03.10.2025, 11:04 ✶
Było coś w Lazarusie co sprawiało, że Anthony uważał go za idealnego następcę Lisy. Było w nim też coś takiego, że poddawał w wątpliwość swój osąd. Czasem zaś obie sprzeczne ze sobą myśli pojawiały się jednocześnie i to był jeden z tych monentów.
– Dziękuje, nie trzeba – odpowiedział lakonicznie i całą swoją uwagę przekierował na Jaspera. – Ale wiesz, że ja chcę to zrobić, prawda? Rozumiem, że artefakt zakupiony z własnych ciężko zarobionych pieniędzy sprawia bardzo dużo satysfakcji, której nie da się pomylić z niczym innym, zależy mi jednak, aby mój prawie chrześniak miał, szczególnie w tym trudnym czasie, chociaż odrobinę radości z życia. – Praca u Goblinów, spalony dom i cała rodzina na głowie w Brighton... to na prawdę nie brzmiało jak przepis na radość. A argumentów Anthony'emu wystarczyło, żeby skutecznie zakryć fakt i potrzebę konkurowania z tym drugim wujkiem o miłość i uwagę najstarszego syna Charlie.
– Bez laktozy, – skinął głową powtarzając to zdanie kilka chwil po tym jak padło i odsyłając ich gestem dłoni w stronę wschodniego skrzydła. – Widzimy się na dole jak skończycie. – zawyrokował, samemu wracając do gabinetu. Księgi na stole dotyczyły oklumencji, ale przyszło Anthony'emu do głowy, że aby skutecznie uczyć jej innych, wypadałoby drastycznie poszerzyć swoją wiedzę również z zakresu Zauroczeń. Teraz gdy "pożar" w biurze został powstrzymany... Teraz szczególnie musiał znaleźć sobie zajęcie by nie oszaleć przy biurku.
Tymczasem para klątwołamaczy dotarła do zrujnowanej sali balowej - szczęściem tak rzadko odbywały się tam przyjęcia i kolacje, że tylko pusty parkiet zasłany był szkłem. Dalej wschodnie skrzydło z pokojami gościnnymi dla rodzinny i najbliższych przyjaciół oraz - najdalej jako to było możliwe - znajdowały się kwatery należące do Edith, byłej żony Anthony'ego. Wszystkie pomieszczenia, były beżowe lub różowe, drewniane meble eleganckie, ale o nieco kiczowatym zdobieniu sprzed połowy wieku. Obrazy przedstawiały scenki rodzajowe z życia francuskiego dworu, pikniki, zabawy w ogrodzie. W głównym saloniku martwej od dekad kobiety, nad kominkiem wisiał uroczy portret wychudłej czarnowłosej, a jednak wciąż łagodnie uśmiechającej się siedzącej kobiety, za nią zaś stał dużo młodszy Anthony trzymający swoją rękę na jej ramieniu. Bliżej zaczarowanej harfy, teraz ukrytej w brunatnym futerale wisiały akwarele powstałe zdecydowanie ręką tego samego artysty - przedstawiające profile Edith właśnie oraz jasnowłosej byłej asystentki Shafiqa Lisy.
Co rzuciło się zwłaszcza Jessiemu w oczy to fakt, że wbrew słowom wuja ktoś tu już był wcześniej. Podłoga była nieuprzątnięta i owszem niektóre pokoje otwierali dopiero oni, ale w sypialni i saloniku Edith ułożenie szkła wskazywało, że był tu w czasie pożaru inne przedmioty, które zostały zabrane, a szkło z nich strzepnięte na niewielkie usypiska. Klątw, nie było widać, ani słychać. Tylko wyjący przez dziury wiatr przydawał nieprzyjemnego wrażenia, które jednak w skali tragedii pożogi zżerającej Londyn zdawała się nędzną igraszką.
– Dziękuje, nie trzeba – odpowiedział lakonicznie i całą swoją uwagę przekierował na Jaspera. – Ale wiesz, że ja chcę to zrobić, prawda? Rozumiem, że artefakt zakupiony z własnych ciężko zarobionych pieniędzy sprawia bardzo dużo satysfakcji, której nie da się pomylić z niczym innym, zależy mi jednak, aby mój prawie chrześniak miał, szczególnie w tym trudnym czasie, chociaż odrobinę radości z życia. – Praca u Goblinów, spalony dom i cała rodzina na głowie w Brighton... to na prawdę nie brzmiało jak przepis na radość. A argumentów Anthony'emu wystarczyło, żeby skutecznie zakryć fakt i potrzebę konkurowania z tym drugim wujkiem o miłość i uwagę najstarszego syna Charlie.
– Bez laktozy, – skinął głową powtarzając to zdanie kilka chwil po tym jak padło i odsyłając ich gestem dłoni w stronę wschodniego skrzydła. – Widzimy się na dole jak skończycie. – zawyrokował, samemu wracając do gabinetu. Księgi na stole dotyczyły oklumencji, ale przyszło Anthony'emu do głowy, że aby skutecznie uczyć jej innych, wypadałoby drastycznie poszerzyć swoją wiedzę również z zakresu Zauroczeń. Teraz gdy "pożar" w biurze został powstrzymany... Teraz szczególnie musiał znaleźć sobie zajęcie by nie oszaleć przy biurku.
***
Tymczasem para klątwołamaczy dotarła do zrujnowanej sali balowej - szczęściem tak rzadko odbywały się tam przyjęcia i kolacje, że tylko pusty parkiet zasłany był szkłem. Dalej wschodnie skrzydło z pokojami gościnnymi dla rodzinny i najbliższych przyjaciół oraz - najdalej jako to było możliwe - znajdowały się kwatery należące do Edith, byłej żony Anthony'ego. Wszystkie pomieszczenia, były beżowe lub różowe, drewniane meble eleganckie, ale o nieco kiczowatym zdobieniu sprzed połowy wieku. Obrazy przedstawiały scenki rodzajowe z życia francuskiego dworu, pikniki, zabawy w ogrodzie. W głównym saloniku martwej od dekad kobiety, nad kominkiem wisiał uroczy portret wychudłej czarnowłosej, a jednak wciąż łagodnie uśmiechającej się siedzącej kobiety, za nią zaś stał dużo młodszy Anthony trzymający swoją rękę na jej ramieniu. Bliżej zaczarowanej harfy, teraz ukrytej w brunatnym futerale wisiały akwarele powstałe zdecydowanie ręką tego samego artysty - przedstawiające profile Edith właśnie oraz jasnowłosej byłej asystentki Shafiqa Lisy.
Co rzuciło się zwłaszcza Jessiemu w oczy to fakt, że wbrew słowom wuja ktoś tu już był wcześniej. Podłoga była nieuprzątnięta i owszem niektóre pokoje otwierali dopiero oni, ale w sypialni i saloniku Edith ułożenie szkła wskazywało, że był tu w czasie pożaru inne przedmioty, które zostały zabrane, a szkło z nich strzepnięte na niewielkie usypiska. Klątw, nie było widać, ani słychać. Tylko wyjący przez dziury wiatr przydawał nieprzyjemnego wrażenia, które jednak w skali tragedii pożogi zżerającej Londyn zdawała się nędzną igraszką.