02.10.2025, 21:11 ✶
Prasznik w terrarium za plecami Ceolsige znów wychynął ze swojej kryjówki. Zbliżała się pora karmienia. Klątwołamacz skwitował zapowiedź wynagrodzenia skinieniem głowy i nieznacznie się odprężył. Upominki były uświęconą z dawien dawna formą odwdzięczania się za przyjacielskie przysługi, a przecież Lovegooda i Burke łączyły tylko takowe, nie żadne szemrane interesy!
Na stole ponownie zagościła jego własna filiżanka, tym razem w towarzystwie porcelanowej popielniczki, którą czarodziej musiał trzymać schowaną gdzieś na podorędziu, a która wyglądała na ręcznie malowaną i podejrzanie drogą, jak na zarobki szeregowego urzędnika.
- Otrzymaliśmy w pracy transport tej herbaty od kontrahentów z Kambodży. Zapewniam cię, że ci, którzy piją ją od czerwca nie doceniają jej tak, jak ty - powiedział Lazarus, obdarzając rozmówczynię krótkim uśmiechem.
Dolał im obojgu herbaty z utrzymującego ciepło imbryczka, a potem wydobył własną paczkę papierosów i również zapalił. Dym w płucach koił rozpędzone gdzieś na tyle umysłu myśli, nawet, jeżeli czarodziejowi nie udało się wydmuchnąć kółka podobnego do tych, które tworzyła Ceolsige.
Czy upadł już tak nisko, by szukać odpuszczenia win w losowych wydarzeniach?
Później. Oderwał się od tych myśli i skupił ponownie na swojej klientce. Dodali właśnie kolejne ogniwo w długim łańcuchu drobnych, wzajemnych uprzejmości, które znaczyły ich znajomość. To zasługiwało na chwilę celebracji.
- Dość długo już nie ruszałaś się z Londynu - zagaił - Masz jakieś plany na następną wycieczkę?
Na stole ponownie zagościła jego własna filiżanka, tym razem w towarzystwie porcelanowej popielniczki, którą czarodziej musiał trzymać schowaną gdzieś na podorędziu, a która wyglądała na ręcznie malowaną i podejrzanie drogą, jak na zarobki szeregowego urzędnika.
- Otrzymaliśmy w pracy transport tej herbaty od kontrahentów z Kambodży. Zapewniam cię, że ci, którzy piją ją od czerwca nie doceniają jej tak, jak ty - powiedział Lazarus, obdarzając rozmówczynię krótkim uśmiechem.
Dolał im obojgu herbaty z utrzymującego ciepło imbryczka, a potem wydobył własną paczkę papierosów i również zapalił. Dym w płucach koił rozpędzone gdzieś na tyle umysłu myśli, nawet, jeżeli czarodziejowi nie udało się wydmuchnąć kółka podobnego do tych, które tworzyła Ceolsige.
niewinnyniewinnyniewinny
Nie wiedział, czemu ta wróżba - nie usankcjonowana wszak posiadaniem przez któreś z nich Trzeciego Oka, niedokonana przez profesjonalnego wróżbitę - tak go poruszyła. To tylko karty.Czy upadł już tak nisko, by szukać odpuszczenia win w losowych wydarzeniach?
Później. Oderwał się od tych myśli i skupił ponownie na swojej klientce. Dodali właśnie kolejne ogniwo w długim łańcuchu drobnych, wzajemnych uprzejmości, które znaczyły ich znajomość. To zasługiwało na chwilę celebracji.
- Dość długo już nie ruszałaś się z Londynu - zagaił - Masz jakieś plany na następną wycieczkę?
Koniec sesji