02.10.2025, 09:01 ✶
Przynajmniej był tego świadomy. Niektórzy ludzie potrafili być bardzo oporni, jeżeli chodzi o odwiedzanie uzdrowicieli - do tego stopnia, że umierali potem w tej swojej upartości, ale hej - przynajmniej stawiali na swoim! Gdy Nick zapytał o grzechy w obecnym życiu, Lestrange uśmiechnął się niewinnie i wzruszył ramionami. Jakie grzechy, przecież nigdy nie dopuściłby się tak haniebnych czynów, czyż nie?
- Być może - odparł z rozbawieniem, doceniając że Nicholas powoli zaczynał łapać, o co chodziło z ironią, sarkazmem i żartem. To była jego pięta Achillesowa, ale dość naturalnie przychodziły mu złośliwe odzywki. Z kim przystajesz, taki się stajesz, prawda? Dementorek wyglądał na rozczarowanego, że Travers sobie poszedł. Spłynął smutno w dół, a potem zaczął skubać liście sukulenta, którego Rodolphus dostał od Victorii. Oczywiście doniczkę zostawił, nie pasowała więc do wystroju czarnego domku, ale dementorek zdawał się ją lubić.
Rodolphus przeszedł do kanapy i usiadł na niej, pozwalając by woda na spokojnie grzała się w czajniku. Spojrzał na Nicholasa z rozbawieniem, kręcąc lekko głową.
- Tak, Nick. Nienawidzę cię i chciałem ukarać cię za wszystkie grzechy tego świata, dlatego wysłałem ci prezent - ironia w tym zdaniu była tak oczywista, że chyba każdy, nawet największy autysta, by się zorientował. Lestrange jednak odrobinę spoważniał, opierając dłoń na podłokietniku kanapy. Zabębnił w skórzane obicie paznokciami. - Myślałem, że mamy to już za sobą. Nie każdy mój ruch jest częścią większej układanki. Po prostu zobaczyłem to na targu, a motyle jednoznacznie kojarzą mi się z tobą. Jesteś maginaukowcem, jak ja, a chociaż te motyle nie są magiczne, to nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że obserwowanie jak się wykluwają i rozwijają, sprawi ci przyjemność.
Nie brzmiał na urażonego - przyzwyczaił się, że większość osób przesadnie analizowała jego ruchy, doszukując się podstępu. Pracował ciężko na tę opinię, lecz prawda była taka, że czasem po prostu robił coś tak po prostu, z kaprysu. No i nie kłamał, mówiąc że gdy tylko dostrzegł farmę motyli, od razu pomyślał o Nicholasie. Wbrew pozorom o Traversie również ciężko było zapomnieć.
- Być może - odparł z rozbawieniem, doceniając że Nicholas powoli zaczynał łapać, o co chodziło z ironią, sarkazmem i żartem. To była jego pięta Achillesowa, ale dość naturalnie przychodziły mu złośliwe odzywki. Z kim przystajesz, taki się stajesz, prawda? Dementorek wyglądał na rozczarowanego, że Travers sobie poszedł. Spłynął smutno w dół, a potem zaczął skubać liście sukulenta, którego Rodolphus dostał od Victorii. Oczywiście doniczkę zostawił, nie pasowała więc do wystroju czarnego domku, ale dementorek zdawał się ją lubić.
Rodolphus przeszedł do kanapy i usiadł na niej, pozwalając by woda na spokojnie grzała się w czajniku. Spojrzał na Nicholasa z rozbawieniem, kręcąc lekko głową.
- Tak, Nick. Nienawidzę cię i chciałem ukarać cię za wszystkie grzechy tego świata, dlatego wysłałem ci prezent - ironia w tym zdaniu była tak oczywista, że chyba każdy, nawet największy autysta, by się zorientował. Lestrange jednak odrobinę spoważniał, opierając dłoń na podłokietniku kanapy. Zabębnił w skórzane obicie paznokciami. - Myślałem, że mamy to już za sobą. Nie każdy mój ruch jest częścią większej układanki. Po prostu zobaczyłem to na targu, a motyle jednoznacznie kojarzą mi się z tobą. Jesteś maginaukowcem, jak ja, a chociaż te motyle nie są magiczne, to nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że obserwowanie jak się wykluwają i rozwijają, sprawi ci przyjemność.
Nie brzmiał na urażonego - przyzwyczaił się, że większość osób przesadnie analizowała jego ruchy, doszukując się podstępu. Pracował ciężko na tę opinię, lecz prawda była taka, że czasem po prostu robił coś tak po prostu, z kaprysu. No i nie kłamał, mówiąc że gdy tylko dostrzegł farmę motyli, od razu pomyślał o Nicholasie. Wbrew pozorom o Traversie również ciężko było zapomnieć.