01.10.2025, 14:05 ✶
- Oczekuję, że zaczniesz mnie słuchać. Nie mówię Ci tego po to, aby utrudnić ci tutaj życie, ale dla Twojego bezpieczeństwa.
Zaznaczył, używając nieco innych słów, niż przyznając otwarcie chęć przyznania mu racji. Bo przecież ją miał. I Faye ze swoją upartością, też z trudem ją przyznawała. To on pracował w Departamencie Tajemnic, w Komnacie Śmierci, którą w ostatnim czasie widział każdego dnia, każdej godziny. A tamtej pamiętnej i tragicznej dla obywateli miasta nocy, było jej co minutę. Jego mroczna dusza czuła przyjemność z widoku martwych ciał fizycznych. Brał przyjemność z odbierania komuś życia, kto nie zasługiwał na nie w tej epoce.
Odpowiedział z przekonującą nutą kłamstwa. Uzdrowiciela miał pod ręką. A przynajmniej pośrednika, którego nazwisko było znane w kręgach szpitala Świętego Munga. Lestrange. Również mógł udać się o pomoc do Lupina, ale do niego także jeszcze nie zawitał.
- Syf, to mało powiedziane. W Ministerstwie panował chaos.
Nie zaprzeczył temu, że również był wezwany i mówił tutaj półprawdę. Miał wezwanie, ale nie do Ministerstwa. To, jeżeli do niego przyszło, zostało zignorowane. Miał jednak na to dobre usprawiedliwienie, które zostało przyjęte, patrząc na skalę zdarzenia. Nawet jeżeli byłby wezwany z ramienia Ministerstwa, to mógł pracować w terenie. W końcu śmierć, była wszędzie. W noc ataku, nie było go w Ministerstwie. Po prostu powtarzał słowa, jakie usłyszał od współpracowników, którzy byli na miejscu.
Spojrzał na nią, wracając pytaniem do tematu z nową dla niej lokalizacją do zamieszkania. Ten budynek, jeżeli nie dostanie solidnego remontu, zdąży się w ciągu miesięcy zawalić. Biorąc pod uwagę skalę zniszczeń na parterze.
Zaznaczył, używając nieco innych słów, niż przyznając otwarcie chęć przyznania mu racji. Bo przecież ją miał. I Faye ze swoją upartością, też z trudem ją przyznawała. To on pracował w Departamencie Tajemnic, w Komnacie Śmierci, którą w ostatnim czasie widział każdego dnia, każdej godziny. A tamtej pamiętnej i tragicznej dla obywateli miasta nocy, było jej co minutę. Jego mroczna dusza czuła przyjemność z widoku martwych ciał fizycznych. Brał przyjemność z odbierania komuś życia, kto nie zasługiwał na nie w tej epoce.
Faye pozostawała przy swoim, że nie chce w ogóle mieszkać w Szkocji. Miał odpowiedzieć jej na to stwierdzenie, ale kaszel chwilowo uniemożliwił mu mówienie. Uniósł drugą dłoń, jakby chciał powstrzymać siostrę o zgaszenia kadzidła twierdząc, że to nie ono jest powodem jego duszności. Nie zdążył jednak nawet powiedzieć, że nie musi. Kadzidło zostało zgaszone, a okno po chwili otworzone.
Nicholas nie przepadał za słodyczami. A czy jadał o smaku anyżu? Nie pamiętał tego odkąd dojrzał i wyrósł z niektórych dziecięcych i młodzieńczych nawyków.
- Nie miałem kiedy iść.Odpowiedział z przekonującą nutą kłamstwa. Uzdrowiciela miał pod ręką. A przynajmniej pośrednika, którego nazwisko było znane w kręgach szpitala Świętego Munga. Lestrange. Również mógł udać się o pomoc do Lupina, ale do niego także jeszcze nie zawitał.
- Syf, to mało powiedziane. W Ministerstwie panował chaos.
Nie zaprzeczył temu, że również był wezwany i mówił tutaj półprawdę. Miał wezwanie, ale nie do Ministerstwa. To, jeżeli do niego przyszło, zostało zignorowane. Miał jednak na to dobre usprawiedliwienie, które zostało przyjęte, patrząc na skalę zdarzenia. Nawet jeżeli byłby wezwany z ramienia Ministerstwa, to mógł pracować w terenie. W końcu śmierć, była wszędzie. W noc ataku, nie było go w Ministerstwie. Po prostu powtarzał słowa, jakie usłyszał od współpracowników, którzy byli na miejscu.
To mówiąc, odstawił kubek po upiciu paru łyków, na złagodzenie suchości w gardle i odczuwalnego bólu. Mógł dalej prowadzić rozmowę z Faye.
- Zatem, gdzie chcesz mieszkać?Spojrzał na nią, wracając pytaniem do tematu z nową dla niej lokalizacją do zamieszkania. Ten budynek, jeżeli nie dostanie solidnego remontu, zdąży się w ciągu miesięcy zawalić. Biorąc pod uwagę skalę zniszczeń na parterze.