01.10.2025, 11:06 ✶
Ich spotkanie dalekie było od mitycznego starcia Gilgamesza ze zdziczałym Enkidu. Ani Anthony nie poczuwał się do tego, by być władcą świata, królem królów, ucieleśnieniem cywilizacji i prawa, ani też Ambroise, pomimo swoich najszczerszych chęci, nie był tworem bóstw zamieszkujących Knieję, jednością z naturą tak florą i fauną powołanym do życia li tylko po to, aby zniszczyć ludzką kulturę uosobioną osobą sumeryjskiego herosa. Nie zdarli z siebie ubrań, nie stoczyli zapaśniczego pojedynku. Nie zostali braćmi, nierozłączną dopełniającą się parą tego co zrodzone i tego co stworzone.
A jednak, coś było w tym gniewnym spojrzeniu ciskającym w niego gromy rosłego rozmówcy, co przywodziło mu właśnie na myśl gniew dziczy, zielone pędy domagające się posłuchu, z lekceważeniem wypowiadające się o marmurach, wieżach, piśmie, wiedzy, sztuce.... Cywilizacja niosła rzeczy podłe i okrutne. Było w niej jednak sporo miejsca na szacunek, honor, miłosierdzie. Było miejsce na opiekę nad słabymi i niedołężnymi, której natura w większości była pozbawiona. Było miejsce na karę za zbrodnię, na medycynę wykraczającą poza zjedzenie kilku gorzkich liści, na zachwycające wyroby rzemieślnicze, piękne naczynia, biżuterię, ubranie, które miało być nie tylko funkcjonalne, ale też zwyczajnie piękne i eleganckie. Było miejsce na autorefleksję. Na uczucia o większym skomplikowaniu niż rozmnażać się i konkurować. I choć Greengrass w swoich słowach z zapalczywością obarczał winą za bieżący konflikt cywilizacje w całości, żaden z nich nie używałby różdżki, gdyby nie porzucenie zwierzęcej formy, czy narzędzi utworzonych z łupanego kamienia czy kijka na rzecz glinianej tabliczki i rysika spisującego minione doświadczenia dla przyszłych pokoleń.
Anthony milczał jednak, nie zamierzając stawać z nim w szranki. Ani zapaśnicze, ani retoryczne. Miał świadomość, że ból obecnej sytuacji geopolitycznej stawia jego osobę na równi z opieszałymi urzędnikami, którzy wciąż nie rozwiązali kryzysu Kniei. A cierpiące zwierze, z tego co się orientował, staje się bezmyślne i agresywne. Żaden tego nie potrzebował. Również wieści o tym, że są spowinowaceni zdecydowanie bliżej niż obaj w sumie zakładali, odcisnęły na przystojnej twarzy młodzieńca nieprzyjemny grymas, pozwalający Anthony'emu przypuszczać, że słodka Jackie naplotła jakiś bzdur na jego temat. Ich wzajemna niechęć była tkaniną tej relacji tyle lat i choć on sam w towarzystwie unikał po prostu tematu rodzeństwa jak mógł, o tyle nie mógł zakładać, że ta strategia była i jej udziałem.
Zły ruch. No trudno.
– Trzy różne przezwiska w ciągu jednej rozmowy, tak to zdecydowanie brzmi jak Jackie. – powiedział lekko, życzliwie nie zmieniając ani tonu, ani wyrazu twarzy wobec przetaczającej się przed nim burzy. Oczywiście byłoby mu miło, gdyby Ambroise wykazał więcej entuzjazmu, gdyby dostrzegł w nim zasób który w swojej życzliwości oferuje dostęp do możliwości, których Greengrassowie nie posiadali. Nie zamierzał się jednak ze swoją pomocą narzucać. – Tak, nie wątpię w to. Jestem bardzo ciekaw wspólnie spędzonego z nim czasu. Z nimi. – Odpowiedział na wzmiankę o inteligencji chłopca, który obecnie mógłby być największym tłukiem jakiego nosił świat, ale zwyczajnie nie wypadało powiedzieć inaczej. – Z tego co słyszałem, Jackie ze swoimi pociechami będzie w Londynie teraz częściej niż rzadziej. Zakładam, że będzie zdecydowanie więcej okazji, żeby się spotkać. Niekoniecznie na polu zawodowym. – Co innego okazjonalny konsultant na zastępstwie, co innego drugi z ojców chrzestnych.
