zadbała, żeby nam ich nie zabrakło, chyba wiedziała, że będą to niezwykle potrzebne rzeczy do sprzątania po Spalonej - dodał rozglądając się nadal po pomieszczeniach, ale wówczas rozproszyło go pytanie o runę.
- Gdzie to widziałaś? - zapytał marszcząc brwi, bo choć może i nie idealnie wyglądający kształt runy od razu niemal uderzyło go podobieństwo. Znikająca runa, gdzieś już widział takie cuda, gdzie to było? Będzie musiał zerknąć do swoich notatek. - Kojarzę ten znak, ale nie pamiętam szczegółów. Mogę ci powiedzieć, że jest paskudny i radziłbym nie przebywać w jego pobliżu miejsca jego występowania do czasu pozbycia się go. Jak to zrobić mogę ci powiedzieć jak sprawdzę swoje notatki, bo aż tak dokładnie nie pamiętam - dodał jeszcze patrząc uważnie na przyjaciółkę w oczekiwaniu na odpowiedź na najważniejsze pytanie "gdzie widziała ten symbol".
Kiedy weszli do kolejnego pomieszczenia dobrze już wiedział co się dzieje, a przynajmniej miał o wiele większe pojęcie na ten temat. Sytuacja stała się nieciekawa, wręcz można by złe intencje kroić nożem tutaj, czuł jak włosy na karku stają mu dęba, dobrze znał to uczucie. Westchnął ciężko i sięgnął ku ramieniu Brenny.
- Dobra, wystarczy Bren - powiedział łagodnie, choć wyraz twarzy miał zacięty. - Dalej zajmę się tym sam, będzie bezpieczniej jak poczekasz za drzewiami, wiesz tak w razie czego - dodał jeszcze patrząc na nią aż zgodnie z jego radą nie zostawi go tu samego, żeby mógł pracować.
- Wszędzie? Nie spodziewałem się tu czegoś lekkiego, ale to brzmi jak całkiem silne gówno - skrzywił się dosyć wyraźnie. Czy zdoła sobie poradzić z tym zadaniem? Owszem radził sobie już z wieloma klątwami. Mimo to ziarno niepewności już dawno zostało zasiane.
Przecież to nie tak, że możesz wzmocnić klątwę. Oh czekaj...
Głos był nieubłagany, aż przełknął ślinę czując jak w gardle formuje mu się wielka gula i taka sama znajduje się w żołądku, ciążąc mu niemiłosiernie. - Możesz być pewna, że sobie z tym poradzimy, nie ma takiej klątwy, której by nie można złamać - pocieszał i zapewniał Brennę? A może bardziej samego siebie. Wziął dwa głębokie wdechy, aby uspokoić nieco nerwy. Przecież to nie tak, że po próbie zdjęcia klątwy nagle im ona wybuchnie w twarz jak mu się nie powiedzie. No ale dobre by było przed działaniem przyjrzeć się jej poprawniej. Dlatego rozglądał się ciekaw tego jak dana klątwa się manifestuje. Przyglądał się uważnie ścianom i wyposażeniu domu - dobrze wiedział, że diabeł tkwił w szczegółach. - Bez obaw, dbam o to żeby zawsze mieć zapas potrzebnych przedmiotów - odpowiedział klepiąc się po torbie, która spoczywała oparta o jego biodro. - Millie też ostatnio zadbała, żeby nam ich nie zabrakło, chyba wiedziała, że będą to niezwykle potrzebne rzeczy do sprzątania po Spalonej - dodał rozglądając się nadal po pomieszczeniach, ale wówczas rozproszyło go pytanie o runę.
- Gdzie to widziałaś? - zapytał marszcząc brwi, bo choć może i nie idealnie wyglądający kształt runy od razu niemal uderzyło go podobieństwo. Znikająca runa, gdzieś już widział takie cuda, gdzie to było? Będzie musiał zerknąć do swoich notatek. - Kojarzę ten znak, ale nie pamiętam szczegółów. Mogę ci powiedzieć, że jest paskudny i radziłbym nie przebywać w jego pobliżu miejsca jego występowania do czasu pozbycia się go. Jak to zrobić mogę ci powiedzieć jak sprawdzę swoje notatki, bo aż tak dokładnie nie pamiętam - dodał jeszcze patrząc uważnie na przyjaciółkę w oczekiwaniu na odpowiedź na najważniejsze pytanie "gdzie widziała ten symbol".
Kiedy weszli do kolejnego pomieszczenia dobrze już wiedział co się dzieje, a przynajmniej miał o wiele większe pojęcie na ten temat. Sytuacja stała się nieciekawa, wręcz można by złe intencje kroić nożem tutaj, czuł jak włosy na karku stają mu dęba, dobrze znał to uczucie. Westchnął ciężko i sięgnął ku ramieniu Brenny.
- Dobra, wystarczy Bren - powiedział łagodnie, choć wyraz twarzy miał zacięty. - Dalej zajmę się tym sam, będzie bezpieczniej jak poczekasz za drzewiami, wiesz tak w razie czego - dodał jeszcze patrząc na nią aż zgodnie z jego radą nie zostawi go tu samego, żeby mógł pracować.