A jednak, coś było w tym gniewnym spojrzeniu ciskającym w niego gromy rosłego rozmówcy, co przywodziło mu właśnie na myśl gniew dziczy, zielone pędy domagające się posłuchu, z lekceważeniem wypowiadające się o marmurach, wieżach, piśmie, wiedzy, sztuce.... Cywilizacja niosła rzeczy podłe i okrutne. Było w niej jednak sporo miejsca na szacunek, honor, miłosierdzie. Było miejsce na opiekę nad słabymi i niedołężnymi, której natura w większości była pozbawiona. Było miejsce na karę za zbrodnię, na medycynę wykraczającą poza zjedzenie kilku gorzkich liści, na zachwycające wyroby rzemieślnicze, piękne naczynia, biżuterię, ubranie, które miało być nie tylko funkcjonalne, ale też zwyczajnie piękne i eleganckie. Było miejsce na autorefleksję. Na uczucia o większym skomplikowaniu niż rozmnażać się i konkurować. I choć Greengrass w swoich słowach z zapalczywością obarczał winą za bieżący konflikt cywilizacje w całości, żaden z nich nie używałby różdżki, gdyby nie porzucenie zwierzęcej formy, czy narzędzi utworzonych z łupanego kamienia czy kijka na rzecz glinianej tabliczki i rysika spisującego minione doświadczenia dla przyszłych pokoleń.
Anthony milczał jednak, nie zamierzając stawać z nim w szranki. Ani zapaśnicze, ani retoryczne. Miał świadomość, że ból obecnej sytuacji geopolitycznej stawia jego osobę na równi z opieszałymi urzędnikami, którzy wciąż nie rozwiązali kryzysu Kniei. A cierpiące zwierze, z tego co się orientował, staje się bezmyślne i agresywne. Żaden tego nie potrzebował. Również wieści o tym, że są spowinowaceni zdecydowanie bliżej niż obaj w sumie zakładali, odcisnęły na przystojnej twarzy młodzieńca nieprzyjemny grymas, pozwalający Anthony'emu przypuszczać, że słodka Jackie naplotła jakiś bzdur na jego temat. Ich wzajemna niechęć była tkaniną tej relacji tyle lat i choć on sam w towarzystwie unikał po prostu tematu rodzeństwa jak mógł, o tyle nie mógł zakładać, że ta strategia była i jej udziałem.
Zły ruch. No trudno.
– Trzy różne przezwiska w ciągu jednej rozmowy, tak to zdecydowanie brzmi jak Jackie. – powiedział lekko, życzliwie nie zmieniając ani tonu, ani wyrazu twarzy wobec przetaczającej się przed nim burzy. Oczywiście byłoby mu miło, gdyby Ambroise wykazał więcej entuzjazmu, gdyby dostrzegł w nim zasób który w swojej życzliwości oferuje dostęp do możliwości, których Greengrassowie nie posiadali. Nie zamierzał się jednak ze swoją pomocą narzucać. – Tak, nie wątpię w to. Jestem bardzo ciekaw wspólnie spędzonego z nim czasu. Z nimi. – Odpowiedział na wzmiankę o inteligencji chłopca, który obecnie mógłby być największym tłukiem jakiego nosił świat, ale zwyczajnie nie wypadało powiedzieć inaczej. – Z tego co słyszałem, Jackie ze swoimi pociechami będzie w Londynie teraz częściej niż rzadziej. Zakładam, że będzie zdecydowanie więcej okazji, żeby się spotkać. Niekoniecznie na polu zawodowym. – Co innego okazjonalny konsultant na zastępstwie, co innego drugi z ojców chrzestnych.